Final Fantasy X – recenzja gry. Poznajcie kolorowy świat Spiry!

Pierwsza część serii Final Fantasy została wydana w 1987 roku i miała być ostatnią grą studia Square. Tytuł jednak okazał się sukcesem i od tej pory wydano ponad 15 części, z których każda posiada swój własny świat i fabułę. Otrzymały one bardzo wysokie oceny recenzentów, a nawet okazały się najlepiej sprzedającą się serią gier w historii. Pojawiła się również w siedmiu kategoriach Księgi Rekordów Guinnessa w wydaniu z 2008 roku, jako między innymi „Najszybciej sprzedająca się konsolowa gra RPG w jeden dzień” czy „Najlepsza Gra RPG”. Po latach powróciłem do „dziesiątki” w jej zremasterowanej wersji. Czy w dzisiejszych czasach nadal jest grywalna?

Final Fantasy X – recenzja gry. Poznajcie kolorowy świat Spiry!

Pokonać Grzech

Na początku kilka słów o samym tytule. FFX miała swoją premierę na Playstation2 w 2001 roku i to właśnie dzięki tej grze poznałem tę serię. Gdy za małolata rozpocząłem przygodę w świecie Spiry, bez reszty się w nim zanurzyłem, z ekscytacją przeżywając kolejne perypetie Tidusa i spółki. Do dziś w pamięci mam scenę Yuny odsyłającej dusze na Farplane. Przedstawiony świat mnie oczarował i nie pozwolił odejść, dopóki nie odkryłem wszystkich jego zakamarków.

W ten sposób stałem się fanem „Fajnali” i obowiązkowo zacząłem nadrabiać poprzednie odsłony z Playstation 1.

Co do fabuły, Tidus jest gwiazdą Blitzballu – widowiskowego wodnego sportu. Uwielbiany przez tłumy, często imprezuje w swoim rodzinnym mieście Zanarkand. Urocza sielanka jednak kończy się, gdy podczas mistrzostw miasto zostaje zaatakowane przez ogromną bestię zwaną Sinem. Na pomoc chłopakowi przychodzi doświadczony wojownik Auron i wspólnie próbują wydostać się z miasta. Niestety, Tidus zostaje wchłonięty przez tajemniczą moc i… przeniesiony 1000 lat w przyszłość, gdzie ludzie nie korzystają z dobrodziejstw maszyn czy ogólnej technologii. W nowej rzeczywistości wszelkie roboty są uważane za zło, a pokutą za ich używanie ma być walka z Sinem, która odbywa się co dziesięć lat. W pojedynku tym może wziąć udział tylko Summoner umiejący przywoływać magiczne istoty. Tylko on może zgładzić „Grzech”.

Główny bohater podczas swojej tułaczki po odmienionym świecie poznaje Yunę – młodą, cichą, skromną i optymistycznie nastawioną do świata Summonerkę. Dołącza on do jej grupy strażników i razem udają się w świat, by odwiedzać kolejne świątynie, gdzie dziewczyna ma za zadanie pozyskiwać kolejne potężne bestie z innego świata. Tidus nie wie jednak, jak wielkie poświęcenie jest wymagane, by unicestwić nękające ich zło.

W ten sposób stałem się fanem „Fajnali” i obowiązkowo zacząłem nadrabiać poprzednie odsłony z Playstation 1.

Potworku poczekaj, teraz moja kolej

Choć na ekranie kierujemy wyżej wspomnianym sportowcem, to w trakcie walki mamy do dyspozycji łącznie siedem postaci – każda posiada unikane zdolności i oręż.

Stoczymy setki walk albo i więcej. Pojedynki rozpoczynają się efektem rozbijanego ekranu. Podczas eksploracji nie widzimy przeciwników – ci pokazują się dopiero na etapie samego starcia.

Jest ono całkowicie turowe z wykorzystaniem systemu Conditional Turn-Based Battle. Nie ma tu Active Time Battle jak w poprzednich częściach. W rogu ekranu widzimy, kto będzie następny i nie musimy spieszyć się z podejmowaniem decyzji co do wykonania konkretnej akcji. To w sumie dobrze, bo od pewnego momentu umiejętności czy zaklęć jest sporo i trzeba się naszukać w menu walki.

Podczas bitwy wydajemy komendy tylko trzem postaciom, ale można zamieniać je do woli podczas potyczki. Zmieniona postać jest od razu gotowa do boju.

Twórcy zrezygnowali również z tradycyjnych poziomów doświadczenia. Zamiast tego, jest tak zwana siatka sferyczna, a punkty doświadczenia (tutaj punkty umiejętności) dają możliwość poruszania się po niej. Tam też możemy wykupywać za specjalne sfery kolejne umiejętności i podnosić swoje statystyki.

Uważam takie rozwiązanie za niezwykle pomysłowe. Pozwala to rozwijać postaci na swój własny sposób. Co ciekawe, dzięki temu można sprawić, że mag będzie zadawać większe obrażenia niż typowy wojownik, a ten z kolei może władać potężną magią. Wszystko wedle uznania.

Inaczej jest z bronią. Każda postać ma swój własny typ oręża. Czarny mag posługuje się lalkami i nie może wziąć do ręki miecza. Mimo to, każdy arsenał ma mnóstwo dostępnych rodzajów. Co więcej, można samemu tworzyć broń, wyposażając ją w interesujące nas atrybuty. Bronie raczej nie podnoszą statystyk postaci, chyba że się je w coś takiego wyposaży. Mają sloty (od jednego do czterech), w które wsadza się specjalne właściwości. Dajmy na to, miecz Tidusa może petryfikować, posiadać element wody, zdolność kontry i podnosić siłę o 10%. Możliwości jest sporo.

Przywoływanie summonów – w tej odsłonie Aeonów – również uległo zmianie. W końcu możemy nimi walczyć, wydając komendy. Yuna przywołuje daną bestię, a pozostali uczestnicy znikają z ekranu. Nie mogło zabraknąć takich sław jak Ifrit, czy Shiva, które fani poprzednich części z pewnością rozpoznają. Wyglądają nieziemsko, a na polu walki czuć ich potęgę. Obowiązkowo zdobyć należy pięć i, jak się już domyślacie, jest ich więcej.

W „dziesiątce” po raz pierwszy podłożono głosy pod wypowiedzi bohaterów, co sprawia, że gra wydaje się jeszcze żywsza. Zwykłe NPC nadal nie mają umiejętności mowy i konwersację z nimi przeprowadzamy w postaci czytanych wypowiedzi. Mnie to kompletnie nie przeszkadzało.

W drodze do Ostatecznego Przywołania

Tidusi  Yuna to postaci, które napędzają całą fabułę. Między tą dwójką od razu zaiskrzyło, a ich wątek romansowy sprawnie przeplata się ze wciągającą historią o ratowaniu świata.

Pozostali członkowie „Strażników Yuny” są niemniej interesującymi postaciami o ciekawie zarysowanych charakterach, dzięki którym podróżowanie nie może być nudne. Nie sposób nie polubić Kimahriego Ronso czy nie uśmiechnąć się z powodu ciętego języka Lulu. 

Podróż – jak na grę typu RPG przystało – jest długa i ukończenie głównego wątku powinno zająć około 50 godzin. Mnie za pierwszym razem, jeszcze na konsoli PS2 zajęło około 250 godzin z uwagi na chęć sprawdzenia wszystkiego, co tytuł oferuje. Muszę wam wyznać, że jest jeszcze mnóstwo zabawy po finale historii. Będą na was czekać supermocarni bossowie z Penance’em na czele, wyścigi na słynnych kurakach Chocobo, zbieranie najsilniejszych broni w grze czy zwiedzanie dodatkowych miejscówek. Jest co robić!

Podczas rozgrywki zwiedzimy wiele pięknych miejsc, jak gorące wyspy, mroźne góry czy dolinę, gdzie panuje wieczna burza. Lokacji jest całkiem sporo i każda ma w sobie coś interesującego.

Osobiście uważam, że dziesiąta odsłona tej wspaniałej serii jest ostatnią, posiadającą w sobie pewien pierwiastek, który sprawiał, że gra po prostu pochłaniała. W nowszych odsłonach już nie czułem tak potężnej magii, nie wspominając o niechlubnej kontynuacji „Dziesiątki”, która jest dostępna w zremasterowanym pakiecie. Studio Squaresoft (obecnie SquareEnix) stworzyło piękną, chwytającą za serce opowieść, która nawet dziś potrafi umilić czas przed ekranem. Odświeżona wersja jest dopracowana, przerywniki filmowe nadal zapierają dech, a festiwal żywych barw oczarowuje. Jednakże widać, że graficznie powoli się już starzeje i mocno odstaje od obecnych gier. Bierzmy, jednak, pod uwagę fakt, że gra pierwotnie została wydana w 2001 roku, czyli 21 lat temu! 

Ścieżka dźwiękowa została także zremasterowana, a niektóre kwestie dialogowe nagrano od nowa. W kwestii wysiłku włożonego w przygotowanie nowej wersji nie można Square-Enix niczego zarzucić.

Ten „fajnal” nigdy mi się nie znudzi

Pomimo tego, że jest to już stara gra, to remaster dał drugie życie tej historii. Styl walki jest turowy, ale uwierzcie mi, że bardzo szybko można się do niego przyzwyczaić, szczególnie, że historia po prostu was pochłonie.

FFX jest pierwszym w historii „fajnalem”, który otrzymał kontynuację. Druga część otrzymała mieszane opinie i wielu uważało, iż twórcy nie powinni ruszać tej historii, zamkniętej w świetny sposób. To już jednak temat na osobny esej.

Gdy został wydany remaster na PS4, nie mogłem się oprzeć i ponownie podjąłem walkę z Sinem oraz Penance’em. Platyna musiała zostać wbita. FFX-2, natomiast, czeka na swoją kolej.

Czy wiecie, iż twórcy zastanawiali się nad FFX-3? Temat ten przewijał się czasami podczas rozmów między twórcami Final Fantasy X, ale na tym poprzestali. Być może kiedyś zobaczymy dalsze losy Tidusa i Yuny.

Final Fantasy X to jedna z najlepszych odsłon tej serii z porywającą fabułą, interesującym światem i intrygującymi postaciami. Must-play dla wszystkich fanów fantasy.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]