Po mocno odjechanej serii Jasona Aarona Avengers dostają nowego scenarzystę i zupełnie nową energię. Jed MacKay stawia na klasyczną superbohaterską przygodę, ale nie rezygnuje przy tym z kosmosu, magii, podróży w czasie i całej masy dziwnych pomysłów. Czy Niemożliwe Miasto jest dobrym początkiem nowego rozdziału Mścicieli?
Nowy skład, nowa historia
Po zakończeniu runu Jasona Aarona można było się zastanawiać, w którą stronę pójdą teraz Avengers. Poprzednia seria miała ogromny rozmach, mnóstwo bohaterów, mitologii i wydarzeń, które momentami naprawdę potrafiły przytłoczyć. Jed MacKay postanowił trochę zmienić podejście. Nadal mamy historię z dużą skalą, ale tym razem najważniejsza jest sama drużyna.
Na czele Avengers staje Kapitan Marvel, a obok niej pojawiają się między innymi Iron Man, Thor, Scarlet Witch i Vision. To zestawienie samo w sobie brzmi jak przepis na dobrą zabawę, ale MacKay nie traktuje bohaterów jak jednej, idealnie współpracującej maszyny. Każdy ma własne zdanie, charakter i sposób działania.

Kang znowu miesza w czasie
Głównym motorem wydarzeń jest oczywiście Kang. Trudno chyba znaleźć przeciwnika bardziej kojarzącego się z Avengers i jednocześnie bardziej problematycznego dla scenarzysty. MacKay znalazł jednak całkiem ciekawy punkt wyjścia. Kang posiada praktycznie wszystko, czego mógłby chcieć, ale brakuje mu jednej konkretnej chwili. Nie jest to więc kolejna historia w stylu „Kang pojawia się i trzeba go pokonać”. Jego działania są przede wszystkim początkiem większej intrygi.
Marvel spotyka Króla Artura
Jednym z ciekawszych elementów Niemożliwego Miasta jest połączenie superbohaterskiego Marvela z legendami arturiańskimi. Rycerze Okrągłego Stołu, Król Artur czy Lancelot mogliby wydawać się czymś kompletnie oderwanym od typowej historii Avengers, ale MacKay potrafi wpasować ich w swoją opowieść. I właśnie takie połączenia sprawiają, że…

Avengers, których chce się czytać
Największą zaletą tomu jest jednak to, że bardzo dobrze wykorzystuje samych Avengers. To może zabrzmieć banalnie, ale w przypadku tak dużej drużyny nie zawsze jest to oczywiste. Tutaj poszczególni bohaterowie mają swoje momenty i nie czujemy, że część zespołu została dodana wyłącznie jako tło.
Rysunki robią robotę
Za rysunki odpowiadają Ivan Fiorelli i C.F. Villa. Ich styl dobrze pasuje do tego, co dzieje się w scenariuszu. Komiks jest dynamiczny i efektowny, ale nie próbuje na siłę robić z każdej strony wielkiego widowiska.
Najlepiej wypadają oczywiście większe sceny. Kiedy na jednej stronie pojawia się cała drużyna, kosmiczna konstrukcja albo większa bitwa, widać, że artyści mieli tutaj spore pole do popisu. Niemożliwe Miasto samo w sobie jest świetnym materiałem dla rysowników, bo pozwala na tworzenie dużych, efektownych kadrów. Oprawa graficzna nie jest może czymś, co całkowicie wyrwie z butów, ale bardzo dobrze spełnia swoje zadanie.
Sprawdź też: Avengers. Zebrani. Tom 13 – recenzja komiksu – Jason Aaron mówi Avengersom „do widzenia”

Dobry powrót Avengers
Avengers. Niemożliwe Miasto. Tom 1 to przede wszystkim bardzo solidny początek nowej serii. Jed MacKay nie próbuje kopiować Jasona Aarona i chyba właśnie dzięki temu ten tom działa tak dobrze. Dostajemy inną energię, inny sposób prowadzenia drużyny i zdecydowanie bardziej klasyczną superbohaterską przygodę.
Nie wszystko jest tutaj idealne. Fabuła momentami jest przeładowana, a liczba różnych pomysłów potrafi przytłoczyć. Mimo wszystko trudno odmówić temu komiksowi rozmachu. MacKay dobrze wykorzystuje potencjał Avengers i pokazuje, że nawet po tak długiej serii można jeszcze znaleźć dla nich interesujący kierunek.
Sprawdź też: Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera – recenzja komiksu – Mądry Sinister po szkodzie

