MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

San Francisco – recenzja gry planszowej. Tu na razie jest ściernisko...

W grze San Francisco wcielamy się w role architektów, których zadaniem jest stworzenie najwspanialszego planu przebudowy miasta. Będziemy wznosić wieżowce oraz wytyczać linie tramwajowe, które przyniosą nam sławę i zwycięstwo.

San Francisco – recenzja gry planszowej. Tu na razie jest ściernisko…

Planowanie miasta

W planszówce San Francisco gracze zapełniają dzielnie miasta kartami projektów zgodnie z ich kolorami. Karty dokładamy od lewej strony, co sprawia, że kolejność ich wykładania ma duże strategiczne znaczenie – niektóre z nich wymagają sąsiedztwa konkretnej karty, żeby zadziałać.

Dzielnic jest pięć, każda z nich różni się nieco od pozostałych, np.: zielona z parkami przylega do zajezdni tramwajowej, z kolei niebieskie wybrzeże pozwala nam wybudować dodatkowe zajezdnie oraz oferuje bonusy w postaci redukcji potrzebnych pracowników do wniesienia wieżowców. Niektóre karty dodatkowo posiadają linie tramwajowe.

Jeżeli w jednej z dzielnic uda nam się dołożyć budynki z symbolem cyrkla to otrzymamy bonus w zależności od koloru dzielnicy. Premie są różne – dodatkowi robotnicy czy tory tramwajowe, specjalne budynki czy punkty. Ich liczba jest ograniczona, więc kto pierwszy ten lepszy.

W ramach swojej tury możemy wykonać jedną z dwóch dostępnych akcji: wyłożyć projekt na jeden z trzech obszarów poniżej planszy, albo zrealizować projekt, czyli dobrać wszystkie karty z jednego z trzech obszarów i umieścić je w swoim mieście. Wydaje się proste, ale jest jedna zasada, która nieco komplikuje sprawę.

Gra kończy się na dwa sposoby – gdy jeden z graczy zapełni całe swoje miasto albo, gdy wszystkie fundamenty wieżowców zostaną zdjęte ze środkowej planszy.

Niejasne zasady

Pisząc, że jedna zasada komplikuje sprawę, nie do końca miałem na myśli samą rozgrywkę. Niestety instrukcja niezbyt jasno określa, o co chodzi z żetonami zobowiązania. Musiałem poszukać wyjaśnienia w internecie, bo nie rozumiałem do końca tej mechaniki. I hej! Nie jestem jedyny, bo sporo osób szukało odpowiedzi w sieci. Ja zrozumiałem to dopiero, jak na YouTube obejrzałem fragment rozgrywki.

Zabawne jest to, że nie jest to skomplikowana rzecz, po prostu uważam, że nie jest dobrze opisana w instrukcji. Ogólnie chodzi o to, że żeton zobowiązania dobieramy za każdym razem, gdy realizujemy projekt i potem nie możemy dobrać mniej kart niż mamy zobowiązań. Pozbywamy się ich, gdy każdy gracz ma co najmniej jedno, ponieważ zawsze musi być ktoś, kto ma zero tych żetonów.

Miasto rośnie na naszych oczach

Ogromnym plusem są trójwymiarowe elementy. Wieżowce, które sami na początku składamy, wykonane są z twardego kartonu i za każdym razem, gdy miałem je ustawić u siebie w mieście, czułem wielką satysfakcję. Żółte tramwaje natomiast wykonane się z drewna. Muszę wam powiedzieć, że sporą frajdę sprawia łączenie torów, żeby tworzyły długą linię. Czasem zdarza się, że jedną kartą zapewnimy sobie kilka wagoników naraz. Pod koniec rzeczywiście miasto może prezentować się okazale.

Jednak dwie osoby to za mało, żeby zbudować San Francisco

Według instrukcji San Francisco to tytuł dla od dwóch do czterech graczy, ale nie polecam grać w mniej niż trzy. Niby można, ale rozgrywka jest wówczas bardzo przewidywalna, możemy na spokojnie zaplanować, co dobierzemy my, a co zostawimy naszemu oponentowi. Im więcej osób tym lepiej, bo wtedy gra staje się bardziej emocjonująca.

System punktów jest bardzo ciekawy, bo jest ich mało – to znaczy, że liczby są małe. Ale to dobrze, bo pod koniec nie ma za dużo kalkulacji i szybko się je zlicza oraz za bardzo nie ma gdzie się pomylić. Przegrana też jakoś bardzo nie boli, bo różnice między zawodnikami są po 1-2 punkty. Dodatkowo w rozgrywce czteroosobowej dokładamy ujemne punkty.

Można się wprowadzać

San Francisco to przyjemna, szybka i stosunkowo prosta gra (może oprócz tej nieszczęsnej mechaniki zobowiązań). Brakuje mi jednak jakiegoś urozmaicenia. Budynki w dzielnicach nie robią praktycznie nic więcej, niż dokładanie nam kolejnych robotników, a mogłyby na przykład pozwalać na wyburzenie innych, albo zastąpienie już posiadanej karty. Cokolwiek, co wprowadziłoby większe zamieszanie.

Uważam, że dla nowych graczy jest to pozycja jak najbardziej w porządku, jednak osobiście wolę zagrać w np.: Na skrzydłach, bo dość podobnie się gra, ale jest o wiele bardziej rozbudowane, ale też rozgrywka jest dłuższa.

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected].pl 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ