Choć Supergirl. Kobieta jutra stała się przede wszystkim inspiracją dla najnowszego filmu DC, komiks Toma Kinga, Bilquis Evely i Matheusa Lopesa zasługuje na uwagę nie tylko z okazji premiery jego adaptacji. To historia o stracie, przyjaźni i poszukiwaniu sprawiedliwości, ubrana w jedną z najpiękniejszych opraw graficznych, jakie można znaleźć we współczesnym komiksie superbohaterskim.
Supergirl. Kobieta jutra to komiks, który stał się inspiracją dla scenariusza najnowszego filmu z uniwersum DC – Supergirl. Ta zamknięta historia autorstwa scenarzysty Toma Kinga, rysowniczki Bilquis Evely i kolorysty Matheusa Lopesa zdecydowanie zasługuje na uwagę nie tylko czytelników zainteresowanych filmową adaptacją, lecz także tych, którzy szukają bardziej refleksyjnych historii i lubią nacieszyć oko pięknymi ilustracjami.
Piękny, brutalny świat
W Supergirl. Kobiecie jutra piękno oprawy graficznej zderza się z okrucieństwem świata przedstawionego. Wciąż niepogodzona z tragedią, która dotknęła jej rodzinną planetę, Kara Zor-El spotyka na swojej drodze dziewczynę imieniem Ruthye, którą również naznaczyła ogromna strata. Ojciec Ruthye, prosty rolnik, padł bowiem ofiarą bezwzględnego mordercy. Poszukując zemsty, dziewczyna prosi Karę o pomoc w odnalezieniu złoczyńcy.

Opowieść drogi
Wspólna podróż przez wszechświat pozwala bohaterkom nie tylko lepiej się poznać, ale też zastanowić się, czy zemsta rzeczywiście może przynieść poczucie sprawiedliwości i ukojenie.
Relację między Karą a Ruthye obserwuje się z dużą przyjemnością. Tom King umiejętnie wykorzystuje różnice w ich charakterach, pochodzeniu i wynikające z nich różnice kulturowe, by nadać historii lekkości i humoru, ale również stworzyć przestrzeń do rozwoju obu postaci. Najbardziej porusza jednak poczucie wspólnoty doświadczeń, które daje wycofanej dotąd Supergirl możliwość opowiedzenia o własnej stracie i emocjach, jakie od lat w sobie nosi.
O ojcach i córkach
Zamiast spektakularnych pojedynków i widowiskowych starć ze złoczyńcami Supergirl. Kobieta jutra oferuje przede wszystkim przestrzeń do refleksji, zatrzymania się na moment i docenienia tego, jak wiele może dać nam bliskość drugiego człowieka.
Istotną rolę odgrywa tutaj również motyw rodziny. Każda z bohaterek nosi w sobie żałobę po utracie bliskich, a ich doświadczenia stają się fundamentem budowanej między nimi więzi. Już we wstępie do tego wydania Tom King podkreśla, jak ważną inspiracją była dla niego relacja z własną córką, i podczas lektury naprawdę można to odczuć – szczególnie w zeszycie wracającym do wydarzeń na umierającym Kryptonie.

Evely i Lopes zachwycają
Już przy okazji recenzji Helen z Wyndhorn zachwycałam się oprawą graficzną autorstwa Bilquis Evely i Matheusa Lopesa – i tutaj nie będzie inaczej.
Styl Evely nadaje historii wręcz baśniowego wymiaru, a dbałość artystki o detale robi ogromne wrażenie. Soczyste kolory Lopesa wyglądają przepięknie, idealnie współgrają z rysunkami Evely i sprawiają, że każdy kadr staje się jeszcze bardziej efektowny. Choć sama opowieść bardzo mi się podobała, to właśnie warstwa wizualna sprawiła, że naprawdę się w tym komiksie zakochałam.
Sprawdź też: Superman kontra Lobo – recenzja komiksu – Starcie, które nigdy nie nabiera rozpędu

Pozycja obowiązkowa
Niezależnie od tego, czy w najbliższych dniach planujecie wybrać się na seans Supergirl, zdecydowanie warto dać szansę komiksowej Supergirl. Kobiecie jutra. To ten rodzaj komiksu superbohaterskiego, który lubię najbardziej – refleksyjny, osobisty i pozwalający superbohaterom być po prostu ludźmi ze swoimi problemami, emocjami i traumami. A przy tym po prostu przepiękny.
Sprawdź też: Helen z Wyndhorn — recenzja komiksu — Gotycka opowieść o sile fantazji

