Elryk z Melniboné, ostatni cesarz upadłego cesarstwa, przeklęty albinos – to zaledwie kilka epitetów określających prawdopodobnie najsłynniejszą postać stworzoną przez Michaela Moorcocka. Niedawno w Polsce wydany został kolejny omnibus, zawierający kolejne przygody białowłosego osobnika. Czy porwały mnie one równie mocno, jak te z pierwszego tomu? O tym postaram się wam opowiedzieć w poniższej recenzji.

Czas na powrót do lekko pokręconego świata.
Po premierze zbiorczego wydania Elryka z Melniboné – wznowienia arcyciekawej serii w formie omnibusa czytelnicy musieli poczekać trochę ponad półtora roku. We wrześniu ubiegłego roku na półki księgarń trafił bowiem Zwiastun Burz, zbiór zawierający kolejne cztery historie opowiadające o cesarzu upadłego królestwa. Za przekład powyższego tomu odpowiada Danuta Górska, która w swoim portfolio posiada tłumaczenie m.in. Krwi i popiołu.
Okładkę książki ponownie zdobi podobizna głównego bohatera – tym razem stoi on zamyślony nad urwiskiem, w ręku trzymając Zwiastuna Burz, czyli przeklęte ostrze, z którym związał swoje losy. U jego stóp piętrzy się stos czaszek, natomiast w oddali wyrastają kontury mrocznego zamku, zdecydowanie wpisujące się w ogólny wydźwięk ilustracji. Za jej stworzenie odpowiada Szymon Wójciak, którego dzieło zdobi także Elryka. Czarnobiałą wersję tej grafiki znajdziemy także wewnątrz książki od razu za stroną tytułową.

Kolejne cztery odsłony Elryka
Podobnie jak w poprzednim tomie również tutaj dzieło składa się z czterech osobnych opowieści powstałych w różnych momentach twórczej kariery autora. Mimo to tworzą one całkiem spójną całość, prowadzącą nas od wydarzeń następujących po Elryku z Melniboné aż po finał historii Bladego Księcia i jego przeklętego oręża.
W Znikającej Wieży Elryk kontynuuje pościg za potężnym czarnoksiężnikiem – Thelebem K’aarną, który napsuł mu już dużo krwi podczas wcześniejszych wydarzeń. Sprawa komplikuje się jednak, gdy protagonista trafia do tytułowej wieży, przeskakującej między różnymi wymiarami multiwersum. Co więcej, powraca tu temat wcieleń Wiecznego Wojownika, czyli coś, co zdecydowanie polubiłem w poprzednim tomie. Zemsta Róży porywa go natomiast do innej rzeczywistości, w której logika oddaje miejsce zmiennym i ukrytym znaczeniom. Muszę przyznać, że w tej części byłem zagubiony równie mocno (lub nawet mocniej) co sam główny bohater, gdy przedstawiony świat zaczyna mieszać ze sobą realizm i iluzję.
Klątwa Czarnego Miecza uderza natomiast w poważniejsze tomy, gdyż poznajemy prawdziwą naturę Zwiastuna Burz, który wiele razy ratował swego właściciela z opresji, jednocześnie wpędzając go w kolejne i mordując nie tylko wrogów, ale też przyjaciół. Zwiastun Burz już od początku uderza w tony zdradzające czytelnikom, że to właśnie tutaj rozstrzygną się losy nie tylko Elryka, ale także całego świata. Muszę przyznać, że z każdą kolejną stroną tej części odczuwałem coraz większe podekscytowanie, co chyba wystarczająco świadczy o znakomitej pracy, jaką wykonał

Chaos przerasta Elryka… i mnie
W tym miejscu muszę zaznaczyć coś, co zauważyłem podczas lektury tego tomu. Zarówno pierwsza, jak i ostatnia część tomu sprawiały mi czystą przyjemność z czytania. Niestety w przypadku dwóch środkowych fragmentów było już trochę gorzej. Moorcock, prowadząc fabułę, momentami przeskakuje błyskawicznie między kluczowymi wydarzeniami, by za chwilę błądzić z bohaterami, jakby sam nie wiedział, w którą stronę poprowadzić dany rozdział historii. Sprawia to, że poszczególne składowe dzieła są na bardzo zróżnicowanym poziomie.
Epizodyczna konstrukcja sprawia, że poszczególne historie układają się wprawdzie w spójny tematycznie ciąg, lecz często brakuje między nimi płynności i wyraźnego narastania napięcia, przez co czytelnik zamiast jednej, rozwijającej się fabuły otrzymuje raczej serię powiązanych obrazów. Dodatkowo pojawia się pewna powtarzalność rozwiązań – od nagłych ingerencji sił Chaosu, przez gwałtowne kulminacje aż po finały oparte na destrukcji. Przez to z czasem tracą swoją siłę oddziaływania. Język bywa nierówny: sugestywne, klimatyczne (acz nierzadko archaiczne) fragmenty przeplatają się z bardziej deklaratywnymi opisami, a dialogi często pełnią funkcję czysto informacyjną.
Z drugiej strony siła Zwiastuna Burz tkwi właśnie w tym, co sprawia, że czytelnicy wracają do przygód Elryka mimo wielu dzieł fantasy dostępnych na rynku. To właśnie w konsekwentnym odejściu od klasycznej, heroicznej fantasy na rzecz mrocznej, refleksyjnej opowieści o upadku skrywa się skarb, który trzeba stopniowo odkrywać. Elryka z Melniboné trudno jest nazwać herosem. Często jest on niejednoznaczny, tragiczny i świadomy własnych ograniczeń, a jego relacja z mieczem nadaje historii ciężar niemal egzystencjalny – wyłania się z tego obraz skonfliktowanego antybohatera. Autor potrafi budować sugestywny, dekadencki klimat pełen rozpadu, niepokoju i poczucia nieuchronności, który skutecznie wyróżnia jego twórczość na tle bardziej klasycznych narracji fantasy.

Świat się rozpada, a protagonista razem z nim
Moorcock tworzy świat, w którym konflikt Ładu i Chaosu nie jest jedynie tłem dla przygody, lecz osią całej rzeczywistości, wpływającą na losy jednostek i strukturę świata. To rzeczywistość krucha, podatna na pęknięcia i deformacje, w której granice między wymiarami pozostają płynne, a podróże między światami nie należą do wyjątków, lecz do natury istnienia. Krainy, przez które przemieszcza się Elryk z Melniboné, często sprawiają wrażenie obcych nawet względem samych siebie – pełnych ruin dawnych cywilizacji, miejsc o niejasnej historii i przestrzeni, gdzie magia nie tyle uzupełnia rzeczywistość, co ją rozsadza od środka.
W tym świecie potężne artefakty i byty wyższe ingerują w losy bohaterów bez ostrzeżenia, a prawa rządzące światem mogą zmieniać się z chwili na chwilę. Nie ma tu poczucia bezpieczeństwa ani trwałości — wszystko zdaje się funkcjonować w stanie przejściowym, jakby istnienie było jedynie etapem w większym, kosmicznym procesie. Ta niestabilność nadaje opowieści specyficzny, dekadencki klimat, w którym każda podróż odsłania nie tyle nowe miejsca, ile kolejne warstwy rozpadającej się rzeczywistości.
To nie jest prosta historia
Zwiastun Burz autorstwa Michaela Moorcocka to zamknięcie historii, które bardziej niż klasyczne fantasy przypomina tragiczną przypowieść o nieuchronności losu i cenie, jaką płaci się za władzę nad siłami wykraczającymi poza ludzkie rozumienie. To książka nierówna formalnie, momentami surowa w stylu, ale jednocześnie pełna idei, które wyraźnie wyprzedzały swoje czasy. Mimo skrótowości stylu opowieść niesie wyraźny ładunek filozoficzny, stawiając pytania o wolną wolę, odpowiedzialność i cenę mocy. To właśnie ta mieszanka idei i atmosfery sprawia, że książka pozostaje ważnym punktem odniesienia dla późniejszych, bardziej złożonych opowieści w gatunku.
Zerknij na inne recenzje Kuby! :
Taniec ze smokami – Recenzja Książki – Ten walczyk nie będzie prosty
Gry dla Moli książkowych, czyli ciekawe tytuły związane z książkami


