MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

Nowa Gwinea - recenzja gry planszowej. Zbuduj nową wioskę.

Nowa Gwinea to gra planszowa dla całej rodziny. Zadaniem gracza jest zbudowanie dobrze prosperującej wioski, która będzie miała dostęp do wszystkich dóbr. Czy warto zainteresować się kolejna produkcja od Grzegorza Rejchtmana?

Nowa Gwinea – recenzja gry planszowej. Zbuduj nową wioskę.

Z czym to się… buduje?

Grzegorz Rejchtman jest dość znaną osobą w planszówkowym światku. To autor takich tytułów jak: różne wersje Ubongo, Papua czy Tuki. Nie przypadkiem recenzje części z tych tytułów możecie znaleźć już na naszej stronie. To są bardzo dobre, stosunkowo proste produkcje, których zasady można wytłumaczyć w parę chwil, a potem cieszyć się zabawą przez długie godziny.

W Nowej Gwinei zadaniem gracza jest zbudowanie nowej wioski na tytułowej wyspie. Do dyspozycji mamy różnokształtne kafelki, które troszkę mogą przypominać te znane z serii Tetris. Za ich pomocą musimy zakryć wszystkie oczka wodne oraz drzewka na swojej planszy, ale należy uważać na zwierzęce totemy! One (oprócz pierwszego) nie mogą zostać naruszone! Dodatkowym utrudnieniem jest to, że chatki mogą stykać się tylko narożnikami.

Zasady są proste. Sama instrukcja to tylko jedna kartka zapisana z dwóch stron. Za pierwszym razem przyswojenie ich zajęło nam jakieś 10-15 minut. 

Spore pudełko, mało zawartości.

W pudełku znajdziemy krótką instrukcję, 32 dwustronne plansze, 48 kafelków chatek (po 12 dla każdego gracza), tor punktacji, po 4 pionki i żetony punktów oraz kostkę ze zwierzęcymi totemami. 

Szczerze mówiąc, jak na taką zawartość to pudełko jest ogromne. Wytłoczka zajmuje więcej miejsca niż komponenty. Ja rozumiem z czego, to wynika – wielkość pudełka musi być adekwatna do ceny, ale to jest niepotrzebne marnowanie miejsca. Dla perfekcjonistów to pewnie będzie dobra opcja, bo Nowa Gwinea jest tak duża, jak większość innych produkcji i ładnie prezentuje się na półce. Z drugiej strony, gdyby wyciągnąć wszystko z środka i przełożyć do czegoś mniejszego, to w to miejsce weszłyby 3 takie pudełka.

Graficznie gra prezentuje się bardzo ładnie. Kolory są żywe, plansza i kafelki chatek cieszą oko. Jedynie dziwnie skonstruowany jest tor punktacji. Podczas rozgrywki ze znajomymi chwilę musieliśmy popatrzeć, w którą stronę i jak przesuwać pionki. Przez to za pierwszym razem w ogóle poszedłem w drugą stronę.

Zbudujmy w końcu wioskę!

Plansze gracza są dwustronne i mają dwa poziomy trudności, które są oznaczone odpowiednio symbolem żółtego i czerwonego kwiatu. Podczas gry z dzieckiem można też zrobić tak, że ono gra po łatwiejszej stronie, a my po trudniejszej. Wtedy może się trochę wyrównać poziom.

Na początku rzucamy kością, aby wyznaczyć totem zwierzęcia, od którego gra się zacznie, a następnie należy jak najszybciej zbudować swoją wioskę, spełniając przy tym warunki – musimy zakryć jak najwięcej (najlepiej wszystkie, ale może nam się to nie udać) pól z oczkami wodnymi i drzewami. Przy tym trzeba uważać na totemy – tylko pierwszy może zostać zakryty. I domki mogą stykać się tylko narożnikami!

Miałem już okazję grać w tę grę w różnych konfiguracjach. Samemu – niby fajnie, ale tak bez rywalizacji i presji czasu ze strony innych to nie to samo. Można sobie wziąć klepsydrę np. z 7 sekund, ale wciąż… Już w dwie osoby jest sympatycznie, ale to w 4 jest najciekawiej. Wtedy walka o każdy punkt jest zacięta i można jeszcze nadrobić zaległości. W dwie osoby jednak wygrasz albo ty, albo oponent.

Bawiłem się lepiej niż myślałem.

Na początku obawiałem się, że Nowa Gwinea może być zbyt prosta, że może szybko się znudzić. Mogłem odnieść takie wrażenie po rozgrywce solowej. Jednak kiedy już zagrałem z kimś, wszystko się zmieniło.

Presja czasu i tempo rozgrywki sprawiają, że ciężko się znudzić tym tytułem. Trzeba mieć sprawne oko i orientację przestrzenną, żeby jak najszybciej i jak najdokładniej zbudować swoją wioskę. 

Obawiałem się, że plansz jest mało i po jakimś czasie układanie stanie się prostsze, bo zapamiętam ich układ. Nic z tych rzeczy. Po pierwsze, podczas rozgrywki panuje taka adrenalina, że nawet nie myślałem o tym, żeby jeszcze coś zapamiętywać. Poza tym, tak jak pisałem, planszetki są 32, dodatkowo dwustronne, a start każdej rozgrywki wyznaczamy rzutem kością. Więc kombinacji jest cała masa. Pewnie jakby się ktoś uparł, to dałby radę się nauczyć, jak układać kafelki, ale czy ma to sens?. 

Zabawa jest przednia. Czy to z młodszym graczem, czy starszym, wydaje mi się, że każdy szybko załapie zasady i będzie się doskonale bawił.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza komiksu.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ