Łatwiej zagrać niż wymówić-recenzja gry Brass Lancashire 

UDOSTĘPNIJ

To było moje pierwsze zderzenie z kultowym już w pewnych kręgach Brassem. Gra ekonomiczna osadzona w czasach angielskiej rewolucji przemysłowej – brzmi dość nudnawo, ale nic bardziej mylnego. 

Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, którzy swoimi rękami i wytrwałą pracą stawiają przedsiębiorstwa i ratują całą gospodarkę. Ja jedynie mogłem się wcielić w jedną z takich osób w grze planszowej, co pięknie pokazuje, jak silnym człowiekiem jestem. Czy Brass Lancashire daje satysfakcję z rozwoju swojego imperium? Zapraszam do lektury. 

Czas zainwestować w swoją emeryturę 

Gra ekonomiczna, w której stawiamy kopalnie, huty, przędzalnie, porty i stocznie, brzmi na surową i bezwzględną. Dodając do tego szarość osiemnastowiecznej Anglii, wyjdzie nam mieszanka nader nieprzyjemna, ale stosując wyższą matematykę, minus z minusem daje plus i tym ewidentnie kierowali się twórcy. Brass stawia na prostotę, chociaż techniki zwycięstwa są zawiłe, ale sama rozgrywka nie wymaga doktoratu z matematyki ani z ekonomii. 

Zaczynamy jako jeden z czterech brytyjskich przedsiębiorców, który ma w ręku trzydzieści funtów i cały region stojący otworem. Naszym celem, wbrew temu, co może się wydawać, nie jest zgromadzenie jak największej fortuny ani zysków z naszych przedsiębiorstw, ale stawianie takich budynków, które zapewnią nam największą ilość punktów. Brass Lancashire dzieli się na dwie epoki – kanałów, nie takich na ścieki, tylko kanałów transportowych i kolei. Są one bardzo podobne do siebie. Różnią się tym, że w drugiej epoce mamy możliwość wybudowania w jednym mieście więcej niż jednego przedsiębiorstwa. 

Sprawdź także: Koniunkcja nie wiadomo czego – recenzja gry Wiedźmin: Stary Świat

Warto dodać tutaj jeszcze o wyborze gracza rozpoczynającego daną turę. Kolejność ustala się na podstawie kwoty wydanej w poprzedniej rundzie. Ten, kto był rozrzutny, będzie ostatni, a ten skromny, będzie rozpoczynał. Sam stosowałem ten zabieg, aby móc wybudować coś przed moimi konkurentami, kiedy tylko widziałem, że ich połączenia zbliżają się niebezpiecznie do mojego celu. 

Wygrać bitwę nie znaczy wygrać wojnę 

Punkty w Brass liczymy na koniec każdej epoki, co jest mądrym rozwiązaniem, ponieważ nie ma problemów ze „zgubieniem” punktów. Chociaż faktycznie trzeba się skupić przy tej czynności. Na szczęście robimy to tylko dwa razy w ciągu rozgrywki. Punkty otrzymujemy za postawione budynki oraz za połączenia między miastami, oraz po erze kolejowej dochodzą do tego zgromadzone przez nas pieniądze. Niestety kurs nie jest korzystny, dziesięć funtów to jeden punkt, żeby uświadomić wam skalę. Za osiemnaście funtów możemy postawić przędzalnie, która daje nam punktów aż dwanaście. Oczywiście na końcu może przydać się i ten jeden mały punkcik. 

Sprawdź także: Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares — Kryzys, Odkrycia oraz Infrastruktura — recenzja dodatków — Poznajcie Ekspedycję Ares na nowo!

Hundred shades of gray 

Brass jest całkowicie inny niż kraj, w którym się odbywa. Gra jest piękna, ma kolory i w sumie tyle wystarczy, żeby być atrakcyjniejszy niż cała Anglia. Utrzymana w ciężkich barwach idealnie wpasuje się w okres rozwoju przemysłu. Wszechobecny dym, brak żywej barwy, a planszetka gracza to jedna wielka fabryka. Karty również doskonale wpisują się w całą tę surowość. Bije od nich taka fizyczność, siermiężność, która cechuje okres rewolucji przemysłowej. Już samo pudełko pokazuje, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Dżentelmen z fajką i modelem przędzalni w ręku, a w tle aż huczy od maszyn i całej tej rewolucji. A po otwarciu pusto, żadnych insertów, żadnych przegródek, tylko to, co niezbędne bez żadnych „udziwnień”. 

Sprawdź także: Great Western Trail: Nowa Zelandia Recenzja Gry Czas na odrobinę wypasu!

Brass vs Brass 

Tak pokrótce, gdyż jak już wyżej wspomniałem, nie miałem do czynienia z poprzednimi wydaniami tego klasyku. Różnic jest niewiele. W Lancashire są porty i stocznie, których w Birmingham nie było. Za to w odświeżonej wersji odpadł browar. Do tego zmiany w samej mapie oraz mechanice budowaniu przemysłu. Plus w Lancashire dodany jest osobny wariant gry dla dwóch osób, który pierwotnie był fanowskim dodatkiem. 

Według zagorzałych fanów Birmingham jest cięższy w wytłumaczeniu, lecz już w samej rozgrywce łatwiejszy, gdzie Lancashire poprzez losowość staje się trudniejszy do opanowania. Brass znad Morza Irlandzkiego stara się nadrobić swoje zawiłości bardzo trafnymi wskazówkami na końcu instrukcji. Mnie osobiście bardzo pomogła w pierwszej rozgrywce wskazówka o pożyczkach. Inaczej skrzywdzony życiowymi decyzjami, nie odważyłbym się na zaciągniecie ani funta. 

Wybuduj świat na nowo 

Swoją przygodę z Brassami zacząłem właśnie od Lancashire i nie żałuje. Grało się dobrze, pozycja nie pozwala nam się nudzić. Pomiędzy stawianiem połączeni i przedsiębiorstw, musimy planować nasze kolejne posunięcie i reagować na aktualne poczynania naszych przeciwników. Budowanie nie jest satysfakcjonujące, ale efekt sprawia sporo frajdy. Chodzi mi o to, że jak kładziemy poszczególne kafelki, to nie daje nam to poczucia, nie wiadomo jakiego rozwoju, ale jak zaczynamy liczyć punkty, okazuje się, że całkiem sporo żeśmy wybudowali. 

Zalety

Piękne wykonanie,

– dedykowany moduł dla dwóch graczy

– Sporo interakcji z innymi graczami

Wady

– Dużo zasad i wyjątków od nich

– dużo czasu zajmuje opanowanie mechanik i zależności

 

Za przekazanie gry planszowej do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel.