Symbionty w Marvelu zawsze były elastyczne fabularnie, ale w tym tomie twórcy idą o krok dalej. Venom tom 2 to komiks, który próbuje opowiedzieć bardzo dużo naraz. I nie zawsze wychodzi z tego zwycięsko. Zapraszam do recenzji.
Symbionty mogą wszystko
Jedną z największych zalet Venoma jako postaci jest to, że jego mitologia daje ogromne pole do popisu. Można zmieniać zasady, dopisywać nowe elementy, rozciągać historię w każdą stronę. Marvel Comics od lat to wykorzystuje i w tym tomie widać to bardzo wyraźnie.
Najnowszy run idzie w stronę mistyki i kosmicznej mitologii. Temat Króla w Czerni przestaje być prostym tytułem, a zaczyna funkcjonować jako coś znacznie bardziej złożonego. I to jest jeden z ciekawszych elementów tego tomu. Rozwijane są wątki, które mogą mieć znaczenie w przyszłości. Czuć, że autorzy chcą zbudować coś większego niż tylko kolejną historię o symbioncie.

Eddie Brock i czasoprzestrzenne zamieszanie
Eddie Brock trafia w sam środek najbardziej odjechanej części tej historii. Jego wątek opiera się na podróżach między różnymi momentami i wersjami samego siebie. Sam pomysł ma potencjał. Patrzenie na bohatera przez pryzmat różnych wcieleń i decyzji mogłoby być naprawdę interesujące. Problem w tym, że twórcy trochę przesadzili z rozmachem.
Dylan i reszta świata
W tym samym czasie Dylan Brock musi radzić sobie na Ziemi. Trafia w ręce Fundacji Życia i zostaje wciągnięty w wydarzenia, które szybko zaczynają go przerastać. Jego wątek jest bardziej klasyczny, ale niestety wypada słabiej. Nie dlatego, że jest źle napisany, tylko dlatego, że zostaje przytłoczony przez skalę całej historii. Do tego dochodzi jeszcze motyw Limbo i Madelyne Pryor jako Królowej Goblinów. To element powiązany z innymi seriami i niestety czuć, że nie do końca pasuje do reszty. Zamiast wzbogacać historię, momentami ją rozprasza.
Sprawdź też: Silver Surfer: Czarny – recenzja komiksu. W stylu Jacka Kirby’ego.

Ambicja kontra czytelność
Największym problemem tego tomu jest to, że próbuje zrobić za dużo rzeczy naraz. Mistyka symbiontów, kosmiczna skala, podróże w czasie, wątki z innych serii. Efekt jest taki, że historia traci na przejrzystości. Widać pomysł, widać ambicję, ale brakuje lepszego uporządkowania tego wszystkiego. To trochę przypomina sytuację, w której twórcy mają świetne pojedyncze elementy, ale nie do końca wiedzą, jak je ze sobą połączyć.
Podsumowanie
Venom tom 2 to komiks dla czytelników, którzy lubią bardziej eksperymentalne podejście do znanych postaci. Jeśli ktoś chce zobaczyć Venoma w bardziej kosmicznej i filozoficznej odsłonie, znajdzie tu sporo ciekawych rzeczy. Jeśli jednak ktoś oczekuje prostszej historii i większego skupienia na relacjach, może się zmęczyć. Szczególnie że wątek Eddiego i Dylana aż prosi się o bardziej kameralne podejście.
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Venom. Tom 1 – recenzja komiksu – Początek nowej ery! Ojciec, syn i mroczne dziedzictwo

