MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

Until Dawn – recenzja gry. Człowiek, człowiekowi wrogiem.

Until Dawn

Grupa nastolatków udaje się do odosobnionej chatki w górach, by uczcić pamięć zaginionych rok wcześniej koleżanek. Niestety znowu miejsce mają tam ponure i tajemnicze wydarzenia. Czy to demony z indiańskich legend? A może psychopata w masce? Nieważne. Zagrożenie czai się w mroku, a największym przeciwnikiem jest strach.

Przetrwać do świtu

Until Dawn miało początkowo zostać wydane na PlayStation 3 i być obsługiwana za pomocą kontrolerów ruchowych. Niestety sprzedaż tych urządzeń okazała się niezbyt wysoka. Grę przebudowano i ostatecznie Supermassive Games wydało ją na PlayStation 4.

Mamy tutaj do czynienia z interaktywnym filmem, posiadającym liczne wybory i utrzymanego w klimatach doskonale znanym wszystkim fanom amerykańskich slasherów. Bohaterami są stereotypowe nastolatki, miejsce akcji jest odosobnione od reszty świata, a no i mamy styczność z jakiś tajemniczym złem. Ilość postaci stopniowo maleje, znaczy może maleć, bo to czy dana osoba przeżyje, zależy tylko od podjętych przez nas wcześniej decyzji. Klimat stopniowo gęstnieje, ale nie na tyle, by zmieniać obrany pierwotnie gatunek. To trzeba zaznaczyć Until Dawn, jest bardzo spójne w tej kwestii. 

Screen z gry Until Dawn

Efekt motyla

Od strony rozgrywki produkcja jest bardzo podobna do Heavy Rain. Kierujemy na przemian kilkorgiem bohaterów, szukamy wskazówek i nasłuchujemy dziwnych odgłosów, by potem udać się w ich kierunku, wykazując się wybitnie wysokim poziomem instynktu samozachowawczego. Nad dialogami właściwie nie mamy kontroli, poza kluczowymi momentami, gdy decydujemy jaka emocja będzie miała większy wpływ na naszą wypowiedź. Sceny akcji to klasyczne quick time eventy. Od Ciężkiego deszczu różni się to tym, że zamiast dziwnych zawiasów i kombinacji przycisków symulujących trudność ruchu, mamy przesunięcia palcem po panelu dotykowym, czy też wykorzystanie czujników ruchu zawartych w kontrolerze. Co bez wątpienia jest na plus

Screen z gry Until Dawn

W różnych częściach gry kierujemy ośmiorgiem bohaterów, mają one swoje cechy osobowościowe, czy też paski obrazujące nam, z którym z pozostałych trzymają bliższe relacje lub wręcz przeciwnie. Decyzje podejmujemy tutaj prawie na każdym kroku, nie wszystkie są znaczące. Choć nierzadko coś z pozoru błahego ostatecznie może doprowadzić do tragicznych skutków. Jedno trzeba zaznaczyć Until Down, nie wybacza. Gdyby nie totemy rozsiane w różnych częściach przemierzanych przez nas lokacji, nie wiedzielibyśmy co w niektórych sytuacjach robić, a warto zaznaczyć, że ukazują nam tylko mgliste wizje przyszłości i stanowią bardziej wskazówkę niż drogowskaz.

Screen z gry Until Dawn

Choć ten element rozgrywki w grze będącej interaktywnym filmem wybija z imersji, bo nagle jesteśmy zmuszeni do wbijania postaci w ścianę i wychodzenia poza oko kamery, sprawdzając czy na pewno niczego nie pominęliśmy. Doprowadza to do tak kuriozalnych sytuacji, jak wtedy gdy prowadzimy desperacką ucieczkę przed goniącym nas zagrożeniem i po zakończeniu cutscenki zatrzymujemy się i dokładnie wszystko oglądamy. Bezsens. Oczywiście pojawiają się tutaj drobne błędy logiczne jak strzelanie bez przeładowania więcej niż dwa razy z dwulufowego obrzyna. Ale nie są one aż tak rażące w momencie, gdy uświadomimy sobie, że mamy do czynienia ze slusherem.

Horror klasy B

W grach tego typu najważniejsza jest fabuła, która tutaj jest całkiem niezła i dobrze poprowadzona. Postacie są dość stereotypowe, ale są przy tym wiarygodne. Niektóre są nawet irytujące, co prawdopodobnie było celowym zabiegiem twórców, dzięki temu graczowi łatwiej jest pogodzić się ze stratą którejś z nich. Postacie zmieniają się w trakcie doświadczeń, z którymi muszą się mierzyć. Zagadki i tajemnice nie są zbyt mądre, ale konwencji takiego horroru nie muszą takie być i pasują tu idealnie. Dyskusyjnym jest to, czy Until Dawn jest straszne, pomijając jump scary, odpowiedź jest prosta. NIE. Ale gra skutecznie trzyma w napięciu, szczególnie pod koniec gry, kiedy łatwo jest o śmierć poszczególnych postaci. Produkcja ma całkiem niezły potencjał jako gra do ponownego przejścia.

Mało prawdopodobne jest to, że za pierwszym razem uda się wam doprowadzić wszystkich do ujrzenia wschodu słońca. Chociaż warto zaznaczyć, że gra oferuje coś w stylu happy endu, choć mi nigdy nie udał się go zobaczyć. Duże wrażenie robi tutaj mimika postaci, która generuje problem z polską lokalizacją. Na szczęście gra pozwala nam na zmianę na oryginalne dialogi z napisami. W wielu grach nie jest to problemem, bo nie mają one położonego aż tak dużego nacisku na ruchy ust. Ogrywając tę grę po polsku, miałem wrażenie jakby filmu z żywymi aktorami na który nałożony jest dubbing, a chyba nie muszę zaznaczać, że w tego typu produkcjach to zbrodnia przeciwko ludzkości.

Screen z gry Until Dawn

Podsumowując Until Dawn to bardzo solidny film interaktywny. To około ośmiogodzinne spójne, jednorodne, opowiedziane w ramach danej konwencji przeżycie. Oczywiście można je wydłużyć, przechodząc grę kilkukrotnie, starając się utrzymać wszystkich bohaterów przy życiu, czy też stawiając sobie za cel zdobycie platyny. Nie wyobrażam sobie, żeby mieć PlayStation 4 i nie zagrać w ten tytuł. Gra ma stałe miejsce w moim serduszku, więc jak najbardziej polecam.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ