REKLAMA

The Empty Desk – recenzja gry – Nudna praca detektywa z domieszką AI…

Adam Aleksandrowicz

Opublikowano: 17 września 2026

Spis treści

The Empty Desk miało być grą detektywistyczną, w której badamy sprawę morderstwa, szybko zmieniającą się w niewytłumaczalną i emocjonalnie niszczycielską podróż… Jedyne, co mogę powiedzieć, to że była to niszczycielska podróż dla mojego zdrowia, gdy okazało się, że w grze czekają na mnie paskudne grafiki wygenerowane przez sztuczną inteligencję…

 

Ostatnia sprawa

W The Empty Desk śledzimy losy detektywa Bennetta, który ma zbadać sprawę tajemniczej śmierci biznesmena Arthura Blackthorna oraz sprawę zaginięcia jego córki Emily. Akcja dzieje się w głównej siedzibie firmy Blackthorn & Co Insurances. W teorii miała to być gra detektywistyczna, połączona z thrillerem psychologicznym i elementami horroru. W praktyce największym horrorem okazało się samo granie w tę grę…

Fabuła jest prosta i przewidywalna – nie jest ani ciekawa, ani angażująca, ani przerażająca. Brak dubbingu mogę jeszcze wybaczyć niezależnym twórcom, bo zdaję sobie sprawę, że nagranie tego samemu nie jest łatwe, a wynajęcie aktorów głosowych swoje kosztuje. Bardzo jednak widać, że tłumaczenie na polski było robione mechanicznie – dialogi są sztuczne i drętwe. Dodatkowo w foncie brakuje polskich znaków… I ktoś chce za to pieniądze…

REKLAMA

 

Lubię gry detektywistyczne, które opierają się na logicznym myśleniu, w których dostajemy kilka elementów układanki i sami, drogą dedukcji, musimy połączyć fakty i rozwiązać daną zagadkę. Problem w tym, że w The Empty Desk tego wszystkiego brakuje. Rozgrywka sprowadza się do powtarzalnej pętli, w której naszym zadaniem jest znaleźć na określonym obszarze kilka przedmiotów i zrobić im zdjęcie. Gdy nie uda nam się ich odnaleźć, to gra nie puści nas dalej, a cofnie nas do początku danej sekwencji. Dobrze chociaż, że produkcja zapamiętuje, co już znaleźliśmy, więc nie musimy ponownie robić im zdjęcia. Na początku myślałem, że to będzie coś w stylu The Exit 8, gdzie każda pętla przyniesie nam coś innego… Oj, ja głupi.

Głównym narzędziem, które „pomoże” nam przy śledztwie, jest aparat, który podświetla przedmioty, z którymi możemy wejść w interakcję. Za jego pomocą możemy je również skanować, żeby dowiedzieć się, czy jest to coś ważnego, ale ta czynność trwa całą wieczność. A w pomieszczeniach tych przedmiotów trochę jest. Na szczęście nie musimy ich skanować, bo jeżeli dany przedmiot jest ważny fabularnie, to możemy go po prostu wziąć, bez tego całego skanowania. Zbędna mechanika.

 

Wykryto AI Slop

Twórcy w opisie wprost przyznają się do używania sztucznej inteligencji przy tworzeniu opcjonalnego dubbingu, lokalizacji i drobnych elementów 2D. To ostatnie jest małym kłamstewkiem, bo jednak nie drobne, a wszystkie grafiki 2D są wygenerowane. Nie rozumiem tej decyzji – czy tak naprawdę tak ciężko było znaleźć kogoś, kto namaluje portrety postaci do tej gry? Jak mam w takiej sytuacji zaufać, że reszta też nie została stworzona przy pomocy sztucznej inteligencji?

Reszta gry generalnie nie wygląda źle – prosta mid-poly grafika, ale potem dostajemy paskudne, plastikowe portrety postaci, które gryzą się z resztą gry i psują immersję. 

Dodatkowo na pewnym etapie pojawia się „przerażający” jumpscare w postaci zjawy w 2D wygenerowanej OCZYWIŚCIE za pomocą sztucznej inteligencji… Jeszcze chwyta ona bohatera swoimi AI 2D łapskami… To wygląda tak komicznie i tanio.

 

Dlaczego człowiek robi to drugiemu człowiekowi?

Nie byłem w stanie ukończyć The Empty Desk, bo to gra z nieangażującą fabułą. Z zagadkami, które uwłaczają inteligencji człowieka. Z nudną, powtarzalną rozgrywką. Twórca w opisie gry pisze, że całą grę można ukończyć w 3 godziny, więc pewnie byłem jakoś przed połową. Uważam, że zdecydowanie lepiej można spożytkować te 50 zł. Już lepiej zgubić te pieniądze, niż wspierać takie twory.

Sprawdź też: Nobody Wants to Die [PS5] – recenzja gry – Polski kandydat do najlepszej gry roku?

Adam Aleksandrowicz

Urodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Resident Evil – recenzja filmu. Można popuścić… ze śmiechu

Resident Evil – recenzja filmu. Można popuścić… ze śmiechu

Nowy świat Ultimate. Inwazja – recenzja komiksu – Marvel zaczyna wszystko od nowa

Nowy świat Ultimate. Inwazja – recenzja komiksu – Marvel zaczyna wszystko od nowa

Biddle – recenzja gry planszowej – Jeszcze jedna szóstka

Biddle – recenzja gry planszowej – Jeszcze jedna szóstka

Droga ważniejsza od celu – recenzja gry Finding Polka

Droga ważniejsza od celu – recenzja gry Finding Polka

Primal Hunter. Tom 1 – Recenzja książki – RPG, które wyszło z ekranu 

Primal Hunter. Tom 1 – Recenzja książki – RPG, które wyszło z ekranu 

Dragon Age. Rozłam – Recenzja książki – Historia, której nie opowiedziały gry 

Dragon Age. Rozłam – Recenzja książki – Historia, której nie opowiedziały gry