MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Eastward – recenzja gry [Nintendo Switch]. Pixelowy majstersztyk

Od jakiegoś czasu chętnie sięgam po pozycje, które nie są hucznie reklamowane w świecie growym. Szukam perełek wśród tony tytułów indie. Eastward oczarował mnie od razu i spędziłam w pikselowym (nie)raju kilkadziesiąt godzin. Czym mnie zaskoczyła ta produkcja?

Dzięki uprzejmości KochMedia mogłam doświadczyć na własnej skórze, że małe studia potrafią stworzyć coś fantastycznego.

Eastward – recenzja gry [Nintendo Switch]. Pixelowy majstersztyk

Jestem Johny, a ty?

W produkcji wcielamy się w dwie postacie. Johnego, starszego górnika, który swoje lata światłości ma już dawno za sobą oraz Sam dziewczynę o popielatych włosach, w której drzemie nadludzka moc. Przez cały gameplay miałam wrażenie, że mężczyzna stał się dla dziecka w pewnym sensie rodzicem. Uchronił ją od złego, a następnie wspólnie przemierzają równie niebezpieczny świat. Gdzieś już widziałam taką relację i od razu na myśl przychodzą mi postacie z The Last of Us Joel i Ellie. Nie da się ukryć, że wraz z pokonanymi wrogami oraz przeciwnościami losu – relacja Johnego i Sam się zacisnęła. Postacie wręcz nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Kiedy jedno potrzebuje drugiego, to potrafią wskoczyć za sobą w ogień.

W pierwszych godzinach rozgrywki górnik pokonuje niebezpieczne tunele z patelnią w ręku. Nie jest to wyszukany rodzaj broni, ale skuteczny. Sama walka z robakami jest intuicyjna oraz przyjemna. Mając przyrząd kuchenny, John raz dwa pozbędzie się nieproszonych szkodników. (Uwaga spojler!) Poza tym w dalszej części rozgrywki Sam uczy się własnej super-mocy, za pomocą której rozświetla tunele lub frezuje przeciwników. Duo to jest najpotężniejsze w całym Eastward.

Kanciasta grafika

Produkcja nawiązuje do starych japońskich tytułów z lat 90. Niewielka ekipa Pixpil zaimplementowała w grze silnik, który generuje grafikę dwuwymiarową w klimacie pixel artu. Całość robi wrażenie i nie raz, nie dwa, a wielokrotnie zatrzymałam się, aby podziwiać tętniący życiem świat. Każdy NPC miał swój skrypt i wykonywał poszczególne zadania. Co ciekawe, każda drugo, trzecioplanowa postać wyróżniała się wyglądem oraz odzywkami. Po prostu, WOW! Myślałam, że od czasów Wiedźmina 3 Dziki Gon, nie znajdę takiej produkcji, gdzie będę chętnie konwersować, z kim popadnie. Dotychczas było tak, że gry mnie lekko nużyły. Przy Eastward po prostu wsiąknęłam i sama stałam się kanciastą Agnieszką.

Oprócz grafiki, na imersję wpływało także udźwiękowienie. Utwory były lekko podrasowane syntezatorem, który nadawał fajny efekt oraz przyjemny klimat. Kiedy akcja nabierała tempa i musiałam walczyć z mini bossem, to melodia stawała się energiczna. Natomiast, kiedy mogłam zaczerpnąć oddechu – w tle leciały spokojne utwory.

Rzuć bombę a otworzą się drzwi

Muszę przyznać, że pomimo tego, że tytuł jest typowym RPG-em, to znalazło się miejsce na elementy logiczne. Zagadki nie są trudne. Chociaż w jednym momencie musiałam się posiłkować poradnikiem (pomińmy fakt, że to było naprawę banalne). Z reguły gracz musi wykonać szybką kombinację i aktywować mechanizm lub użyć bomb, aby przejść dalej. Oczywiście na drodze Johnego oraz Sam stoi wiele niebezpieczeństw (groźne kreatury, zawory z wysokim ciśnieniem itd.).

Niejednokrotnie za drzwiami znajdował się sekretny pokój z niespodziankami, dlatego też zawsze zaglądałam w każdy kont na mapie. Często napotykałam ukryte skrzynki, a w nich walutę (płaci się nią w różnych sklepach). Kiedy zabijałam monstra, wypadały z nich różne przydatne fanty. Jednym słowem, warto było eksplorować cały świat.

Rycerz z patelnią

John zaczyna swoją przygodę z patelnią u boku, a tak naprawdę mogę zaliczyć go do rycerza w lśniącej zbroi. Jest po prostu wzorem do naśladowania, który na co dzień inspiruje Sam.

Wraz z postępem w grze postacie stają się silniejsze, a ilość życia znacząco wzrasta. Nie ukrywam, że dodatkowe serce pomogło mi nie raz przeżyć trudy starć z arcytrudnym bossem. Oprócz podstawowej patelni główny bohater może używać broni palnej, która przydaje się, kiedy chcemy utrzymać dystans od wroga. Dodatkowo cała walka jest naprawdę widowiskowa (są też elementy slowmotion).

Grając na Nintendo Switch Lite, nie uświadczyłam spadków klatek, płynność poruszania się postaci była w porządku i ani razu tytuł nie „wykrzaczył” się do menu. Moim zdaniem Eastward jest pixelowym majstersztykiem na tę platformę.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ