Zaułek koszmarów – recenzja filmu. Zaułek nudy w klimacie noir.

Zaułek koszmarów

Zaułek koszmarów doczekał się wielu adaptacji. W końcu już rok po wydaniu powieści (1947) wydano film o tym samym tytule.  Nie podbił on serc widzów, uzyskał mieszane recenzje i był box-office’owym nieporozumieniem. Po 56 latach przeczytać można było komiks, a w 2010 roku obejrzeć musical Gila Catesa. I wtem, wchodzi on. Cały na biało. Wielki filmowy mózg i artysta przez duże „a” Guillermo del Torro ponownie próbuje przenieść tę powieść na wielki ekran. Czy były to udane starania?

Gwiazdy na niebie, gwiazdy w obsadzie

Film opowiada o historii Stana Carlisle (Bradley Cooper), który poszukując pracy, dołącza do cyrkowej trupy pod przewodnictwem Clema Hoatleya (Willem Dafoe). Poprzez znajomość z Zeeną Kumbein (Toni Colette) oraz jej mężem Petem poznaje tajniki niesamowitego numeru z czytaniem w myślach w tle.

Po kilku mniej lub bardziej oczekiwanych wydarzeniach główny bohater postanawia uciec z ukochaną Molly Cahil (Rooney Mara), pomimo sprzeciwu jej wuja Bruna (Ron Perlman). Jest to moment przełomowy dla fabuły,  a także dla jakości samego filmu, ale więcej o tym w kolejnym akapicie.

Powyżej wymienione nazwiska mogą sugerować wysoki poziom gry aktorskiej i faktycznie tak jest. Zdecydowanie zaangażowani artyści to jedna z największych (jak nie w ogóle największa) zalet tej produkcji. Warto wspomnieć również o: Lilith Ritter (Cate Blanchett), Ezra Grindle (Richard Jenkins) oraz Anderson (Holt McCallany), oczywiście przez ich odtwórców i odtwórczynie, a nie przez „fajność” samych postaci.

Zaułek koszmarów

Miało być tak pięknie…

Początek filmu, pokazuje pierwsze kroki Stana w branży, to najlepsze co w dziele del Torro można obejrzeć. Cudowny klimat, wspaniałe sceny z Willemem Dafoe (ten człowiek urodził się, by grać) i wszechobecny brud. Późniejsze wydarzenia mogą przyciągać uwagę widza, w końcu dookoła łatwo dostrzec styl noir, ale na tym kończą się pozytywy.

Do dalszej części podchodziłem 3 razy. Po prostu kompletnie straciłem zainteresowanie tym, co dzieje się na ekranie. Sceny i dialogi były nudne, a próba wzbudzenia współczucia profesjonalnemu oszustowi, to trudne zadanie. Niemniej, udało mi się skończyć ten twór i nie byłem zadowolony, jak rozwinęła się historia.

Nie wiem, czy to przez oklepany i sztampowy motyw od zera do bohatera, czy przez zupełnie inny fakt. Jaki zapytacie? Już śpieszę z odpowiedzią. Reżyser i scenarzysta posłużył się zabiegiem, który działa na mnie jak płachta na byka. Pominął cały rozwój wewnętrzny mentalisty, a zastąpił go napisem „dwa lata później”. Jest to dla mnie leniwe rozwiązanie, oczywiście możliwe, że podobnie zrobił autor książki, wtedy to jego powinno się krytykować. Po prostu bardzo drażni mnie, kiedy oglądamy jakąś postać i po minucie ona nagle prezentuje zupełnie inne zachowania i mechanizmy. Ja jako widz, chcę zobaczyć, jak ten człowiek się zmienia, niestety tutaj tego nie doświadczyłem.

Zaułek koszmarów

Thriller noir, ale z samym noir

Podczas promocji filmu oraz na opakowaniu wydania DVD wyraźnie zaznaczono, że jest to mroczny thriller noir. I faktycznie, wspomniany klimat noir jest wszechobecny, szczególnie w tej gorszej części historii, ale jakoś nie poczułem tej zapowiadanej intrygi. Podejrzewam, że wynika to z archaiczności powieściowego pierwowzoru, w końcu ma on już 76 lat!

Na szczęście soundtrack i estetyka sprawiły, że nie był to aż tak męczący seans, podobnie jak dobre występy aktorskie. Niestety oprócz tego kręciłem się z niecierpliwością na kanapie i kilkukrotnie sprawdzałem, czy to już koniec. Tak naprawdę, można by skrócić to wszystko o godzinę lub poświęcić więcej czasu ekranowego na przemianę wewnętrzną Stana i byłaby to lepsza produkcja.

Zaułek koszmarów

Komu, komu, bo idę do domu!

Przyznam szczerze, że zupełnie nie wiedziałem o premierze tego filmu. W USA wydano go w 2021 roku, a w Polsce w styczniu 2022. Gdyby nie fakt, że dzięki uprzejmości Moje Filmy dostałem kopię DVD do recenzji, to nie dowiedziałbym się chyba o jego istnieniu.

Podejrzewam, że słaba promocja i mały szum medialny spowodowane były mocno przeciętnym poziomem tego dzieła. Guillermo del Torro potrafi robić wybitne projekty, ale mam wrażenie, że tym razem materiał źródłowy był zbyt zardzewiały, żeby „wycisnąć” z niego coś wybitnego. Niemniej warto zapoznać się przynajmniej z początkiem tej historii i obejrzeć popisy Willema Dafoe. Potem możecie spokojnie przewinąć do drugiej godziny i zobaczyć końcówkę. Serio!

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]