MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Silver Surfer: Czarny – recenzja komiksu. W stylu Jacka Kirby'ego.

Rzadko widuje komiksy z Silver Surferem. Wydaje się to być postać, o której pisze się trudno – wszak jest to nieśmiertelna i potężna istota, która widziała w swoim życiu już praktycznie wszystko przez co, nie zostało w nim za dużo z człowieka. Czy Donny Cates i Tradd Moore podołali zadaniu?

Silver Surfer: Czarny – recenzja komiksu. W stylu Jacka Kirby’ego.

W stylu Jacka Kirby'ego

Pierwsze co rzuca się w oczy przy lekturze Silver Surfer: Czarny to rysunki. Nie ukrywam, że to był główny powód, dla którego ten komiks sięgnąłem. Rysownik Tradd Moore i kolorysta Dave Stewart wznieśli się na wyżyny i dali popis swoich umiejętności tworząc oprawę graficzną w stylu Jacka Kirby’ego. Na kadrach dzieje się bardzo dużo psychodelicznych rzeczy i w połączeniu z jaskrawą kolorystyką daje mieszankę wybuchową.

Wielu z was pewnie nie wie, ale bardzo lubię obrazy Picassa czy Salvadora Dalego. Trochę ten tom przypomina mi właśnie taką podróż przez różne malarskie style. Bardzo mi się podobało, że mogłem trochę dłużej posiedzieć i poprzyglądać się poszczególnym kadrom. Teraz sobie zdałem sprawę, że rzadko kiedy dogłębnie analizuje rysunki – zazwyczaj czytam i zerkam do cię dzieje w tle, bo też w innych pozycjach wszystko jest jasne na pierwszy rzut oka. Natomiast czasem tyle dzieje się na stronach Silver Surfera, że potrafiłem się zgubić i nie do końca wiedziałem, co się dzieje. Jeżeli dobrze rozumiem, to też mógł być taki zamysł twórców.

Nie nastawiajcie się na akcję

Na końcu komiksu możemy przeczytać, że Donny Cates napisał scenariusz już po śmierci Stana Lee –„Ten komiks musiał być doskonały. Musiał mieć wyjątkowe znaczenie. Dla niego. Dla Stana. (…) Jeśli miałem poprowadzić pierwszą serię o tym bohaterze, odkąd Stana nie było już z nami na Ziemii, to historia musiała zabłysnąć tak jasno, by dostrzegł ją z kosmicznego krzesła, z którego na nas spogląda”. Muszę przyznać, że wzruszyłem się przy tych słowach. Widać, że Cates włożył całe serducho w ten tytuł. Jak na Silver Surfera przystało, jest tu masa psychologicznego rozważania o życiu, śmierci i o tym, że nie można się poddawać. 

Tytułowy bohater nie jest już heroldem Galactusa Pożeracza Światów, ale wciąż dręczą go wspomnienia czynów, które popełnił. Na swojej drodze spotyka Króla w Czerni, Ego – Żyjąca Planetę oraz… kosmiczne symbionty. 

Mam mieszane uczucia. Czyta się to trudno. Płynąłem przez historię, podziwiałem przepiękne rysunki, ale scenariuszowo jest to podane w takiej formie, że nie potrafiłem się zaangażować. Chyba za dużo było filozoficznego rozważania, a za mało konkretnej fabuły. 

Powód, dla którego sięgnąłem po tę pozycję, nie zawiódł mnie. Rzeczywiście jest to uczta dla oczu. Można by wiele z kadrów wyciągnąć z kart komiksu i powiesić w jakimś muzeum. Jeżeli ktoś chce popatrzeć na ładne rzeczy, to warto zaopatrzyć się w Silver Surfer Czarny.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza komiksu.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ