W finałowym tomie Domu Slaughterów śledzimy losy Nolana, który na co dzień przesiaduje w centrum informatycznym Domu. Jego rutynę przerywa pojawienie się na korytarzach tajemniczego monstrum. Czy szósty tom domyka historię w satysfakcjonujący sposób, czy pozostawia niedosyt?
Lazurowe Maski
Dom Slaughterów. Tom 6. Lazur skupia się na jednym z członków Lazurowych Masek – Nolanie. Chłopak zaczyna dostrzegać dziwne nieprawidłowości w raportach z wypraw Masek. Dodatkowo w posiadłości zaczyna grasować przerażające monstrum uwolnione z totemu Szkarłatnej Maski, które żywi się wspomnieniami i traumami. Dom jest więc idealnym miejscem do żerowania – pozwala monstrum rosnąć w siłę.

Świetnym pomysłem było postawienie w centrum historii bohatera, który nie jest łowcą – w przeciwieństwie do postaci, których losy śledziliśmy wcześniej. Nolan zajmuje się raczej papierkową robotą niż działaniem w terenie. To odświeżające i sprawia, że Lazur ma nieco spokojniejsze tempo.
Podoba mi się, jak osoba odpowiedzialna za scenariusz (Sam Johns) prowadzi narrację – przeplatanie tego, co Nolan mówi i myśli, ciekawie buduje jego charakter. Widzimy, że chłopak wiele rzeczy analizuje, dwa razy się zastanowi, jego wypowiedzi są bardzo przemyślane. Najbardziej widać to w Części drugiej, w której Nolan konfrontuje się w bibliotece z Edwinem i Wabikiem. To świetnie napisana scena!

Oprócz rozwinięcia tematu i odpowiedzi na pytania fanów – czym zajmują się Lazurowe Maski, album rozwija również istotę Totemów. Po pięciu tomach Domu Slaughterów dowiedziałem się, że każdy łowca ma swój totem, który (zazwyczaj) rozmawia z nim i pomaga mu w walce. Tutaj jednak następuje zwrot akcji i dowiadujemy się o drugiej stronie tych towarzyszy. Podobała mi się sama koncepcja tego, że są one w jakiś sposób powiązane z Łowcą, ale ten twist dodaje im głębi.
Jestem też dużym fanem rysunków Letizii Cadonici – są proste, ale spójne z resztą serii. Choć mam wrażenie, że jeszcze większą robotę niż same rysunki robią tutaj kolory (Francesco Segala) – są wyraziste, dodają głębi i dynamiki scenom. Mimo że w albumie nie doświadczymy zbytnio walk, to gdy już się pojawiają, robią wrażenie! Jest klimatycznie i mrocznie.

Czy to godne zakończenie?
Dom Slaughterów. Tom 6. Lazur to spokojniejsze i bardziej kameralne zakończenie serii, które zamiast ciągłej akcji stawia na rozwój postaci i budowanie napięcia. Historia Nolana pozwala spojrzeć na świat Łowców z innej perspektywy i dobrze uzupełnia wcześniejsze tomy. Choć finał próbuje dorzucić bardziej widowiskowy akcent, nieco gryzie się on z tempem reszty albumu. Mimo to całość pozostawia po sobie dobre wrażenie i daje poczucie domknięcia pewnego etapu. Jednocześnie wyraźnie sugerując, że to jeszcze nie koniec tej historii. Ostatnia strona bowiem sugeruje, że ciąg dalszy poznamy w kolejnych albumach z serii Coś zabija dzieciaki. Więc chyba to ostateczny znak, że czas zacząć ją czytać ; )
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika. Tom 1 – recenzja komiksu. Gdy Aaron był jeszcze nastolatkiem.
– Dom Slaughterów. Szkarłat. Tom 2 – recenzja komiksu – Tajemniczy skrybowie
– Dom Slaughterów. Powrót rzeźnika. Tom 3 – recenzja komiksu – Powrót rzeźnika
– Dom Slaughterów. Alabaster. Tom 4 – recenzja komiksu – Cichy łowca potworów
– Dom Slaughterów. Wojna rzeźnika. Tom 5 – recenzja komiksu – Krwawe zakończenie historii Jace’a Bouchera

