Po śmierci ojca Helen trafia do tajemniczej posiadłości swojego dziadka. To, co początkowo wydaje się opowieścią o żałobie, szybko zmienia się w historię balansującą na granicy fantazji i rzeczywistości.
Nie tylko Supergirl. Kobieta jutra miłośnicy twórczego trio w składzie Tom King, Bilquis Evely i Matheus Lopes dostali od wydawnictwa Egmont w tym miesiącu aż dwa świetne tytuły. Drugim z nich jest Helen z Wyndhorn, czyli jednotomowa, zamknięta historia fantasy utrzymana w gotyckim klimacie.
Komiks śledzi losy tytułowej Helen, która po nagłej śmierci ojca – autora pulpowych powieści fantasy – przenosi się do ogromnej posiadłości Wyndhorn, zamieszkanej przez jej dziadka. Z biegiem czasu nastolatka zaczyna zauważać, że historie opisywane przez ojca mogą być znacznie prawdziwsze, niż wcześniej przypuszczała.
Uczucia ważniejsze niż magia
Zanim jednak zanurzymy się w fantastycznych wizjach, warto zwrócić uwagę na inny, bardzo istotny aspekt tej historii – żałobę. Helen z Wyndhorn jest bowiem w dużej mierze opowieścią o rodzinnych relacjach i procesie radzenia sobie ze stratą rodzica. Choć ojciec dziewczyny nigdy nie pojawia się bezpośrednio na kartach komiksu, bliskość ich relacji jest wręcz namacalna. Dla Helen jego śmierć oznacza utratę najbliższej, a być może jedynej naprawdę bliskiej osoby.
Dlatego pierwsze tygodnie w nowym domu spędza niemal wyłącznie samotnie i, nie mogąc poradzić sobie ze stratą, topi smutki w alkoholu. Zdystansowany dziadek nie podejmuje nawet próby podniesienia wnuczki na duchu, a jedyną osobą okazującą jej wsparcie – na jej własnych zasadach, bez narzucania się, po prostu będąc obok – staje się nowa guwernantka, Lilith Appleton.

Czy fantastyczny świat istnieje naprawdę?
Kiedy dziadek zaczyna jednak spędzać z Helen więcej czasu, przed dziewczyną otwiera się zupełnie nowy świat – pełen fantastycznych krain i istot przypominających te znane z książek jej ojca. Jako czytelnicy możemy jedynie zastanawiać się, czy pogrążona wcześniej w żałobie Helen na nowo odnajduje radość życia, czy też autorzy próbują opowiedzieć nam o tym, jak wielką siłę mają fikcja i tworzone przez innych historie.
Siła niewiarygodnego narratora
Pani Appleton pełni w tej opowieści jeszcze jedną ważną funkcję – to właśnie za pośrednictwem jej narracji poznajemy historię Helen, jej ojca i dziadka. Lata później pisarz C.K. Cole, jego rodzina i tajemnicza śmierć wciąż fascynują nielicznych pasjonatów. Jeden z nich postanawia przeprowadzić wywiad z będącą już w podeszłym wieku Lilith.
Ten z pozoru prosty zabieg z czasem nabrał w moich oczach ogromnej wartości. Dzięki narracji opartej na relacji osoby trzeciej, która mogła jedynie obserwować Helen i starego pana Cole’a, a później opierała się wyłącznie na opowieściach zasłyszanych od innych, nasze spojrzenie na wydarzenia pozostaje ograniczone. Lilith wie tylko tyle, ile sama zobaczyła lub ile zdecydowała się zdradzić jej Helen. Dzięki temu, gdy zbliżamy się do finału i zaczynamy zadawać sobie pytanie, czy wszystkie fantastyczne wydarzenia rzeczywiście miały miejsce, pole do interpretacji pozostaje szerokie.
Niewątpliwie jednak nie wszystkim taki zabieg przypadnie do gustu. Jednym z powodów może być fakt, że im mniej bezpośrednio zaglądamy do fantastycznego świata Helen z Wyndhorn, tym mniej możemy podziwiać jego przepiękne wizje autorstwa Bilquis Evely.
Sprawdź też: Małpi król. Zamieszanie w Niebiańskim Pałacu — recenzja komiksu — Jak (nie) adaptować klasyki?

Bilquis Evely w szczytowej formie
Muszę przyznać, że rysunki tej artystki absolutnie mnie zachwyciły, a połączenie ich z soczystymi kolorami Matheusa Lopesa tylko mocniej podkreśliło ich wyjątkowość. Temu brazylijskiemu duetowi udało się uczynić magicznym właściwie każdy, nawet najzwyklejszy kadr. Już patrząc na okładkę komiksu, można zauważyć, jak wielką uwagę poświęcono detalom i jak przemyślana jest cała warstwa wizualna albumu.
Zresztą sama okładka doskonale oddaje charakter tej historii. Początkowo wygląda jak ilustracja dziewczyny stojącej na tle domu, jednak im dłużej się jej przyglądamy, tym więcej dostrzegamy elementów ukrytych w tle – szczegółów, które na pierwszy rzut oka pozostają niewidoczne.
Historia, która zostaje z nami na dłużej
Naprawdę cudownie spędziłam czas z Helen z Wyndhorn. Komiks nie tylko pozwolił mi nacieszyć oczy przepiękną warstwą wizualną, ale także zaintrygował, wciągnął i pozostawił mnie z wieloma refleksjami. To pozycja, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.
Sprawdź też: Wędrowiec — recenzja komiksu — Uczta dla oczu, niedosyt dla głowy

