MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Śmierć na Nilu – recenzja filmu. Parostatek, nudna śmierć.

Kenneth Branagh, reżyser nominowanego do tegorocznych Oscarów Belfastu, kontynuuje adaptowanie serii kryminalnych powieści pióra Agathy Christie. Po Morderstwie w Orient Ekspresie z 2017 roku detektyw Hercule Poirot zawita na wody jednej z najdłuższych rzek na świecie i rozwiąże tajemnicę morderstwa jednego z pasażerów parowca „Karnak”. Czy przeszło 80-letnia książka na ekranie zapachnie wiekową nieświeżością, czy obsada pełna gwiazd tchnie w literaturę oddech godny królowej kryminału?

Śmierć na Nilu – recenzja filmu. Parostatek, nudna śmierć.

Belgijski dżentelmen spędza tym razem wakacje w Egipcie. U podnóży Sfinksa spotyka dawnego przyjaciela Bouca, zaproszonego na podróż poślubną wraz z nowożeńcami – znaną i bogatą Linnet Ridgeway oraz pochodzącego z klasy robotniczej Simona Doyle’a. Poirot otrzymuje od panny młodej specjalne zadanie – ma pilnować jej i gości w wypadku niespodziewanego pojawienia się Jacqueline de Bellefort, byłej narzeczonej Simona, zrozpaczonej po opuszczeniu jej na rzecz przyjaciółki. Gdy ta pojawia się na statku, którym weselnicy podróżują w kierunku Abu Simbel, napięcie stopniowo rośnie, a po śmierci jednego z pasażerów, podejrzenia detektywa spadają na każdego wycieczkowicza. W zbrodnię zamieszane są wielkie pieniądze – nie ma więc człowieka, który mógłby pozostać poza kręgiem podejrzeń.

Fotos z filmu Śmierć na Nilu

Znana forma, znane twarze

Kilkanaście postaci, jeden środek transportu i pragnący prawdy detektyw – z pewnością brzmi znajomo. Względem powieściowego pierwowzoru, film korzysta z tej samej formuły „whodunnit” („kto zabił”), co kryminały pisane i ekranowe, na czele z nominowanym do Oscara Na noże (już zapowiedziano drugą i trzecią część antologii o przygodach Benoit Blanca). Nawet przypadek filmu Riana Johnsona, ale również sukcesu Morderstwa w Orient Expressie udowadnia, że ten typ opowieści nie znudził się widowni, a nawet klasyka adaptowana już przez kino i telewizję może dostać swoje drugie życie. Branagh wspomaga się dodatkowo wziętymi nazwiskami gwiazd. W Ekspresie zachwycano się obecnością Judi Dench, Willema Defoe, Johnny’ego Deppa i Penélope Cruz, a Śmierci na Nilu przyświeca blask sławy Gal Gadot czy Emmy Mackey. Nie każdy z aktorów przetrwał próbę czasu – w obsadzie nakręconego przed pandemią filmu znalazł się Armie Hammer, zwolniony z każdego kolejnego projektu po serii oskarżeń o znęcanie się nad partnerkami. Nawet bez udanych prób zamaskowania jego obecności w kampanii promocyjnej obsada Śmierci… wydaje się nieco uboższa od poprzedniej. Nie działa więc czynnik zbyt często oglądanych twarzy, gdyż widz nieobyty z obliczami Sophie Okonedo, Jennifer Saunders czy nawet Russella Branda nie poczuje obcości związanej z osadzeniem celebrytów w gatunkowych ramach i rolach ludzi z nizin społecznych.

Fotos z filmu Śmierć na Nilu

Bohater nie do końca zbiorowy

Ciągłe napięcie relacji burżuazji i sług, sprowadzonych do jednego poziomu przez wspólne niebezpieczeństwo i razem postawionych w stan oskarżenia, wybrzmiewa głośno i wyraźnie. Co właściwie zaskakujące, bohaterem filmu nie jest jednak zbiorowy przekrój przez społeczeństwo brytyjskie dwudziestolecia międzywojennego. Od tła wyraźnie odstaje Poirot, którego historię poznajemy w prologu nakręconym monochromatycznie, wyjaśniającym jak na twarzy detektywa znalazł się sumiasty wąs. Więcej miejsca poświęcono zwierzeniom Belga, gdyż kryminalna zagadka nagle staje się, bardziej niż zwykle, osobistymi porachunkami. Przeniesienie akcentu, zostawiając historię dwutorowemu biegowi, urozmaica wydarzenia na ekranie, ubogacając również interpretacje postaci w wykonaniu reżysera. Branagh w przekonujący sposób jest w stanie połączyć ciężką fasadowość nieomylnego fachowca z nieodłącznym humorem Poirota. Pozostałych bohaterów w większości obsadzono równie przyzwoicie, choć trójkąt miłosny Gadot-Mackey-Hammer, poza długą sceną przepełnionego eksplicytnym erotyzmem tańca, nie dają uwierzyć w swoje płomienne uczucia (być może to wina niezmazywalnego uszczerbku na wizerunku ostatniego z aktorów).

Fotos z filmu Śmierć na Nilu

Hollywoodzka średnia

Konsensusem wśród widowni poprzedniego filmu zdaje się opinia, że Branagh stworzył adaptację poprawną i bez ciekawszego wykorzystania między dzisiejszą interpretacją a tekstem z poprzedniej epoki. Po seansie Śmierci… takie zarzuty można powtórzyć, gdyż właściwie bliźniacza maniera prowadzenia historii i po raz kolejny egzotyka miejsca pokazywana za pomocą dalekiego od spełnienia CGI spłycają wewnętrzne bolączki detektywa. Poprawność i bezpieczna niewyrazistość, melodramat z domieszką intrygującego śledztwa nie oferuje sobą nic sprawiającego, że do kina trzeba się wybrać. Jeśli jednak trafi się już przed wielki ekran, Śmierć na Nilu opowiada historię dość wartko, choć także płytko. Słowem, to seans z gatunku bezobjawowych – nie zostaje po nim nic, co wskazywałoby, że oglądający spędził z filmem dwie godziny. Połączenie Nilu, statku i Kennetha Branagha przyniosło raczej martwotę niż parę w kotłach wiekowego kryminału.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ