MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Red Wings: American Aces – recenzja gry. Lądowanie się udało, a nikt nie klaszcze?

Red Wings: American Aces

Nigdy nie byłem szczególnym entuzjastą latania samolotami w grach. Dlatego trochę sceptycznie zabierałem się za ogrywanie najnowszej produkcji od All in! Games. Jednak lubię rywalizację i
cel-shadingową grafikę w grach – szczególnie na OLED-owym ekranie Nintendo Switcha – więc czemu nie dać szansy? Czy arcadeowy model lotu i ładna oprawa przekonały mnie do siebie?

Wzloty...

Na wstępie napiszę, że gra działa płynnie – co w przypadku portów od mniejszych studiów na Switcha nie jest sprawą oczywistą – , a kolory są wręcz fantastyczne. Przejdźmy jednak do samej rozgrywki. Pomimo że gra wydaje się nastawiona na kooperację i rozgrywki sieciowe, posiada też tryb fabularny, w którym przyjdzie nam poznać historię trzech amerykańskich przyjaciół, którzy za sprawą różnych motywacji postanawiają wstąpić do francuskiego dywizjonu sił powietrznych Lafayette. Chociaż sama historia jest bardzo krótka i opowiadana „przy okazji” to kampania zajmuje kilka godzin. Składa się ona bowiem z 30 misji, które potrafią czasami stanowić wyzwanie i nieraz warto wrócić do wcześniejszych etapów, żeby zdobyć więcej gwiazdek. Jeśli ktoś martwi się, że 30 misji o lataniu samolotami może znudzić, to uspokajam, bo twórcom udało się je nieco urozmaicić i każda różni się od siebie jakimś elementem, który wymusza na nas inne podejście do zadania przez zmianę samolotu lub przebudowanie drzewka umiejętności.

Screen z gry Red Wings: American Aces

Do dyspozycji mamy takie manewry jak beczka, szybki zawrót, eliminacja i wezwanie eskadry. Wszystkie te umiejętności są dostępne od samego początku gry i możemy je jedynie rozwijać, wykorzystując zdobyte gwiazdki. Do tego dochodzą też umiejętności pasywne jak odporność na działanie burz, spowolnienie przegrzewania się działek czy zwiększenie zadawanych obrażeń. Zwiększenie siły ognia nie wpływa jednak ani na wygląd naszego samolotu, ani na dźwięk wystrzałów. Trochę szkoda, bo przez brak takich detali nie czujemy, że wprowadziliśmy jakiekolwiek zmiany i brakuje tej satysfakcji z robienia postępów. Przeciwnicy z czasem stają się coraz twardsi więc nie widać też różnicy w zadawanych obrażeniach – chyba że wrócimy np. z piętnastej misji do pierwszej.

Screen z gry Red Wings: American Aces

[…] i upadki

Kiedy zaczynałem Red Wings: American Aces nastawiałem się głównie na rozgrywki sieciowe, jednak jak pisałem na początku, nie jestem miłośnikiem latania i wolałem najpierw zdobyć chociaż minimalne umiejętności podczas gry dla pojedynczego gracza. Kiedy poczułem się trochę pewniej, postanowiłem, że czas najwyższy sprawdzić się z innymi graczami. I tu niestety napotkałem pewien problem. Gra nie znajdywała mi żadnego meczu. Założyłem więc własny mecz i niestety również nikt nie dołączył.

Screen z gry Red Wings: American Aces

Na szczęście jest jeszcze możliwość gry lokalnej – jednak maksymalnie dla 2 graczy – , gdzie Red Wings powinno się dobrze sprawdzić. Podczas „rywalizacji kanapowej” mamy do dyspozycji tryb drużynowej bitwy na czas lub o punkty oraz grę w chowanego. Dwa pierwsze tryby wydają się standardowe i takie faktycznie są. W pierwszym wygrywa drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów w określonym czasie, a w drugim zwycięzcą zostaje gracz, który pierwszy zgromadzi określoną ilość punktów. Najbardziej interesował mnie trzeci tryb, w którym przeciwny gracz miał wyglądać jak pozostali członkowie drużyny, co miało utrudnić jego zestrzelenie. Faktycznie cała drużyna miała takie same samoloty, ale gracz był oznaczony gwiazdkami, co zupełnie odbierało sens nazwie „gra w chowanego”. Dodatkowo przez brak drugiej gałki analogowej podczas gry na odłączonych joy-conach w trybie wieloosobowym, sposób sterowania ulega zmianie. Więc pomimo spędzenia w grze około półtorej godziny, musiałem nauczyć się sterowania od początku.

Screen z gry Red Wings: American Aces

Jest nad czym pracować.

Norman Lenda – główny programista pracujący przy grze – twierdzi, że próbował stworzyć coś, w co sam chciał zawsze zagrać jako miłośnik SEGA i gier arcade. Przyznam, że całkiem dobrze się bawiłem, wykonując misje samodzielnie i tytuł ma spory potencjał, ale największy drzemie w multi, które niestety, póki co jest praktycznie martwe. Mam nadzieję, że twórcy znajdą sposób na przyciągnięcie nowych graczy i będzie można cieszyć się w pełni tą przyjemną produkcją.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ