Batman: Miasto szaleństwa to komiks stworzony w całości przez Christiana Warda – od scenariusza po rysunki, tusz i kolory. To imponujące osiągnięcie, zwłaszcza że w komiksach superbohaterskich rzadko zdarza się, aby jedna osoba odpowiadała za niemal wszystkie elementy dzieła. Tytuł łączy klasyczny kryminał z horrorem w lovecraftowskim stylu.
Batman kontra koszmar spod Gotham
Pod tętniącym życiem miastem kryje się Dolne Gotham – miejsce karmione strachem i nienawiścią mieszkańców powierzchni. Od dziesięcioleci przejście między tymi miastami było zamknięte i pilnie strzeżone przez Trybunał Sów. Jednak pewnego dnia wrota zostają otwarte, a na ulice Gotham wydostaje się przerażająca i wypaczona wersja Batmana. Aby powstrzymać zagrożenie, Mroczny Rycerz musi sprzymierzyć się ze swoimi największymi przeciwnikami.
Sam opis fabuły brzmi niezwykle intrygująco, jednak sama historia okazuje się zbyt krótka, aby mogła odpowiednio wybrzmieć! Momentami bliżej temu do kryminału noir niż horroru. Dominuje tu atmosfera tajemnicy, rozmowy i wewnętrzne rozterki bohaterów, a nie dynamiczna akcja. Niemniej historia trzyma w napięciu!

Warstwa graficzna zachwyca!
To co wyróżnia komiks Batman: Miasto szaleństwa to warstwa wizualna. Christian Ward stworzył dzieło niesamowite. Ogromnie podobają mi się kolory, intensywne barwy (głównie czerwone i żółte) kontrastujące z mrokiem ulic Gotham. Dodatkowo kadry często płynnie przechodzą między sobą, nieraz w bardzo oryginalny sposób. Największe wrażenie zrobiło na mnie przedstawienie Harveya Denta, czyli Dwie Twarze. Jego mroczna osobowość została narysowana w zupełnie innym stylu – przypominającym graffiti – a tło za nim wygląda niczym rozpływający się obraz. Podobna zabawa formą pojawia się również w retrospekcjach – każda z nich została przedstawiona w nieco innym stylu graficznym. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że za całość odpowiada jedna osoba!
Sprawdź też: DC kontra Wampiry – recenzja komiksu – Kiedy Batman boi się ciemności

Niedosyt po świetnym pomyśle
Batman: Miasto szaleństwa to komiks ciekawy wizualnie, jednak zdecydowanie za krótki, aby odpowiednio rozwinąć wątki i bohaterów. Dlatego po lekturze pozostał mi spory niedosyt – historia zapowiadała się bardzo interesująco, ale skończyła się zdecydowanie zbyt szybko. Polecam osobom, które chcą przeczytać coś innego niż klasyczną superbohaterszczyznę.
Sprawdź też: Supergirl. Kobieta jutra — recenzja komiksu — Superbohaterka też człowiek

