Hobbit: Pustkowie Smauga — Recenzja filmu. Smoku, jesteś piękny

Nie to jeszcze nie czas, by pisać o jakże to uwielbianym, szczególnie przez polskich fanów, Wiedźminie w reżyserii Marka Brodzkiego. Jak już sam tytuł sugeruje, tym razem na warsztat wziąłem inne dzieło zawierającego złotego (choć tylko przez chwilę) smoka. Podobnie jak w przypadku Władcy Pierścieni ekipa filmowa pod przewodnictwem Petera Jacksona realizowała zdjęcia do wszystkich trzech części w jednym ciągu, dzięki czemu Pustkowie Smauga ujrzało światło dzienne, trochę ponad rok po poprzedniczce. Czy produkcja utrzymała poziom ustanowiony  przez inne filmy opowiadające o historii Śródziemia? Czy mimo porzucenia spokojnych plenerowych ujęć na rzecz energicznych i czasem brutalnych pościgów i walk nadal możemy przyjąć i w myślach przetworzyć wszystko, co dzieje się na ekranie?  O tym, jak zawsze możecie się przekonać podczas lektury poniższego tekstu.

Hobbit: Pustkowie Smauga — Recenzja filmu. Smoku, jesteś piękny

A ten obrzydliwy stwór? Goblin Mutant?

Do obsady trylogii dołączyli Lee Pace (Lincoln, Rezydent) jako Thranduil, król elfów z Mrocznej Puszczy oraz elfia strażniczka Tauriela, grana przez Evangeline Lily (Hurt Locker, Zagubieni oraz kolejne role jako The Wasp w MCU). Poza nimi na ekranie ujrzymy:  jak zawsze ekscentrycznego Stephena Frya (V jak Vendetta, Sherlock Holmes: Gra Cieni), nadającego rysy postaci władcy Esgartoh, Luke Evansa (Starcie Tytanów, Robin Hood z 2010 roku oraz seria Szybcy i Wściekli), który, jak głosi krążący po Internecie mem, w kreacji Barda przypomina Orlando Blooma bardziej niż główny zainteresowany. Benedict Cumberbatch natomiast oprócz Nekromanty gra również wysławiającego się nienaganną angielszczyzną smoka Smauga.

Smauga nie ma w domu

Pustkowie Smauga rozpoczyna się krótką sekwencją opowiadającą o spotkaniu Szarego Pielgrzyma z Thorinem, które poprzedzało wyruszenie krasnoludów w celu odzyskania królestwa Ereboru. Dzięki niej dowiadujemy się, chociażby kto podsunął im pomysł na zatrudnienie włamywacza. Następnie akcja powraca do kompanii umykającej sforze wargów z orkami. Kryją się oni w domostwie zmiennokształtnego osobnika zwanego Beornem, aby następnie przez Mroczną Puszczę wyruszyć w dalszą tułaczkę ku Samotnej Górze. Na swojej drodze napotykają zarówno niebezpieczne pająki, jak i elfy, które ze względu na dawną waśń pomiędzy ich rasami stanowią nie mniejsze zagrożenie. W międzyczasie opuszcza ich Gandalf, który wyrusza, by zbadać po głoski o upiorach powstałych z grobu. Również w Mieście na Jeziorze trafiają na wiele spraw, które muszą strategicznie rozegrać, by wyruszyć jak najszybciej do Ereboru, gdyż jak głosi plotka, straszliwego smoka nie widziano już od ponad sześćdziesięciu lat.

Ed Sheeran rozwala system

Dobrze skomponowana muzyka, podobnie jak w Niesamowitej Podróży, potrafi podkreślić charakter każdej sceny, bez względu na to, czy przedstawia ona spokojnie posilającą się kompanię, czy też te same postacie szaleńczo spływające beczkami po rzece lub walczące wewnątrz Ereboru. Podobnie jak we Władcy Pierścieni i pierwszej odsłonie trylogii Hobbita, w dużej części utworów przewija się ten sam motyw muzyczny, który nadaje im charakterystyczne dla Śródziemia brzmienie. Mimo to każdy z nich różni się od pozostałych, dzięki czemu bez problemu, nawet po jednokrotnym ich usłyszeniu, możemy rozróżnić, który z nich słyszymy w grobowcach na wyżynach Rhudauru, a który przygrywa podczas pobytu w Esgaroth (zwanym również Miastem na Jeziorze). Nie sposób nie wspomnieć również o piosence wieńczącej film, czyli I see Fire w wykonaniu Eda Sheraana, jej treść zmusza słuchaczy do refleksji nad ostatnimi minutami filmu, jednocześnie wywołując u nich ciarki przechodzące po plecach.

Jestem Ogień, Jestem Śmierć

Ponownie otrzymujemy produkcję wypełnioną prawie po brzegi akcją pod różnymi postaciami, czy to krasnoludów w beczkach spływających rzeką i skaczącym po ich głowach Legolasie jednocześnie przeszywającym głowy dwóch orków jedną strzałą, czy też iście akrobatyczne popisy podczas próby sprowadzenia Smauga w pułapkę we wnętrzu Samotnej Góry. Moim zdaniem jednak ilość użytych w tej produkcji komputerowych efektów specjalnych spowodowała, że trudno w niej poczuć duszę Śródziemia, a w moim przypadku zaczęła wywoływać zmęczenie i tęsknotę za prostymi i naturalnymi widokami, których uświadczyłem w Niesamowitej Podróży i trylogii Władcy Pierścieni.

Podczas seansu zwróciłem uwagę na jedno ujęcie podczas ucieczki w beczkach, które sprawiało wrażenie, jakby zostało nagrane kamerką GoPro przyczepioną do jednej z nich, w końcowym rozrachunku nie pasowało ono do pozostałych i na chwilę wybiło mnie ono z klimatu, budowanego od początku filmu. Postawienie na odcienie szarości przez większą część filmu pomaga wczuć się w sytuację kompanii, która ze wszystkich sił stara się kontynuować swoją podróż mimo przeciwności napotykanych na każdym kroku. Natomiast w Dol Guldur stanowiły one idealny kontrast dla powracającego z zaświatów Czarnoksiężnika, usiłującego pokonać Gandalfa (w pojedynku który miał zapewne nawiązywać do Balroga z Morii).

Trochę narzekania

Mimo że Pustkowie Smauga darzę ogromnym sentymentem (odrobinę tylko mniejszym od Powrotu Króla), muszę przyznać, iż są w tym dziele sceny, które zdecydowanie mnie irytują, podczas każdego seansu.  Jako przykład podam chociażby sekwencję związaną z ucieczką z królestwa leśnych elfów. Oprócz wspomnianych już wcześniej ujęciach, które zdają się żywcem wyjęte z atrakcji w jakimś parku rozrywki, hordy orków oczekujące wzdłuż biegu rzeki w dziwnie przypadkowy sposób są wyposażone w topory, które potem mogą przejąć krasnoludy. Te drugie są następnie w podejrzanie dogodny sposób niesione przez nurt rzeki, by móc bez problemu uderzać w ten sam punkt pnia, przerzuconego nad wodą, by zrzucić stojących na nim orków. Scen takich jak ta, które sugerują, że bohaterowie żyją tylko ogromnej dozie szczęścia i zbiegów okoliczności jest w tym filmie niestety ogrom, co jest zdecydowanie krzywdzące w stosunku do tych samych postaci przedstawionych na kartach powieści. Nie mogło również zabraknąć humoru bardzo niskich lotów. Bo przecież kompania Thorina wychodząca przez toaletę, okraszona banalnym pytaniem, musi rozśmieszyć widza, czyż nie?

Co myśmy zrobili…

Pustkowie Smauga zdecydowanie różni się atmosferą od pierwszej części trylogii, jednak nie oznacza to, że jest gorszą produkcją. Mimo jeszcze większej dawki akcji wprowadza poważniejsze motywy, szczególnie w scenach skupiających się na Gandalfie oraz Bilbie. W filmie nie brakowało również nawiązań do Władcy Pierścieni, do moich ulubionych należał komentarz Legolasa oglądającego portret potomka Gloina, który jak się dowiedział na imię ma Gimli. Obecność Taurieli (nie występowała w dziełach Tolkiena, została w całości stworzona przez scenarzystów) zapewnił potrzebną przeciwwagę dla przeważających na ekranie mężczyzn, jednakże początki jej romansu z Kilim nie wróżą równie ciekawie poprowadzonej historii, jak w przypadku Aragorna i Arweny. Ciekawie natomiast wyglądają rozmowy między Smaugiem a młodym Hobbitem, mimo tego, ze smok został w całości wygenerowany komputerowo, to nadal można wyczuć swego rodzaju chemię między nimi, co zapewne wynika z tego, że zarówno Freeman, jak i Cumberbatch przeplatali kręcenie Hobbita nagrywkami drugiego sezonu Sherlocka. Mimo swoich drobnych grzeszków nadal uważam, że druga odsłona trylogii jest dziełem wartym obejrzenia, chociażby ze względu na to, że w ciekawy sposób rozbudowuje świat Śródziemia obecny na dużym ekranie.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]