Jurrasic World: Dominion – recenzja filmu. Wielki placek Triceratopsa.

Pomimo rozczarowującej części drugiej, przez skuteczną kampanię marketingową mój hype na zwieńczenie trylogii Jurrasic World rósł z każdym dniem. Na moje nieszczęście wybrałem się na premierę tego czegoś do kina. Przepraszam, ale filmem tego nie mogę nazwać. Ostatnio dokonałem rewatchu na Blu-ray, dzięki uprzejmości Moje Filmy. Czy moje odczucia się zmieniły?

Taking one last look at my friends

Na wstępie rozwieję wątpliwości. Nie, nie zmieniły się, a wręcz pogłębiły. O tym jednak trochę później. Najpierw zajmijmy się tematem obsady. Obyło się bez większych niespodzianek, do swoich ról wrócili wszyscy, oczywiście z Chrisem Prattem i Bryce Dallas Howard na czele. Do tego swoista wisienka na torcie i fan service godny No Way Home, czyli udział Jeffa Goldbluma, Sama Neila oraz Laury Dern.  Jak miało się później okazać, lepiej byłoby, gdyby nigdy w tym projekcie nie wzięli udziału.

Scenariuszem zajął się nieudolny duet Colin Trevorrow oraz Emily Carmichael, ten pierwszy był też reżyserem. Patrząc na jakość tej produkcji, od razu przypomina się przypadek JJ Abramsa oraz Gwiezdnych Wojen. Co łączy tych panów? Obydwoje zrobili bezpieczną część pierwszą w powracającej trylogii kultowej franczyz, a później tragicznie ją zwieńczyli. Dlaczego aż tak obrażam Dominon?

Karykatura filmu

Moja tolerancja na głupoty w filmie jest ogromna. Naprawdę, przecież jestem osobą, która konsumuje MCU bez opamiętania. Niestety twórcy Jurrasic World zostali prawdziwymi trendsetterami, można śmiało powiedzieć, że wyznaczyli nową skalę. Czego? Tego, jak bardzo można zepsuć kino rozrywkowe.

Nie jestem w stanie nawet zliczyć głupot scenariuszowych, które tutaj występują. Najbardziej w pamięć wpadł mi kompletnie niepotrzebny i bardzo dziwny wątek ogromnych szarańczy. To nie jest niestety najgorsze. Co jeszcze bardziej mnie uderzyło? To, że przez cały czas miałem wrażenie, że osoby odpowiedzialne za ten „film” nie wiedzą, co robią. Gdyby zabrać stamtąd dinozaury, to byłoby to typowe, generyczne kino akcji. Serio. Jak Owen zaczął jeździć na motorze po mieście i ścigać się z raptorami, to miałem wrażenie, że oglądam Bonda dla ubogich po roku w Rosji.

Mało wam? Spokojnie, na pewno znajdzie się tego więcej. Czarę goryczy przelało u mnie nadużywanie uspokajania dinusiów. Kojarzycie na pewno ten moment z pierwszej części, kiedy bohater Chrisa Pratta trenuje swoje raptory? Targetuje je wtedy ręką, niczym psy i w ten sposób sprawuje nad nimi kontrolę. Dziwne? Niby tak, ale dało się to zaakceptować. Czemu w Dominon nie jest to takie łatwe? Bo on to tam robi co chwilę i to na różnych gatunkach. Ja nie wiem, kto tam klepał te pomysły, ale może sobie przybić piątkę z twórcami Tajemnic Dumbledore’a.

Niepotrzebny powrót

Czy potrafię ucieszyć się z fan service’u? Ku*wa, oczywiście, że tak. Byłem na No Way Home cztery razy w kinie. Dlaczego tutaj nie wystarczył mi powrót starej obsady? Bo był zrobiony totalnie na siłę i bez żadnego pomysłu. Rozmowy Ellie i Granta były tragicznie napisane i miałem wrażenie, że Sam Neil i Laura Dern, sami byli zażenowani w co dali się wciągnąć.

Wielu z Was pewnie powie, że ALE GOLDBLUM TO URATOWAŁ TEN FILM. Niestety nie tym razem! Jeff był właściwie sobą i to jakoś dało się oglądać, ale sprowadzili go do roli comic reliefa i właściwie na tym skończyło się wykorzystanie jego postaci. Szkoda, bo w drugiej odsłonie wydawało się, że mają na niego jakiś lepszy pomysł.

Spalić to zanim złoży jaja

Serdecznie nie polecam tracenia czasu na ten filmopodobny wytwór. Nawet na dinozaury niespecjalnie można tutaj popatrzeć, bo chowa się twarz w dłoniach przez załamanie nerwowe zafundowane przez twórców. Przecież oni musieli mieć jakieś test screeningi, czy tam naprawdę nikt nie powiedział: „Ej, ale wiecie, że zrobiliście właśnie kupę triceratopsa?”. Nie? To powinien.

Miałem nadzieję, że chociaż obejrzę jakieś making of i będę widział, jak aktorzy mrugają dwa razy, wołając o pomoc. Niestety, podstawowa wersja Blu-ray nie zawiera dodatków, więc możemy jedynie „podziwiać” dziwne wygibasy na lodzie, czy motocyklowe rajdy godne Szybkich i Wściekłych. Nie wiem, jak można by naprawić tę produkcję. Chciałbym jednak, żeby ta przygoda w świecie dinozaurów potoczyła się inaczej. Pamiętajcie, jeżeli chcecie odbyć seans Jurrasic World: Dominion, to te 147 minut lepiej poświęcić na siłownię albo spacer. Zaufajcie mi!

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]