Sandman – recenzja serialu. Serial podoba mi się bardziej.

Sandman to serial, który został stworzony na podstawie komiksu Neila Gaimana o tym samym tytule. Kto czytał Sandmana, ten wie, że nie jest to łatwy do ekranizacji materiał. Jednakże jest to bardzo wierna i dobra adaptacja, która w wielu momentach jest lepsza od swojego pierwowzoru.

Znam pierwowzór, ale nie cały

Może niektórzy z was już mnie kojarzą – pisałem między innymi recenzje wszystkich nowych wydań komiksowego Sandmana od Egmontu. Możecie je znaleźć na stronie. Wspominam o tym, by wskazać, że jakieś tam pojęcie mam o tym uniwersum, choć uważam, że nie trzeba absolutnie niczego wiedzieć przed serialem, ponieważ jest to przełożenie pierwotnej historii praktycznie 1:1.

Warto na wstępie zaznaczyć, że to nie jest produkcja Netflixa, jak wszyscy mówią – za produkcję odpowiada Warner Bros. Television, a wspomniana platforma tylko dystrybuuje to na świat.

Neil Gaiman od lat próbował przenieść swoje dzieło na wielki ekran – najpierw miał być film, jednak w końcu stanęło na serialu i uważam, że to bardzo dobry pomysł. Nie sądzę bowiem, żeby Sandmana dało się zmieścić w dwugodzinnej produkcji – za dużo treści, wątków i powiązań.

Serial lepszy od komiksu

Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, ale serio uważam, że serial robi wiele rzeczy lepiej od komiksu. Dużo wątków jest bardziej rozbudowanych i bohaterowie są lepiej zarysowani. Zakładam też, że po prostu adaptacja jest przystosowana do współczesnego odbiorcy, w porównaniu do pierwowzoru, który wychodził w latach 1989-1996.

Tom Sturridge jako Morfeusz wypada genialnie. Z tego co czytałem, to do tej roli przesłuchano ponad 200 aktorów, więc chyba rzeczywiście wybrali najlepszego. Jego prezencja i głos – coś niesamowitego.

Podobnie ze Śmiercią (Kirby Howell-Baptiste) – pojawia się tylko na jeden (a nawet niecały) odcinek i kradnie show. Ciekawe jest to, że ta postać wydaje się być najbardziej ludzka ze wszystkich Nieśmiertelnych ukazanych na ekranie. Z nią też jest związana najsmutniejsza scena, która doprowadziła mnie do łez.

Dziwną decyzją dla mnie natomiast jest wrzucenie do jednego epizodu historii ze Śmiercią oraz opowieści o Hobie (Ferdinand Kingsley), który to zawarł pakt z Władcą Snów, przez który nie może umrzeć. Spotykają się co 100 lat w tym samym miejscu i człowiek zdaje relację, jak wykorzystuje swoje życie. Osobiście jest to dla mnie najlepsza historia, ale wrzucenie jej do jednego odcinka z wątkiem Śmierci sprawia, że można poczuć, jakby sklejono dwa odcinki w jeden, by dobić do tych standardowych 50 minut.

Pierwotnie te opowieści ukazały się jako dwa osobne i krótkie zeszyty. Zapewne za krótkie, żeby zrobić z nich godzinny epizod. Jednak wydaje mi się, że w przypadku netflixowej dystrybucji nie powinno być problemu, żeby jeden odcinek był dłuższy od innego. Tym bardziej że nie musi on się zmieścić do ramówki telewizyjnej i cały serial wychodzi w jednym momencie, więc nikt nie będzie zawiedziony, że czekał tydzień i dostał tylko 30 minut materiału. Teraz jakbym chciał sobie wrócić do mojego ulubionego wątku, to będę musiał przewinąć połowę odcinka, zamiast po prostu włączyć jeden.

Gwendoline Christie jako Lucyfer również wypada świetnie. Totalnie czuję tę interpretację – nawet nie musi się odzywać, a widać mnóstwo emocji na jej twarzy. W starciu z Morfeuszem widać, że wewnątrz się gotuje, ale nie daje po sobie tego poznać i próbuje zachować kamienną twarz.

Uwielbiam design Koryntczyka – te usta zamiast oczu są mega creepy, tym bardziej że cały czas ukrywa je za okularami przeciwsłonecznymi, co jest jeszcze bardziej niepokojące. Dodatkowo, do roli wybrano tak przystojnego aktora – Boyda Holbrooka, więc się nie dziwię, że każdy na niego leciał.

Jeszcze na koniec odniosę się do jednego odcinka – 24 godziny. W komiksie wypadał przerażająco i horrorowo. W adaptacji według mnie jest lepiej, ale to pewnie dlatego, że łatwiej przerazić i wywołać niepokój na ekranie, ponieważ nie tylko widzimy, ale też słyszymy, bo muzyka też sporo dodaje. Uważam jednak, że przed tym epizodem powinno pojawić się ostrzeżenie, bo dzieją się w nim naprawdę makabryczne rzeczy, które mogą u niektórych wywołać nieprzyjemne reakcje.

Jeden z ładniejszych seriali

Dawno nie widziałem tak dobrze wyglądającego serialu. Na pewno spora zasługa w tym, że mnóstwo lokacji było zbudowanych, ale ogólnie efekty specjalne są na bardzo wysokim poziomie.

Magiczne stworzenia typu mały gargulec to jedno, ale gadający kruk (!), w dodatku mający maniery człowieka, to naprawdę jest problem, żeby wyglądał naturalnie, bo normalnie te tak się nie zachowują. Na przykład w Królu Lwie z 2019 roku zwierzęta wyglądały przepięknie, ale za każdym razem, jak się odzywały, to miałem zgrzyt, bo po prostu lwy nie poruszają tak szczęką. Natomiast w Sandmanie ten element wypada świetnie.

Jeszcze w pewnym momencie pojawia się Marv – nadworny złota rączka, któremu głosu użyczył Mark Hamill. Widać, że jego ciało to prawdziwy człowiek na planie, natomiast jego głowa, która jest dynią, wygląda, jakby została stworzona poklatkowo, albo po prostu jest na taką stylizowana. I też w ogóle się nie gryzie z resztą. Jestem pod ogromnym wrażeniem!

TOP seriali dostepnych na Netflixie

Powiedzmy sobie szczerze – nie dało się przenieść komiksu na serial w niezmienionej formie. Są to zupełnie różne media, w których inaczej opowiada się historie skierowane do różnych odbiorców. Uważam, że w Sandmanie udało się praktycznie nie zmienić wydźwięku materiału źródłowego, a po prostu nieco zmodyfikować sposób jej opowiadania i dodać niektóre elementy, żeby dostosować go do serialu.

To jest naprawdę solidna produkcja i cieszę się, że udało się Gaimanowi przenieść swoje dzieło na mały ekran, bo wiadomo, że w takiej formie więcej osób po nie sięgnie.

W ogóle kocham Gaimana za to, jak z klasą wyjaśnia pajacy, którzy mówią, że się pewnie w grobie przewraca po tym, co zrobili z jego komiksem. Jak on sam pomagał przy tworzeniu tej adaptacji xD

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]