MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Inukari – Chase of Deception - recenzja gry. Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie?

Niektórzy wieszczą koniec gier indie, inni w tym czasie starają się znaleźć interesujące pozycje w zalewie produkcji wtórnych, nudnych i pozbawionych wyzwań. Jest coś wyjątkowo intrygującego w tym, że można godzinami przeglądać spis gier, żeby znaleźć coś dla siebie. I chociaż wiele osób nadal wybiera pozycje, za które odpowiadają wielkie studia, poszerza się grono fanów indyków.

Internetowy sklep Nintendo stał się moim ulubionym miejscem zakupów. Nie ma tygodnia, żeby nie pojawiły się nowe promocje. I chociaż wielu z nas czeka na przecenę klasowych pozycji, warto zwrócić uwagę na to, co oferują mało znani wydawcy. W ostatnim czasie chętnie sięgam po gry, których cena plasuje się maksymalnie w granicy 15 zł. Na szczególną uwagę zasługują jednak te pozycje, których wartość nie przekracza 10 zł. Jedną z takich gier, która ostatnio wpadła w moje ręce, jest „Inukari – Chase of Deception” od Einzelartiggames, która miała swoją premierę 18 kwietnia 2022 r.  Zajmuje bardzo mało miejsca. Jest to raptem 866 MB.

Inukari – Chase of Deception –  recenzja gry. Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie?

Ujarzmić siły natury

Produkcja zanurzona jest w retro-pixelowym klimacie. Opowiada o świecie, który już dawno zapomniał o pradawnych bogach.  Nikt już nie składa ofiar, nie zapala ognia w świątyniach.  Ludzkość i natura cierpią. Człowiek już dawno zapomniał, co oznacza zwrot „żyć w równowadze”. Żyje egoistycznie. Nie dba o przyrodę. Często poluje wyłącznie dla rozrywki, a miejsca pamięci o dawnych bóstwach wieją pustką. Nic nie wskazuje na to, że sytuacja miałaby się polepszyć.

Graczowi przyjdzie wcielić się w Inukari, która jest patronką i strażniczką starożytnego lasu. Otrzymuje zadanie od mistrza Kameuto, żeby zbadać świątynię, w której pojawił się mały ogień. I chociaż nasza bohaterka nie jest przekonana o słuszności tego zadania, po namowach swojego duchowego przewodnika, w końcu przekonuje się do tego, że bogowie urodzili się dzięki wierze ludzi w nich. Ten aspekt dodatkowo sprawia, że jednych i drugich łączy niezwykle trwała więź. Dlatego, gdy pojawia się mała świeczka zapalona w pradawnej świątyni, Inukari wie, że musi ruszyć to sprawdzić. A wraz nią – gracz, który będzie miał okazję zbadać powód, dla którego ludzie przypomnieli sobie o istnieniu pradawnych.

Klasyka w najlepszym wydaniu?

„Inukari – Chase of Deception” to klasyczna gra platformowa, która zabiera nas w podróż przez trzy lokacje – las, góry i miasto. Każdy z nich podzielony jest na 8 poziomów. W każdym z trzech przystanków czekają na nas dwie potyczki z bossami. Po 4 poziomach mierzymy się z pomniejszym przeciwnikiem, za to na końcu planszy czeka pojedynek z dużo silniejszym wrogiem. Jak na klasykę przystało, nasza postać może skakać, posługiwać się ostrzem, a na przestrzeni rozgrywki zyskać umiejętność podwójnego skoku oraz rzucania shurikenami. I to byłoby na tyle.

Jak wygląda dłuższe obcowanie z tym tytułem? Ograniczony wachlarz możliwości i ruchów nie powinien dziwić, ponieważ w dużej mierze jest oparty na złotej erze tego typu gier. Produkcja posiada swój „pęd”, który zachęca do pokonywania jej na czas. Speedrunnerzy powinni być zachwyceni możliwościami, które daje ten tytuł. Irytuje jednak fakt, że plansze wieją pustką, a przeciwnicy nie są wymagający. Czasem trzeba zwrócić uwagę na spadający stalaktyt.  Niestety mam dziwne wrażenie, że gra na Switcha łapie momentami zadyszkę. Zdarzają się fragmenty, gdy delikatnie się przycina. Jeżeli zginiemy przed pojedynkiem z bossem, będziemy musieli sekwencję przechodzić jeszcze raz. Pojawiają się checkpointy, ale gdy tracimy ostatnie życie, wracamy do początku. Gdy zginiemy przed pojedynkiem z pobocznym bossem, zaczynamy całą lokację od początku. W momencie przegranej z głównym przeciwnikiem zostaniemy przetransportowani do 5 lokacji z 8.

Stare błędy w nowych szatach

Największym jednak minusem są mało urozmaiceni przeciwnicy. Możemy spotkać nietoperza, wiewiórkę, żabę i kilka innych zwierząt.  Walki z bossami są mało angażujące, jednak wywołują pokładane w nich emocje. Zależy nam na wygranej za wszelką cenę. W przeciwnym razie będziemy musieli jeszcze raz przechodzić kilka poziomów.

„Inukari – Chase of Deception” zakupione za 7 złotych pozwala spędzić kilka godzin na pokonywaniu platform w starym stylu. Rozgrywce towarzyszy satysfakcjonująca 8-bitowa muzyka, a momentami załącza się nawet syndrom „jeszcze jednej próby”. I chociaż jest to propozycja mało urozmaicona i powtarzalna, warto ją sprawdzić w tej cenie, ale na Nintendo. Gra dostępna jest również na Xbox w cenie 32,49 zł oraz Steam za 22 zł – co ją trochę dyskwalifikuje w kontekście kwoty, szczególnie że na Switchu w dodatkach mamy możliwość darmowego przesłuchania soundtracku.

Einzelartiggames wypuszcza grę, która jest pokłonem dla starej szkoły. Stawia na sprawdzony system, który daje satysfakcję, ale przy dłuższym obcowaniu z grą można odnieść wrażenie pewnego znudzenia. Inukari mogło stać się produkcja z kategorii „musthave”, w ostateczności jest jedynie odbiciem wielkości dawnych platformówek. Rozczarowujące doświadczenie.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ