MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Fantastyczne Światy i jak je znaleźć – recenzja gry karcianej.

Fantastyczne Światy

Gry karciane znane są ludzkości od dawien dawna, szacuje się, że już od X wieku. Po raz pierwszy wspomniał o nich Su E nadworny pisarz dynastii Tang, który w swojej książce opisywał księżniczkę Tongchang grającą dla zabicia czasu w „gry z liści”. Przez te wszystkie wieki gry karciane przeszły naprawdę ogromną drogę, ażeby stać się tą formą rozrywki, jaką znamy obecnie. 

Fantastyczne światy to cudowny owoc wielu lat ewolucji owych „gier z liści”. Po raz kolejny mam przyjemność zrecenzować dla Was karciankę od firmy Rebel. Tym razem nie jest to jednak tytuł dla początkującego gracza. Dlaczego? Tego dowiecie się z tekstu.

Czytaj, zanim zagrasz

Gra Fantastyczne Światy to typowy przedstawiciel gatunku gier karcianych. Przez całą rozgrywkę, która powinna trwać nie dłużej niż pół godziny, wymieniamy swoje karty tak, aby na koniec uzyskać jak największy wynik. Brzmi banalnie? Nic bardziej mylnego! Nie będę jednak zaczynał od środka. Więc od początku… W pudełku, prócz instrukcji, znajdziemy pięćdziesiąt trzy karty, które dzielą się na dziesięć zestawów, takich jak: armia, artefakty, bestie, broń, czarodzieje, przywódcy, krainy, płomień, pogoda, powódź oraz specjalne.  Twórcy dorzucili także notes do podliczania punktów, jednak czynność ta wymaga naprawdę sporo wprawy, jeżeli chcielibyśmy robić to ręcznie. Na szczęście można pobrać oficjalną aplikację, która sama podliczy nam premie, bonusy i podstawowe punkty siły każdej karty.

Prócz mocy, na awersie znajdziemy oczywiście nazwę, wyżej wymieniony zestaw oraz najważniejsze opis premii lub kar, które zapewnia nam trzymany w naszej dłoni kawałek tekturki. Właśnie tu zaczyna się zabawa, ponieważ żeby uzyskać jak największą liczbę punktów i wygrać, musimy skupić się nie tylko na cyfrze, którą karta jest oznaczona, ale przede wszystkim, na opisie i korelacjach, które występują między całą zebraną przez nas talią. Na przykład mając kartę smoka, którego bazowa moc wynosi trzydzieści, moglibyśmy pomyśleć, że właśnie taką liczbę punktów dopiszemy sobie do konta, lecz kiedy zerkniemy na opis, możemy wyczytać, że gadzina to tak naprawdę minus czterdzieści punktów, a dopiero w asyście jakieś karty z zestawu czarodzieja ujemne punkty się anulują, a my możemy doliczyć sobie jej podstawową siłę.

Kombinowania więc jest tutaj sporo i jakby tego było mało, na początku każdej tury dobieramy jedną kartę, a na końcu swojej kolejki, musimy którąś odrzucić tak, aby na ręce pozostała nam talia składająca się z siedmiu elementów. Ale… no bo przecież musi być jakieś „ale” – kartę, którą odrzuciliśmy, może przygarnąć sobie któryś z naszych przeciwników. Gra przeznaczona jest od dwóch do sześciu graczy, przez co nigdy nie możemy być spokojni czy najlepszy dla nas ruch nie będzie przysłowiowym gwoździem do trumny.

We dwoje nie znaczy gorzej

Tak jak wspomniałem wyżej, gra jest od dwóch do sześciu osób, a im więcej mamy kompanów, tym oczywiście zabawa staje się ciekawsza. Na szczęście twórcy pomyśleli o tych, co chcą spędzić czas tylko we dwoje i opracowali odrębne zasady dla rozgrywki dwuosobowej. Zmieniają one w sumie dość sporo, dla przykładu ciągnie się po dwie karty, a nie po jednej, jak to było w rozgrywce standardowej.

Zasady są trafne i ułatwiają zabawę. Spróbowałem zagrać we dwoje na standardowych zasadach. Faktycznie rozgrywka jest za krótka i nigdy nie udało się zebrać dobrze zbilansowanej talii, co po wprowadzeniu reguł dla dwóch osób, szybko uległo zmianie. Partie stała się mile wyrównana przez liczbę kart, które udało się wprowadzić do zabawy, a czas partii odpowiednio się wydłużył.

Grafik płakał jak projektował…

Z zachwytu. Karty są piękne, ilustracje, choć minimalistyczne są bajkowe, wyraziste i kolorowe, czyli dokładnie takie, jakie wymagam od gry o nazwie „fantastyczne światy”, ponieważ właśnie tak sobie je wyobrażam. Nawet najprostsze pozycje z talli, jak na przykład góry, są przedstawione majestatycznie – szpiczaste i ośnieżone, jakby chciały zwiastować niebezpieczną, lecz cudowną przygodę. Może to być przeszkoda podczas pierwszej partii, ponieważ zamiast po premii dobieramy takie karty, które nam się najbardziej podobają, żeby móc się im przyglądać z bliska, ale ten problem znika zaraz po podliczeniu punktów z pierwszej rozgrywki. Tej gry nie da się nie oceniać po okładce, ponieważ naprawdę przykuwa wzrok. Grafika na pudełku jest spójna z kartami i wyróżnia się pośród swoich pułkowych towarzyszy żywymi barwami oraz poniekąd ekspresją postaci na nim przedstawionych.

Jedyne, co bym zmienił, to materiał, z którego są wykonane elementy do gry, a właściwie nie sam materiał co jego grubość. Przywykłem do kart sztywniejszy, które nie wyginają się z taką łatwością. Jest to uwaga trochę na siłę, ponieważ nikomu z mojej kompani to nie przeszkadzało.

Dodatkowe karty — dodatkowe możliwości.

Przeklęte skarby to oficjalny dodatek do gry. Dodaje on do rozgrywki czterdzieści siedem nowych kart z trzech nowych zestawów budowli, obcych oraz nieumarłych – ich mechaniki są dokładnie wyjaśnione w instrukcji. Jednak dodatek nie zmienia tylko liczby elementów do gry, lecz dodaje jedną, całkowicie nową mechanikę, a mianowicie „przeklęte przedmioty”. Są to karty, które dają nam jakieś korzyści, na przykład wymień dowolną ilość kart z ręki na nowe lub wykonaj trzy tury podrząd, lecz użycie przeklętych przedmiotów kosztuje i musisz za to zapłacić punktami, które odejmujemy od tych zebranych podczas rozgrywki.

Działanie podobno do błogosławieństw Chaos-a w Hadesie od Supergiant Games. To, co jest bardzo przyjazne w tej mechanice, to fakt, że jest ona całkowicie dobrowolna. Była w mojej kompani osoba, która używała przeklętych przedmiotów namiętnie, ale również była taka, co nie zagrała nimi ani razu. Karty oraz pudełko są zachowane w tej samej stylistyce co podstawka, dzięki czemu naprawdę pięknie prezentują się w kolekcji domowych gier. Minus jest taki, że cała zawartość obu pudełek mieści się bez problemu w jednym i to ze sporym zapasem… ale to już mały szkopuł.

Gra (nie) dla każdego.

Fantastyczne Światy to bardzo solidny tytuł, lecz zdecydowanie dla osób, które miały już do czynienia z karciankami. Oczywiście gracze niedoświadczeni też będą czerpać przyjemność z grania, lecz zdecydowanie po dłuższym czasie, co może z początku spowodować irytację i w konsekwencji zniechęci ich do dalszych prób zrozumienia mechaniki. Dla graczy obytych w tej tematyce Fantastyczne Światy zapewnią sporą dawkę rozrywki, a wraz z poznaniem talii, mogę zaryzykować stwierdzenie, że nawet będzie pewną formą relaksu. W czasie rozgrywki zrozumiemy synergie poszczególnych układów i będziemy dążyć do tego, aby z rozdania na rozdanie pobić swój dotychczasowy rekord punktowy co, jeśli się nam uda, jest ogromną satysfakcją.

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ