Poprzedni
Następny

Atiwa – recenzja gry planszowej. Nie oceniaj gry po okładce!

“Atiwa to region w południowo-wschodniej Ghanie, obejmujący strome wzgórza i wiecznie zielone lasy, które są domem dla wielu zagrożonych gatunków”. Po tym cytacie z oficjalnej strony Rebel można wywnioskować, że planszówka, którą przyszło mi testować, będzie miała na celu coś więcej aniżeli zapewnić nam trochę rozrywki. Czy uświadamianie poprzez gry może być wciągające i przyjemne? Zapraszam do lektury.

Atiwa – recenzja gry planszowej. Nie oceniaj gry po okładce!

A może tak byś się pouczył?

Atiwa to gra o zarządzaniu zasobami oraz rozbudowie swojej wioski. Każda decyzja może kosztować nas punkty, a w konsekwencji nie pozwoli nam wygrać rozgrywki. Zabawę zaczynamy, posiadając jedną kartą lokacji, konkretnie wioskę, oraz planszę zasobów, którymi będziemy dysponować przez całą grę. Zasady są opisane na dwunastu stronach, lecz przez natłok informacji, które autor chce nam przekazać, są one nie do końca zrozumiałe, ale jak to mawia klasyk: zagrasz, to się nauczysz”.

Kolejka numer jeden jest dość intuicyjna, lecz praktycznie już po pierwszych ruchach wiemy, co i jak, ponieważ w grze, tak ogólnie rzecz ujmując, mamy trzy ruchy i wykonujemy je po kolei. Pierwszy z kroków, który mamy do wykonania to położenie pracowników, oczywiście zatrudnionych na umowę o pracę oraz z zapewnionymi owocowymi czwartkami, na polu akcji. Każdy z graczy ma trzy pionki do dyspozycji, które kładziemy na planszy na przemian. Pola, które zajęliśmy, dają nam zapasy, którymi zapełniamy naszą kartę lokacji. Pozyskane przez nas zasoby możemy wydać na nowe karty lokacji oraz terenów, co pozwoli nam na powiększenie naszej osady. Dzięki czemu będziemy mogli osiedlić więcej rodzin co, jak się już zapewne domyślacie, daje nam punkty.

Jednak jest jeden mały haczyk, a mianowicie każdą z nowo przybyłych familii musimy wyżywić, bo brak pożywienia skutkuje odjęciem dwóch oczek z naszej punktacji.

I’M BAT… bez MAN

Twórca Uwe Rosenberg w swojej grze chciał zwrócić uwagę na burmistrza pewnej wioski, który dał schronienie dużej liczbie owocożernych nietoperzy. Dlatego podczas rozgrywki w Atiwa będziemy mieć często do czynienia właśnie z tymi ssakami, ponieważ są one dość istotne dla fabuły całej planszówki. W czasie gry możemy szkolić rodziny, aby mogły adoptować jedno ze stworzeń i być świadome ich pożyteczności na środowisko. Edukacja członków naszej osady przynosi wiele korzyści, dlatego, aby uświadomić jedną familię, często będziemy musieli poświęcić na to całą akcję. Ponadto nietoperze to jedyne stworzenia w grze, które mogą dostać dodatkową akcję, gdyż jeżeli posiadamy minimum dziesięć zwierzaków, możemy wysłać trzy z nich na noce żery, dzięki czemu dodajemy jedno nowe drzewo na dowolną ze swoich kart lokacji (pozytywny wpływ owocożernych nietoperzy na środowisko to właśnie zalesianie terenów).

Czemu to nie mogły być motyle!

Nie ocenia się gry po pudełku, ale niestety w przypadku Atiwy inaczej się nie da. Okładka jest po prostu brzydka. Pseudo złoty napis na zielonopodobnym tle prezentuje się, no powiedzmy to sobie uczciwie – mało profesjonalnie. Motywem przewodnim gry jest nietoperz, tak więc jeden z tych rozkosznych ssaków musiał znaleźć się na froncie opakowania i ujmę to tak: wygląda, jakby zatrudniono nietoperza modela amatora, który stresuje się swoja pierwszą pracą i zapomina, jak się trzyma owoc (o mruganiu to już nie wspomnę), a w dodatku powiedziano mu, że nie będzie mógł zabrać do domu jedzenia z którym pozuje, przez co jest ewidentnie smutny.

Po wyciągnięciu zawartości na szczęście jest lepiej. Pudełko zwiastowało brzydki minimalizm, lecz tylko w połowie się to sprawdziło – jest ów minimalizm, lecz estetyczny. Elementy są wykonane z drewna i bardzo grubej tektury co mile mnie zaskoczyło. Na planszach nie ma przesady, przez co gra jest czytelna. Wiadomo, co gdzie położyć i co mi ten ruch da. Znaczniki to tylko zarys bez szczegółów, wiem, że to, co trzymam w ręku to koza i w zupełności to wystarczy. 

Atiwa każdym swoim elementem pokazuje, że jest grą pro środowiskową, prócz dwóch woreczków strunowych nie znajdziemy tam ani grama plastiku, karty są zawinięte w papier, a do trzymania znaczników mamy lniany worek. akie podejście jest naprawdę godne pochwały i naśladowania.

Ponieważ ziemia opiekuje się nami, zaopiekujmy się ziemią.

Atiwa Uwe Rosenberga próbuje zrobić coś więcej niż tylko zapewnić nam mile spędzony czas. Przede wszystkim chce zwrócić naszą uwagę na poważny problem, jakim jest bezmyślna wycinka drzew. Ekologiczny wydźwięk gry to coś więcej niż tylko chwyt marketingowy. Ma on realny wpływ na rozgrywkę. Brak szkolenia rodzin jest większym obciążeniem dla naszych osad i środowiska, przez co szybko możemy zacząć tracić zasoby oraz miejsce na lokacjach.

Historia niczego nas nie nauczyła.

Pomimo że gra nie robi wizualnego “WOW” to jest to bardzo przyjemny tytuł, który przez swoją rozgrywkę chce nam coś przekazać. Nie miałem w swoim życiu okazji zagrać w wiele gier edukacyjnych, a jak już, to były to naprawdę kiepskie tytuły, mechanicznie ograniczone do minimum. Atiwa pokazała mi, że tego gatunku nie ma co omijać, bo też może zafundować nam sporo zabawy i nauczyć czegoś o tematach, które dotykają każdego z nas.

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]