MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

X-Men 2 - recenzja filmu. Skok ewolucyjny.

Myślę, że wszyscy będziemy zgodni co do tego, jaka jest najlepsza produkcja o mutantach. Będąc całkiem szczerym, tylko jeden tytuł przychodzi mi do głowy. Podpowiedź? Zaczyna się na literę „L”, a kończy na „N”. Jest to rzecz absolutnie unikatowa, przełamująca większość komiksowych tropów, jednocześnie imponując wizualiami i ścieżką dźwiękową. A do tego dostarczająca niesamowity ładunek emocjonalny, który noszą na swych barkach fantastycznie obsadzeni aktorzy, z Danem Stevensem i Aubrey Plazą na czele. Tak, serialowy Legion (2017-2019) przez trzy sezony zrobił dla uniwersum X-Men więcej, niż wszystkie filmy z serii razem wzięte. Kto widział, ten wie, o czym mowa. Kto nie widział, to koniecznie musi nadrobić. A skoro już mam Waszą uwagę, to zapraszam do lektury wynurzeń na temat filmu, który moim zdaniem już w 2003 roku ustawił poprzeczkę dla kinowych adaptacji komiksu tak wysoko, że potrzeba naprawdę superbohaterskiego wysiłku, by tam doskoczyć. Panie i Panowie – X-Men 2.

X-Men 2 – recenzja filmu. Skok ewolucyjny.

Dzień gniewu

Po dziś dzień niewiele jest scen otwierających, które zrobiłyby na mnie takie wrażenie, jak ta w X-2 (to tytuł oryginalny filmu i dla wygody pozwolę sobie właśnie nim posługiwać się w tekście). Jedna postać (wówczas zapewne niemal nieznana szerszej widowni), zamknięta przestrzeń i monumentalne Dies Irae Mozarta w tle – tak w skrócie można opisać atak Nightcrawlera (Alan Cumming) na Biały Dom. Teleportujący się w obłokach czarnego dymu, niezwykle dynamiczny, śmiertelnie niebezpieczny mutant decyduje się zabić prezydenta USA, a imponująco liczebna ochrona próbuje mu w tym przeszkodzić. Siadając do seansu byłem przekonany, że scena ta musiała utkwić mi w głowie lata temu, obrostając sporą dawką nostalgii i stąd to moje czołobitne do niej podejście, ale nie. Po niemal dwudziestu latach sekwencja ta wciąż się broni i może stanowić wzór dla twórców odnośnie wprowadzania nowych postaci do ustanowionej już narracji.

Zamach się nie udaje, prezydent uchodzi z życiem, ale nóż wbity w stół Gabinetu Owalnego z apelem „Wolność dla mutantów” staje się ostatnim kamieniem, który wywoła lawinę. W odpowiedzi na atak, do akcji wkracza pułkownik William Stryker (Brian Cox), który wszedł w posiadanie zdjęć satelitarnych Instytutu Xaviera i atak na nią ustanawia jedynym gwarantem bezpieczeństwa społeczeństwa bez genu X. Pech chciał, że wspomniany wojskowy jest także kluczem do poznania przeszłości Wolverine’a, więzi i torturuje Magneto, a także ma niedokończone sprawy natury osobistej z Charlesem Xavierem. Jeśli to nie jest dobrze rozpisany antagonista, to już nie wiem, kto nim jest. Mówimy przecież o zwykłym śmiertelniku, który sam staje naprzeciw całemu gatunkowi homo superior. A to dopiero początek scenariuszowych atrakcji.

Zajęcia z x-menowości stosowanej

Próbując uzyskać destylat z komiksów o mutantach, szybko dotarlibyśmy do wniosku, że jest to społecznie zaangażowana opowieść o ludziach obdarzonych niezwykłymi mocami. Szczególnie ten socjologiczny aspekt opowieści jest kluczowy dla fabuł budowanych wokół X-Men. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pod tym względem filmowe adaptacje ustępują materiałowi adaptowanemu, bowiem w większości powstałych na przestrzeni dwudziestu lat x-produkcji, większy nacisk kładziono na widowisko, aniżeli na postacie i ich relacje. Satysfakcjonujący balans udało się osiągnąć względnie szybko na osi czasu rozbudowy kinowego uniwersum mutantów, bo chlubnym wyjątkiem wydaje się być właśnie X-2.

Symbolem społecznej niechęci wobec mutantów jest w tym filmie oczywiście pułkownik Stryker. Jego atak na Instytut, który mógł przeprowadzić jedynie dzięki informacjom wyciągniętymi siłą od kontrolowanego tajemniczym specyfikiem Magneto, jest zaledwie pierwszym krokiem do całkowitej anihilacji istot z mocami. W jego szalonym umyśle zrodził się plan, w którym główną rolę odegra Xavier, manipulowany przez Jasona, potężnego telepatę tkającego iluzje, będącego zarazem… synem Strykera. Jak na człowieka gardzącego mutantami, pułkownik wykorzystuje ich dary niepokojąco często, jednak nie mając odwagi na stawienie im czoła osobiście – zawsze zasłaniając się armią, bądź zniewalając ich swoją trucizną, która odbiera im ich wolną wolę. Nie wiem, jak Wy, ale ja wyczuwam u gościa patologiczne wręcz pokłady hipokryzji.

Złol złolem, ale jest w X-2 jeszcze jedna sekwencja, która mocno uderza w zaniedbane fundamenty społecznego kontekstu. Zaraz po ataku na Instytut, Wolverine, pod którego opieką znaleźli się Rogue, Iceman (Shawn Ashmore) i Pyro (Aaron Stanford), zmuszeni zostali do ucieczki i znalezienia bezpiecznego schronienia. Idealnym miejscem wydaje się być dom Bobby’ego, jednak to tylko pozory – jego rodzina nie ma pojęcia o tym, że ich syn jest mutantem. Dochodzi więc między nimi do szczerej rozmowy, wspartej dodatkowo pokazem mrożących krew w żyłach mocy. To właśnie tu pada kluczowe dla postrzeganie inności przez postronnych, wypowiadane przez mamę Icemana: „A próbowałeś może… nie być mutantem?’. Przecież to takie łatwe, prawda? Wystarczy nie być sobą i już można stać się powszechnie akceptowanym. Ten niezwykle cenny wątek niestety ma swoją smutną puentę – brat Bobby’ego informuje policję o obecności w jego domu intruzów, a po przybyciu służb dochodzi do regularnej bitwy, której rodzina Drake’ów, przed chwilą goszcząca swojego syna i jego przyjaciół w salonie, teraz przyglądała się bezczynnie wszystkiemu przez okno. Ot, smutny obraz uprzedzeń, który wciąż jest niepokojąco aktualny w dzisiejszych czasach. Mutanci to bowiem uniwersalny symbol każdej odmienności.

Jej uosobieniem jest w X-2 Nightcrawler, który nie tylko z wyglądu przypomina demona z piekła, ale dodatkowo jest mocno wierzącym katolikiem. Symbole na jego ciele wycinał sobie sam, karząc się za popełnione w życiu grzechy. Religijność nie jest tematem zbyt często eksponowanym w kinie rozrywkowym (jedynie serialowemu Daredevilowi udało się mocniej pogłębić duchowość Matta Murdocka), dlatego tym bardziej warto docenić odwagę twórców. Mieszkający w opuszczonym kościele, często zanoszący modlitwy do Boga mutant, stał się niestety kolejną ofiarą Strykera, który z pomocą swojej trucizny, wymusił na nim dokonanie zamachu na prezydenta. Scena otwierająca nabiera więc z czasem nowego znaczenia i jest jedynie preludium do większego planu szalonego wojskowego. Szkoda tylko, że postać Kurta nie została w kolejnych filmach rozwijana, bo jej potencjał narracyjny jest ogromny. Zarówno ze względów wizualnych, jak i scenariuszowych. Tak, mieliśmy okazję poznać na ekranie jego ojca, Azazela (w Pierwszej klasie, 2011), a i on sam powrócił w młodszej wersji w Apocalypse (2016) i Mrocznej Phoenix (2019), ale to właśnie odsłona postaci z omawianego tutaj filmu zasłużyła na rozwój w kolejnych produkcjach, czego widzowie niestety się nie doczekali.

Przekaz zagryzany popcornem

Mimo niemal dwudziestu lat, które minęły od premiery, X-Men 2 wciąż dostarcza widzowi dobrze skonstruowaną blockbusterową rozrywkę. Oczywiście, trzeba przymknąć oko na cgi z poprzedniej generacji (szczególnie ogień Pyro i manipulacje pogodowe Storm), ale pomijając niedostatki graficzne, jest tu masa scen, które po prostu dobrze się ogląda. O ataku na Biały Dom już wspominałem, ale co powiecie na ucieczkę Magneto z totalnie plastikowego więzienia? Jak mu się udała ta sztuka, skoro odebrano mu jedyny, metalowy oręż? Tu należy na moment zawiesić mocno niewiarę, bowiem motyw jest iście komiksowy, ale działa w kontekście całości, więc polecam przymknąć oko. Otóż Mystique namierza strażnika, który donosi Erykowi jedzenie do celi, uwodzi go i podczas igraszek w barowej toalecie, wstrzykuje mu… solidną porcję żelaza do krwiobiegu. Gdy skacowany podrywacz ponownie zawita z odwiedzinami u Magneto, ten zrobi użytek z opiłków metalu pływających w żyłach nieszczęśnika, by następnie w spektakularny sposób uciec z więzienia.

Atak armii Strykera na Instytut to kolejna sekwencja warta uwagi. Szczególnie, że wojsko wparuje do szkoły pod osłoną nocy, gdy większość uczniów będzie spała, a tym samym zostaną pozbawieni możliwości obrony. Na szczęście, na posterunku czuwał walczący z bezsennością Logan, który na widok żołnierzy spacerujących beztrosko po korytarzach, po raz kolejny zmuszony zostanie zakrwawić swoje adamantowe szpony. Właśnie podczas inwazji będzie mieć miejsce także jego spotkanie po latach ze Strykerem, który, jak się okazuje, odpowiadał za program Weapon X i sprezentował Rosomakowi jego kultowy już niezniszczalny szkielet. Trop zaprowadzi Wolverine’a do podziemi kompleksu badawczego nad jeziorem Alkali, gdzie rozegra się cały trzeci akt filmu. A wraz z nim liczne pojedynki (m.in. Logana z Lady Deathstrike, posiadającą pazury z adamantium) i pokaz wielu mocy wymienionych wcześniej mutantów. Słowem, na nudę narzekać nie sposób.

Paradoks Ikara

X-2 stanowi wzorzec dla filmowej opowieści o mutantach. Jest tu wszystko, co powinno znaleźć się w produkcji z tego uniwersum, zarówno od strony realizacyjnej, jak i może przede wszystkim – scenariuszowej. Twórcom zależy na postaciach, o których opowiadają, a dzięki temu są one interesujące także dla widza. Sceny akcji, choć nadgryzione zębem czasu, mogą się podobać i imponują rozmachem. Nie sposób nie docenić też socjologicznego wydźwięku filmu, którego echo słychać częściej, niż można byłoby się spodziewać tego po komiksowym blockbusterze.

Niestety, zdobywając na tak wczesnym etapie rozwoju franczyzy (mówimy w końcu o sequelu bazowego projektu, który z czasem rozrośnie się na siedem filmów głównego cyklu z imponującą liczbą spin-offów) klucz interpretacyjny materiału adaptowanego, twórcy spoczęli na laurach, porzucając wypracowane przy X-2 narzędzia. Dość powiedzieć, że ledwie zasygnalizowany w tym filmie wątek programu Weapon X jest przeprowadzony tak dobrze, że w żadnym innym projekcie stworzonym w przyszłości nie uda się tego powtórzyć. Nawet, jeśli poświęcony został mu spory kawałek Genezy (2009), czy też jeden segment Apocalypse. Podobnie sprawa ma się z innymi bohaterami, jak chociażby Jean Grey, której postać została w X-2 mocno rozwinięta tylko po to, by potencjał ten zmarnowano chociażby w Ostatnim bastionie (2006).

Nie mogę się pozbyć wrażenia, że twórcy filmu X-Men 2 sami przestraszyli się tego, jak dobrą opowieść stworzyli i w obawie przed podnoszeniem w nieskończoność poprzeczki jakościowej samym sobie, zdecydowali pójść drogą na skróty, zadowalając się blockbusterami pozbawionymi polotu, ale niewymagającymi większej pracy z materiałem źródłowym. Na dobrą sprawę, ze wszystkich siedmiu filmów o podopiecznych Xaviera, pomijając X-2, jedynie Pierwsza klasa Matthew Vaughna może pochwalić się autorskim sznytem i wizją wartą uwagi – reszta to mniej, lub lepiej skonstruowane widowiska. Smutny to testament doskonale zapowiadającej się franczyzy, ale nie mnie oceniać Ikara, który chciał wzlecieć wysoko i dopiero na chwilę przed upadkiem zrozumiał, gdzie popełnił błąd.

Sprawdź też: c

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ