REKLAMA

Platformówki 3D wracają do łask? A czy one w ogóle gdzieś odeszły?

Kuba Hertel

Opublikowano: 2 listopada 2026

platformówki 3D w 2026
Spis treści

Co jakiś czas słyszymy o wielkim powrocie platformówek 3D. Tylko czy ten gatunek kiedykolwiek naprawdę zniknął? Od Kangurka Kao i Garfielda po Duskfade – sprawdzamy, dlaczego trójwymiarowe platformówki wciąż mają się dobrze.

Odnoszę wrażenie, że w branży gier wideo regularnie przewijają się teksty typu: „Platformówki 3D wracają do łask!”. Wystarczy premiera nowej odsłony znanej serii albo zapowiedź kolorowej przygody inspirowanej klasykami z PlayStation, żebyśmy ponownie zaczęli mówić o wielkim renesansie gatunku. I za każdym razem zastanawiam się nad jednym – czy platformówki rzeczywiście muszą nieustannie wracać? Bo odnoszę wrażenie, że one tak naprawdę nigdy nigdzie nie odeszły.

Oczywiście trudno zaprzeczyć, że czasy największej popularności Crash Bandicoot, Spyro czy Banjo-Kazooie mamy już za sobą. Kiedyś niemal każdy większy wydawca marzył o własnej platformowej maskotce, a trójwymiarowe skakanie było jednym z symboli kolejnych generacji konsol. Dzisiaj gatunek znacznie rzadziej trafia na pierwsze strony branżowych portali. 

REKLAMA

Problem w tym, że mniejsza popularność wcale nie oznacza braku interesujących produkcji.Wystarczy spojrzeć na ostatnie pięć lat, w których nie brakowało zarówno powrotów zapomnianych bohaterów, jak i zupełnie nowych marek, próbujących odnaleźć własne miejsce na rynku. Dlatego zamiast po raz kolejny ogłaszać wielki powrót platformówek 3D, przyjrzyjmy się jedenastu grom, które pokazują, że ten gatunek cały czas miał się czym pochwalić.

Powrót bohaterów, za którymi zdążyliśmy się stęsknić

Yooka-Replaylee (2025) – Banjo-Kazooie może spać spokojnie. Albo wręcz przeciwnie

Kiedy w 2017 roku na rynku pojawiło się Yooka-Laylee, oczekiwania były ogromne. Trudno się temu dziwić, ponieważ za produkcją stali byli pracownicy Rare, odpowiedzialni między innymi za kultowe Banjo-Kazooie. Niestety, pomimo niezaprzeczalnego uroku, gra nie spełniła wszystkich pokładanych w niej nadziei.

Dlatego wydane w 2025 roku Yooka-Replaylee jest czymś więcej niż kolejnym odświeżeniem oprawy graficznej. Twórcy postanowili przebudować wiele elementów oryginału, poprawić sterowanie, kamerę, tempo rozgrywki i rozbudować zawartość. W efekcie przygoda sympatycznego kameleona i jego nietoperzej towarzyszki stała się znacznie przyjemniejsza.

Największą atrakcją pozostają rozległe, kolorowe światy, w których niemal za każdym zakrętem czeka kolejny sekret. To klasyczny collectathon, czyli platformówka opierająca się przede wszystkim na eksploracji i zbieraniu przedmiotów. Jeżeli lubiliście godzinami przeszukiwać lokacje w Spyro albo Banjo-Kazooie, poczujecie się tutaj jak w domu.

Oczywiście, nie wszystkie problemy oryginału udało się wyeliminować. Niektóre wyzwania nadal sprawiają wrażenie niezbyt inspirujących, a nadmiar znajdziek potrafi osłabić satysfakcję z odkrywania świata. Niemniej to obecnie zdecydowanie najlepszy sposób, aby poznać przygody Yooki i Laylee.

Kangurek Kao (2022) – polski kangur wciąż potrafi skakać

Dla wielu polskich graczy Kangurek Kao jest postacią równie nostalgiczną, co Crash Bandicoot czy Spyro. Marka stworzona przez rodzime Tate Multimedia doczekała się w 2022 roku nowej odsłony, która miała przywrócić bohatera współczesnym odbiorcom.

Nowy Kao the Kangaroo to klasyczna platformówka 3D z kolorowymi poziomami, prostym systemem walki, ukrytymi znajdźkami i mnóstwem skakania. Tytułowy bohater korzysta z magicznych rękawic bokserskich, które pozwalają mu nie tylko rozprawiać się z przeciwnikami, ale również pokonywać wybrane przeszkody.

Największą siłą gry jest jej bezpretensjonalność. Kao nie próbuje udawać ogromnej produkcji AAA. Zamiast tego oferuje kilkugodzinną przygodę, która przypomina czasy, gdy ukończenie kolejnego poziomu i znalezienie wszystkich sekretów były wystarczającym powodem do satysfakcji.

Nie oznacza to jednak, że wszystko działa tutaj idealnie. Walka bywa zbyt prosta, projekt poziomów nie zawsze zachwyca pomysłowością, a produkcji zdarzają się techniczne niedociągnięcia. Mimo tego trudno odmówić jej uroku. Choć Kangurek Kao nie wrócił w glorii i chwale, na jaką liczyli jego najwierniejsi fani, to nadal przyzwoita propozycja dla wszystkich, którzy tęsknią za nieskomplikowanymi platformówkami z czasów PlayStation 2.

Sprawdź naszą recenzję: Kangurek Kao (2022) – recenzja gry. Sentymentalny powrót do młodzieńczych lat.

Nikoderiko: The Magical World (2024) – Crash Bandicoot i Donkey Kong mają godnego naśladowcę

Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałaby platformówka łącząca najlepsze elementy Crash Bandicoot i Donkey Kong Country, Nikoderiko: The Magical World może okazać się odpowiedzią na to pytanie. Produkcja studia VEA Games jest bowiem prawdziwym listem miłosnym do klasycznych przedstawicieli gatunku.

Głównymi bohaterami są Niko i Luna, dwójka sympatycznych poszukiwaczy przygód, którzy trafiają na tajemniczą wyspę. Kiedy cenny artefakt wpada w ręce złowrogiego Grimbalda, rozpoczyna się wyprawa przez kolorowe krainy pełne przeciwników, sekretów i wymagających przeszkód.

Największą zaletą gry jest umiejętne połączenie klasycznych poziomów 2,5D z trójwymiarowymi etapami. W jednej chwili przemierzamy lokacje przypominające przygody Donkey Konga, aby za moment znaleźć się w sekwencji przywodzącej na myśl kultowego Crasha. Do tego dochodzą przejażdżki na zwierzętach, ucieczki przed zagrożeniami, efektowne walki z bossami i mnóstwo znajdziek. Na szczególną uwagę zasługuje także oprawa audiowizualna. Kolorowe, szczegółowe światy prezentują się naprawdę atrakcyjnie, a za ścieżkę dźwiękową odpowiada David Wise, legendarny kompozytor znany między innymi z Donkey Kong Country.

Oczywiście Nikoderiko nie jest produkcją szczególnie oryginalną. Twórcy tak mocno inspirują się klasykami, że niektóre pomysły wydają się niemal żywcem zaczerpnięte z innych gier. Tyle że kiedy poziomy są dobrze zaprojektowane, a sterowanie daje satysfakcję, trudno uznać to za poważną wadę. Dodatkowym atutem jest możliwość wspólnego przechodzenia kampanii w lokalnej kooperacji. Jeśli więc szukacie platformówki przypominającej złote lata gatunku, zdecydowanie warto dać Nikoderiko: The Magical World szansę.

Bubsy 4D (2026) – jeden z najbardziej zaskakujących powrotów ostatnich lat

Nie oszukujmy się, Bubsy raczej nie jest bohaterem, którego gracze wspominają z takim samym sentymentem jak Crasha czy Spyro. Wręcz przeciwnie. Jego trójwymiarowy debiut z 1996 roku do dzisiaj uchodzi za przykład tego, jak nie należy projektować platformówek.

Tym bardziej zaskakuje fakt, że wydane w 2026 roku Bubsy 4D okazało się naprawdę udanym powrotem. Za produkcję odpowiada studio Fabraz, które postawiło przede wszystkim na dynamiczny system poruszania się, pozwalający łączyć skoki, szybowanie, toczenie się i kolejne akrobacje. Gra zachęca do wykorzystywania rozpędu, odkrywania skrótów oraz poprawiania wyników na poszczególnych poziomach.

Sam Bubsy również nie stracił charakterystycznego poczucia humoru i zamiłowania do komentowania niemal wszystkiego, co dzieje się na ekranie. Tym razem jednak jego osobowość stanowi dodatek do rozgrywki, która rzeczywiście potrafi dostarczyć sporo frajdy. Niektórym mogą przeszkadzać niezbyt rozbudowane lokacje i stosunkowo prosty system walki, ale trudno nie docenić zmian względem wcześniejszych odsłon serii. Kto by pomyślał, że w 2026 roku będziemy mogli polecać nowego Bubsy’ego bez większego zażenowania? A jednak!

Kolorowe światy i bohaterowie, których warto poznać

Lil Gator Game (2022) – mały aligator, wielka przygoda i jeszcze większe serce

Nie każda platformówka potrzebuje wymagających walk z bossami, skomplikowanych zagadek czy ratowania świata przed wielkim zagrożeniem. Czasami wystarczy niewielka wyspa, grupa sympatycznych przyjaciół i odrobina dziecięcej wyobraźni. Właśnie na takich fundamentach opiera się Lil Gator Game, niezwykle urocza produkcja studia MegaWobble, która zadebiutowała w 2022 roku.

Wcielamy się w małego aligatora, który próbuje przekonać swoją starszą siostrę do wspólnej zabawy. Problem w tym, że ta jest pochłonięta nauką i nie ma czasu na kolejne przygody. Nasz bohater postanawia więc zorganizować na wyspie wielką grę, angażując w nią napotkanych przyjaciół. Całość przypomina nieco The Legend of Zelda, ale w znacznie bardziej kameralnym, beztroskim wydaniu.

Największą zaletą Lil Gator Game jest swoboda eksploracji i niezwykle przyjemny system poruszania się.Możemy wspinać się po skałach, szybować nad przepaściami, pływać czy zjeżdżać ze wzgórz. Wyspa została zaprojektowana w taki sposób, aby niemal każdy zakamarek zachęcał do odkrywania kolejnych sekretów, a przemieszczanie się między lokacjami samo w sobie sprawiało mnóstwo satysfakcji.

Nie zabrakło również systemu tworzenia przedmiotów. Zbierając materiały po niszczeniu kartonowych przeciwników, możemy przygotowywać nowe zabawki, elementy wyposażenia i akcesoria, które urozmaicają rozgrywkę. Co ciekawe, gra całkowicie rezygnuje z tradycyjnego paska zdrowia, dzięki czemu możemy skupić się na zabawie bez obawy o nieustanne powtarzanie trudniejszych fragmentów.

I choć brzmi to jak propozycja skierowana przede wszystkim do najmłodszych, Lil Gator Game potrafi również zaskoczyć emocjonalną historią. Pod płaszczykiem dziecięcej przygody kryje się bowiem opowieść o dorastaniu, relacjach rodzinnych i tym, jak trudno czasami pogodzić obowiązki z potrzebą zwyczajnej zabawy. Oczywiście osoby szukające wymagających wyzwań zręcznościowych mogą poczuć niedosyt. Produkcja jest stosunkowo krótka, a poziom trudności pozostaje niski. Jednak to właśnie jej beztroski charakter sprawia, że tak łatwo się w niej zakochać.

Warto również wspomnieć, że w lutym 2026 roku gra doczekała się dużego dodatku In the Dark, który pozwala odkrywać podziemne jaskinie, poznawać nowych bohaterów i korzystać z dodatkowych umiejętności. Jeżeli więc ominęliście tę niewielką perełkę przy premierze, trudno o lepszy moment, aby nadrobić zaległości.

Bang-On Balls: Chronicles (2023) – polska platformówka, w której rządzi chaos

POLAND CAN INTO SPACE! Na pierwszy rzut oka Bang-On Balls: Chronicles może wyglądać jak kolejna niewielka produkcja oparta na absurdalnym pomyśle, a konkretnie – country ballach. W końcu wcielamy się tutaj w kulkę z twarzą, która przemierza kolejne światy, odbija się od przeszkód i sieje zamieszanie. Tymczasem pod tą niepozorną otoczką kryje się jedna z ciekawszych współczesnych platformówek 3D nastawionych na eksplorację.

Za grę odpowiada polskie Exit Plan Games, studio założone przez doświadczonych deweloperów, którzy postanowili przygotować własną wariację na temat klasycznych collectathonów. Inspiracje takimi produkcjami jak Super Mario 64 czy Banjo-Kazooie są tutaj widoczne niemal na każdym kroku.

Zamiast prowadzić gracza przez serię niewielkich, liniowych poziomów, twórcy oddali nam do dyspozycji rozbudowane lokacje inspirowane różnymi epokami historycznymi i kulturami. Możemy eksplorować ich zakamarki, wykonywać zadania, walczyć z przeciwnikami i zbierać mnóstwo przedmiotów. Co ważne, otoczenie jest w dużej mierze interaktywne, a niszczenie kolejnych elementów świata stanowi istotną część zabawy.

Samo poruszanie się kulistym bohaterem jest niezwykle przyjemne. Gra zachęca do eksperymentowania z fizyką, szukania skrótów i odkrywania kolejnych sekretów. Do tego dochodzi rozbudowana personalizacja postaci oraz możliwość wspólnej zabawy. Nie wszystko działa tutaj perfekcyjnie. Momentami liczba aktywności potrafi przytłoczyć, system walki jest dość prosty, a wszechobecny chaos nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak trudno odmówić tej produkcji kreatywności.

Bang-On Balls: Chronicles pokazuje, że klasyczna platformówka 3D nie musi kurczowo trzymać się rozwiązań sprzed dwóch dekad. Wystarczy dać graczom ciekawy świat, mnóstwo sekretów i swobodę działania, żeby stworzyć coś naprawdę angażującego. A fakt, że za grą stoi polskie studio, jest dodatkowym powodem, aby się nią zainteresować.

SpongeBob SquarePants: Titans of the Tide (2025) – Bikini Dolne ponownie zaprasza

Gry oparte na popularnych kreskówkach mają nierówną historię, ale SpongeBob jest jednym z bohaterów, którzy doczekali się kilku naprawdę udanych platformówek. Wystarczy przypomnieć Battle for Bikini Bottom czy wydane w 2023 roku The Cosmic Shake. W 2025 roku dołączyło do nich SpongeBob SquarePants: Titans of the Tide, czyli kolejna trójwymiarowa przygoda przygotowana przez Purple Lamp.

Tym razem konflikt pomiędzy Latającym Holendrem a królem Neptunem sprowadza na Bikini Dolne nadprzyrodzone problemy. SpongeBob i Patryk muszą wspólnie opanować sytuację, wykorzystując swoje wyjątkowe zdolności. Najciekawszym elementem rozgrywki jest możliwość płynnego przełączania się pomiędzy bohaterami. Każdy z nich dysponuje innymi umiejętnościami, które wykorzystujemy podczas eksploracji, rozwiązywania zagadek i pokonywania przeszkód.

Produkcja stawia na kolorowe poziomy, humor znany z animacji i tradycyjne platformowe wyzwania. Nie próbuje na siłę komplikować sprawdzonych mechanik, dzięki czemu może spodobać się zarówno młodszym graczom, jak i dorosłym, którzy dorastali przy przygodach mieszkańców Bikini Dolnego. To właśnie jeden z najlepszych przykładów, że platformówka oparta na znanej licencji nie musi być produkcją przygotowaną wyłącznie po to, żeby wykorzystać popularność bohaterów.

Tchia (2023) – tropikalna przygoda, w której ogranicza nas tylko wyobraźnia

Co powiecie na platformówkę, w której zamiast pokonywać kolejne liniowe poziomy, możemy swobodnie eksplorować tropikalny archipelag, wspinać się na drzewa, szybować nad wyspami, a nawet przejmować kontrolę nad zwierzętami? Właśnie taką przygodę oferuje Tchia, niezwykle urokliwa produkcja studia Awaceb, która zadebiutowała w 2023 roku.

Wcielamy się w tytułową dziewczynkę, która wyrusza na poszukiwania swojego porwanego ojca. Akcja rozgrywa się na fikcyjnym archipelagu inspirowanym Nową Kaledonią, a twórcy zadbali o to, aby lokalna kultura, muzyka i krajobrazy stanowiły integralną część całej przygody. To jeden z tych wirtualnych światów, w których często mamy ochotę po prostu zatrzymać się na chwilę i podziwiać otoczenie.

Największą atrakcją Tchia jest jednak mechanika Soul Jumping, która pozwala bohaterce przejmować kontrolę nad napotkanymi zwierzętami oraz przedmiotami. Możemy zamienić się w ptaka i wzbić w powietrze, przemierzać podwodne głębiny jako ryba, a nawet wykorzystać pozornie zwyczajne przedmioty do rozwiązywania zagadek i pokonywania przeszkód. Dzięki temu eksploracja staje się niezwykle kreatywna, a odkrywanie kolejnych możliwości daje mnóstwo satysfakcji.

Nie oznacza to jednak, że zabrakło tutaj klasycznych elementów platformówek. Bohaterka może swobodnie wspinać się po niemal każdej powierzchni, skakać między przeszkodami, korzystać z szybowca czy wykonywać efektowne akrobacje. Sam system poruszania się jest na tyle przyjemny, że przemierzanie świata potrafi być ciekawsze od wykonywania głównych zadań. Do tego dochodzi żeglowanie, zbieranie znajdziek, personalizacja postaci i gra na ukulele, które nie jest wyłącznie kosmetycznym dodatkiem.

Oczywiście Tchia nie jest produkcją idealną. Niektóre aktywności szybko stają się powtarzalne, system walki pozostawia nieco do życzenia, a otwarty świat momentami sprawia wrażenie zbyt pustego. Trzeba również zaznaczyć, że mamy tutaj do czynienia przede wszystkim z przygodową grą eksploracyjną, a nie tradycyjną platformówką nastawioną na precyzyjne skakanie.

Mimo wszystko Tchia to jedna z najbardziej pomysłowych i urzekających przygód ostatnich lat. Jeżeli cenicie w platformówkach przede wszystkim odkrywanie sekretów, eksperymentowanie z mechanikami i swobodę przemieszczania się po świecie, zdecydowanie warto dać jej szansę. Szczególnie że pod względem atmosfery i radości płynącej z eksploracji trudno znaleźć wiele podobnych produkcji.

The Smurfs: Dreams (2024) – niepozorny konkurent dla Super Mario 3D World

Kiedy słyszymy o kolejnej grze ze Smerfami, trudno oczekiwać czegoś wybitnego. Tymczasem The Smurfs: Dreamsjest jedną z tych produkcji, które potrafią pozytywnie zaskoczyć. Wydana w 2024 roku platformówka studia Ocellus zabiera nas do fantastycznych światów snów, w których musimy uratować Smerfy przed planem Gargamela.

Rozgrywka przypomina momentami Super Mario 3D World. Przemierzamy kolorowe, pomysłowo zaprojektowane poziomy, pokonujemy przeszkody, rozwiązujemy zagadki i wykorzystujemy nowe zdolności. Największą atrakcją są jednak same światy, które potrafią zaskoczyć kreatywnością. Ponieważ cała przygoda rozgrywa się w krainie snów, twórcy mogli pozwolić sobie na znacznie więcej swobody w projektowaniu lokacji i mechanik.

Dodatkowym atutem jest możliwość zabawy w lokalnej kooperacji, dzięki czemu The Smurfs: Dreams świetnie sprawdza się jako propozycja do wspólnego grania. Nie jest to platformówka szczególnie wymagająca ani rewolucyjna, ale jej prostota okazuje się zaletą. Jeżeli szukacie przyjemnej, kolorowej przygody w stylu klasycznych produkcji Nintendo, naprawdę warto dać Smerfom szansę.

Nowe platformówki 3D, które chcą zostać przyszłymi klasykami

Duskfade (2026) – duch Jak and Daxter i Ratchet & Clank wciąż żyje

Jeżeli miałbym wskazać jedną produkcję z ostatnich lat, która szczególnie mocno próbuje przywołać atmosferę platformówek z PlayStation 2, byłoby to właśnie Duskfade. Gra studia Weird Beluga, wydana w sierpniu 2026 roku, zabiera nas do niezwykłego świata, w którym czas przestał płynąć, a wieczna noc pochłonęła krainę. Wcielamy się w młodego Ziriana, który wraz z mechanicznym towarzyszem Cuckoo wyrusza na ratunek swojej siostrze.

Już pierwsze materiały promocyjne przywoływały skojarzenia z Jak and Daxter, Ratchet & Clank czy nawet Kingdom Hearts. I rzeczywiście, Duskfade jest listem miłosnym do trójwymiarowych przygodówek akcji z początku XXI wieku.

Podczas rozgrywki przemierzamy kolorowe lokacje, pokonujemy rozbudowane sekwencje platformowe, korzystamy z nowych umiejętności i walczymy z przeciwnikami. Szczególnie udanie wypada połączenie eksploracji z dynamicznym przemieszczaniem się po otoczeniu. Nie jest to jednak produkcja pozbawiona problemów. System walki bywa dość płytki, a niektóre starcia nie zapewniają satysfakcji porównywalnej z pokonywaniem przeszkód. Również powracanie do wcześniej odwiedzonych miejsc potrafi być męczące.

Mimo wszystko Duskfade ma coś, czego brakuje wielu współczesnym produkcjom – poczucie uczestniczenia w klasycznej, pełnej przygód wyprawie, która nie potrzebuje ogromnego otwartego świata ani setek pobocznych aktywności. Dla fanów platformówek z czasów PlayStation 2 to niemal obowiązkowa pozycja.

Sprawdź naszą recenzję: Duskfade – recenzja gry. Piękna laurka dla platformówek

Penny’s Big Breakaway (2024) – od twórców Sonic Mania, ale zupełnie inaczej

Na koniec propozycja dla osób, którym zależy nie tylko na eksplorowaniu kolorowych światów, ale również na satysfakcjonującym systemie poruszania się. Za Penny’s Big Breakaway odpowiada studio Evening Star, założone przez twórców związanych wcześniej z Sonic Mania. Nie powinno więc dziwić, że jedną z największych zalet produkcji jest sposób, w jaki wykorzystuje prędkość i dynamikę ruchu.

Bohaterką jest Penny, młoda artystka, która za sprawą magicznego jojo zostaje wplątana w niezwykłą przygodę. Tytułowy przedmiot pozwala wykonywać efektowne sztuczki, przemieszczać się nad przepaściami i łączyć kolejne akrobacje. Penny’s Big Breakaway przypomina momentami połączenie klasycznej platformówki 3D z grą nastawioną na wykonywanie trików. Największą satysfakcję daje tutaj bowiem nie samo ukończenie poziomu, ale opanowanie systemu sterowania i wykorzystanie go do płynnego pokonywania kolejnych przeszkód.

Początki mogą być nieco wymagające, ponieważ sterowanie znacząco różni się od tego, do czego przyzwyczaiły nas tradycyjne platformówki. Nie pomaga również kamera, która w niektórych sytuacjach potrafi przeszkadzać. Kiedy jednak uda się opanować podstawy, produkcja pokazuje swój największy atut. To platformówka, w której samo poruszanie się po świecie potrafi sprawiać więcej przyjemności niż zbieranie nagród.

Astro Bot (2024) – platformówki nie umarły. Ta gra jest na to najlepszym dowodem

Jeżeli ktokolwiek potrzebował dowodu na to, że trójwymiarowe platformówki wciąż mają ogromny potencjał, Astro Bot dostarczył go w najbardziej spektakularny sposób. Produkcja studia Team Asobi, wydana we wrześniu 2024 roku na PlayStation 5, nie tylko zachwyciła graczy i recenzentów, ale również zdobyła tytuł Gry Roku podczas The Game Awards 2024. Tak, niewielki biało-niebieski robocik pokonał w walce o najważniejsze wyróżnienie takie produkcje jak Final Fantasy VII Rebirth, Black Myth: Wukong czy Metaphor: ReFantazio. I trudno o lepszy przykład tego, że klasyczne platformówki nadal mają swoje miejsce w branży gier wideo.

Tym bardziej że Astro Bot wcale nie próbuje na siłę rewolucjonizować gatunku. Zamiast tego bierze wszystko, za co pokochaliśmy Super Mario Galaxy, Crash Bandicoot czy inne klasyczne platformówki, a następnie rozwija te rozwiązania z ogromną kreatywnością. Wcielamy się w sympatycznego robota, który przemierza kolejne galaktyki w poszukiwaniu zaginionych członków swojej załogi. Po drodze odwiedzamy dziesiątki różnorodnych planet, pokonujemy przeciwników, rozwiązujemy zagadki i odkrywamy sekrety.

Największą zaletą gry jest jednak niesamowita pomysłowość poszczególnych poziomów. Niemal każda kolejna lokacja wprowadza coś nowego – od specjalnych umiejętności bohatera, przez nietypowe przeszkody, aż po mechaniki, które potrafią całkowicie zmienić sposób poruszania się po świecie. Raz korzystamy z rękawic pozwalających wykonywać potężne ciosy i huśtać się nad przepaściami, innym razem zamieniamy się w gigantyczną gąbkę albo wykorzystujemy mechanicznego buldoga do błyskawicznego przemieszczania się. Wszystko to sprawia, że nawet po kilku godzinach zabawy produkcja nie przestaje zaskakiwać.

Na szczególną uwagę zasługuje również wykorzystanie możliwości kontrolera DualSense. Wibracje haptyczne i adaptacyjne spusty nie są tutaj jedynie technologiczną ciekawostką, ale integralną częścią rozgrywki. Dzięki nim możemy niemal poczuć podłoże, po którym porusza się Astro, czy opór towarzyszący korzystaniu z kolejnych gadżetów. Nie zabrakło również ogromnej liczby nawiązań do historii PlayStation. Podczas przygody spotykamy robotyczne wersje bohaterów znanych z takich marek jak God of War, Uncharted, The Last of Us czy Ape Escape, co dla wieloletnich fanów konsol Sony stanowi dodatkową atrakcję.

Oczywiście Astro Bot nie jest produkcją idealną. Podstawowa kampania może okazać się stosunkowo łatwa dla osób wychowanych na wymagających platformówkach z czasów pierwszego PlayStation, a część graczy zapewne chciałaby otrzymać nieco bardziej rozbudowane światy. Trudno jednak uznać to za poważne wady, szczególnie że dodatkowe wyzwania potrafią skutecznie sprawdzić nasze umiejętności.

Astro Bot udowadnia coś niezwykle istotnego – platformówki 3D nie potrzebowały wielkiego powrotu, ponieważ nigdy nie przestały być dobre. Potrzebowały jedynie produkcji, która ponownie przypomni szerokiej publiczności, jak wiele radości może dawać zwyczajne skakanie między platformami. I właśnie dlatego przygody małego robota powinny być obowiązkową pozycją dla każdego miłośnika gatunku.

Sprawdź naszą recenzję: Astro Bot [PS5] – Recenzja gry – To żadna rewolucja, ale…

Garfield – Escape from Monday (2026) – nawet największy leń musi czasem trochę poskakać

Garfield jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popkultury, ale trudno powiedzieć, żeby jego dotychczasowe przygody w grach wideo szczególnie zapisały się w historii branży. Owszem, pomarańczowy kocur pojawiał się w produkcjach wyścigowych, zręcznościowych czy przygodowych, jednak przez lata brakowało mu naprawdę interesującej trójwymiarowej platformówki. Wydane w 2026 roku Garfield – Escape from Monday postanowiło wreszcie zmienić ten stan rzeczy.

Za produkcję odpowiada studio OSome, a sama historia rozpoczyna się w sposób, który doskonale pasuje do charakteru tytułowego bohatera. Po zjedzeniu przygotowanej przez Jona szpinakowej lasagne Garfield zapada w głęboki sen, trafiając do koszmaru pełnego warzyw, bezcukrowych słodyczy i innych przerażających rzeczy. Aby się obudzić, musi przemierzyć kolejne światy i odzyskać to, co kocha najbardziej – prawdziwą lasagne.

Pod względem rozgrywki otrzymujemy klasyczną platformówkę 3D, która garściami czerpie z produkcji pokroju Crash Bandicoot czy Super Mario. Garfield może skakać, wspinać się po ścianach, zwijać w kulkę i pokonywać przeszkody, a dodatkowe możliwości zapewniają mu specjalne kostiumy. Przebranie indyka pozwala szybować w powietrzu, strój surfera ułatwia przemieszczanie się po wodzie, a kowbojski ekwipunek umożliwia korzystanie z lassa.

Do dyspozycji oddano trzy zróżnicowane światy, obejmujące ponad 40 poziomów wypełnionych przeciwnikami, sekretami i znajdźkami. Zbieranie kolejnych porcji lasagne stanowi przy tym ważny element zabawy, ponieważ pozwala odblokowywać przedmioty, którymi możemy następnie dekorować dom Jona. Nie zabrakło również znajomych postaci, takich jak Odie, Arlene czy Pooky, a także humoru charakterystycznego dla oryginalnych komiksów.

Nie oznacza to jednak, że Garfield – Escape from Monday jest produkcją pozbawioną problemów. Rozgrywka potrafi być zdecydowanie zbyt prosta, szczególnie dla osób wychowanych na bardziej wymagających platformówkach. System walki szybko staje się powtarzalny, kamera nie zawsze nadąża za akcją, a niektóre pomysły związane z kostiumami aż proszą się o lepsze wykorzystanie.

Mimo wszystko to jedna z przyjemniejszych growych przygód Garfielda, która udowadnia, że nawet najbardziej leniwy kot świata może odnaleźć się w klasycznej platformówce 3D. Jeżeli tęsknicie za kolorowymi, nieskomplikowanymi produkcjami z czasów PlayStation 2 albo po prostu lubicie sympatycznego kocura nienawidzącego poniedziałków, zdecydowanie warto dać jej szansę.

A co z platformówkami dla dwojga? Kooperacja ma się świetnie!

Mówiąc o platformówkach 3D, najczęściej przywołujemy produkcje przeznaczone dla jednego gracza. W końcu Crash, Spyro czy nawet Mario przez lata kojarzyli się przede wszystkim z samodzielnym pokonywaniem kolejnych poziomów. Jednak jednym z najciekawszych kierunków rozwoju gatunku jest kooperacja, która potrafi całkowicie zmienić sposób, w jaki podchodzimy do platformowych wyzwań.

Zamiast polegać wyłącznie na własnej zręczności, musimy współpracować, komunikować się i wykorzystywać umiejętności drugiego gracza. Co ważne, nie chodzi tutaj jedynie o możliwość przejścia kampanii we dwójkę. Najciekawsze produkcje projektują bowiem całe poziomy wokół współpracy, sprawiając, że bez odpowiedniego zgrania nie jesteśmy w stanie ruszyć dalej.

I choć nie wszystkie poniższe tytuły są tradycyjnymi platformówkami 3D, każdy pokazuje, jak wiele ciekawych pomysłów można zrealizować, łącząc skakanie, eksplorację i rozwiązywanie zagadek z zabawą we dwoje.

It Takes Two (2021) – platformówka, która udowodniła, że razem znaczy lepiej

Trudno rozmawiać o współczesnych platformówkach kooperacyjnych bez wspomnienia o It Takes Two. Produkcja studia Hazelight, wydana w marcu 2021 roku, okazała się jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tamtego roku. Co więcej, zdobyła tytuł Gry Roku podczas The Game Awards 2021, udowadniając, że nawet produkcja stawiająca przede wszystkim na współpracę dwóch graczy może rywalizować z największymi hitami branży.

Głównymi bohaterami są Cody i May, małżeństwo przechodzące poważny kryzys. Kiedy ich córka dowiaduje się o planowanym rozwodzie, za sprawą magii rodzice zostają zamienieni w niewielkie lalki. Aby powrócić do normalności, muszą wspólnie przemierzyć fantastyczny świat, który z pozoru zwyczajny dom zamienia w ogromny plac zabaw.

Największą zaletą It Takes Two jest niesamowita różnorodność mechanik, które zmieniają się niemal z każdym kolejnym rozdziałem. Raz otrzymujemy klasyczne wyzwania platformowe, innym razem musimy korzystać z magnesów, manipulować czasem, walczyć z przeciwnikami czy rozwiązywać zagadki wymagające perfekcyjnej współpracy. Co istotne, każdy z bohaterów dysponuje innymi umiejętnościami, dlatego żaden gracz nie jest tutaj wyłącznie dodatkiem do drugiego.

Nie zabrakło również pomysłowych walk z bossami, minigier i widowiskowych sekwencji, które regularnie zaskakują nowymi rozwiązaniami. To właśnie ta nieustanna kreatywność sprawia, że nawet po kilku godzinach trudno przewidzieć, co czeka nas za kolejnym zakrętem.

Oczywiście sama historia potrafi być momentami nieco zbyt dosłowna, a humor nie zawsze trafia w punkt. Niektóre fragmenty rozgrywki również wypadają słabiej od pozostałych. Trudno jednak odmówić twórcom pomysłowości i umiejętności projektowania wyzwań, które rzeczywiście wymagają współpracy.

It Takes Two jest doskonałym przykładem tego, że platformówki mogą opowiadać dojrzałe historie i jednocześnie zapewniać mnóstwo czystej, nieskrępowanej zabawy. Jeśli szukacie gry do wspólnego przejścia z drugą połówką lub znajomym, trudno o lepszy punkt wyjścia. Szczególnie że dzięki funkcji Friend’s Pass wystarczy, aby tylko jedna osoba posiadała grę.

Sprawdź naszą recenzję: Bo do tanga trzeba dwojga. „It takes two” – recenzja gry

Orbitals (2026) – kosmiczna kooperacja w klimacie anime z lat 90.

Jeżeli It Takes Two pokazało, jak wiele możliwości daje projektowanie rozgrywki wokół dwóch graczy, to Orbitals postanowiło rozwinąć ten pomysł, dorzucając do niego ogromną dawkę nostalgii za klasycznym anime. Produkcja studia Shapefarm, wydana we wrześniu 2026 roku wyłącznie na Nintendo Switch 2, jest jedną z ciekawszych tegorocznych propozycji dla miłośników wspólnego grania.

Wcielamy się w Maki i Omurę, dwójkę młodych podróżników kosmicznych, którzy wyruszają na niebezpieczną wyprawę, aby uratować swoją stację kosmiczną. Bohaterowie muszą przedostać się przez tajemniczą burzę i stawić czoła licznym zagrożeniom, a jedyną szansą na powodzenie misji jest ścisła współpraca.

Już na pierwszy rzut oka Orbitals wyróżnia się niezwykle charakterystyczną oprawą graficzną, inspirowaną japońskimi animacjami z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Kolorowe lokacje, projekty postaci i efektowne przerywniki filmowe sprawiają, że momentami można odnieść wrażenie uczestniczenia w interaktywnym serialu anime. To estetyka, która wyraźnie odróżnia grę od większości współczesnych platformówek.

Jednak to nie oprawa graficzna jest tutaj najważniejsza. Cała rozgrywka została zaprojektowana wokół asymetrycznej współpracy, co oznacza, że obaj gracze często dysponują różnymi narzędziami i muszą wykorzystywać je w odpowiedniej kolejności. Jeden może na przykład przyciągać elementy otoczenia, podczas gdy drugi korzysta z przygotowanych w ten sposób platform, aby dostać się w niedostępne wcześniej miejsce. Do tego dochodzą zagadki środowiskowe, sekcje zręcznościowe i bardziej widowiskowe fragmenty przygody.

Twórcy regularnie wprowadzają nowe pomysły, starając się unikać sytuacji, w której gracze przez kilka godzin powtarzają te same czynności. Szczególnie dobrze wypadają momenty, gdy rozwiązanie zagadki wymaga nie tylko zręczności, ale również odpowiedniej komunikacji i zrozumienia możliwości drugiej osoby. Nie wszystkie elementy są jednak równie dopracowane. Narracja nie zawsze dorównuje pomysłowości samej rozgrywki, a część wyzwań może wydawać się znajoma osobom, które wcześniej spędziły wiele godzin z produkcjami Hazelight.

Mimo wszystko Orbitals udowadnia, że kooperacyjne gry platformowo-przygodowe nadal mają ogromny potencjał, a charakterystyczna oprawa wizualna i sympatyczni bohaterowie sprawiają, że jest to jedna z tych produkcji, które zdecydowanie warto mieć na radarze. Zwłaszcza jeśli posiadacie Nintendo Switch 2 i szukacie czegoś do wspólnego ogrania.

Sprawdź też: Orbitals – recenzja gry. It Takes Two, ale jako sci-fi anime lat 80?

PHOGS! (2020) – dwa psy, jeden brzuch i mnóstwo dobrej zabawy

A co powiecie na platformówkę, w której zamiast dwójki niezależnych bohaterów sterujemy jednym stworzeniem mającym dwie głowy? Brzmi absurdalnie? Właśnie dlatego PHOGS! jest tak interesujące. Produkcja studia Bit Loom Games, wydana w grudniu 2020 roku, pokazuje, że czasami wystarczy jeden naprawdę dobry pomysł, aby stworzyć niezwykle sympatyczną grę kooperacyjną.

Wcielamy się w Reda i Blue, dwie psie głowy połączone jednym, wyjątkowo rozciągliwym tułowiem. Każdy gracz kontroluje jedną z nich, a naszym zadaniem jest wspólne przemierzanie kolorowych światów, rozwiązywanie zagadek i pokonywanie przeszkód. Co ciekawe, produkcję można ukończyć również samodzielnie, sterując obiema głowami jednocześnie.

Największą atrakcją PHOGS! jest sposób, w jaki wykorzystuje fizykę i wzajemne połączenie bohaterów.Możemy rozciągać ciało, przytrzymywać przedmioty, przeciągać się przez przeszkody czy wykorzystywać jedną głowę jako punkt zaczepienia dla drugiej. Wszystko wymaga odpowiedniego zgrania, choć często kończy się zabawnymi sytuacjami, kiedy każdy z graczy próbuje zrobić coś zupełnie innego.

Podczas przygody odwiedzamy trzy zróżnicowane światy: Food, Sleep i Play. Każdy z nich został zaprojektowany wokół innego motywu i oferuje własne zagadki oraz wyzwania zręcznościowe. Raz przemierzamy krainę pełną słodyczy i jedzenia, innym razem trafiamy do sennych lokacji wypełnionych poduszkami, aby za chwilę bawić się w świecie przypominającym ogromny plac zabaw.

Wszystko utrzymane jest w niezwykle uroczej, kolorowej stylistyce, która przywodzi na myśl najlepsze rodzinne produkcje Nintendo. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanej fabuły ani szczególnie wymagającego systemu walki. Najważniejsza jest wspólna zabawa i satysfakcja z pokonywania kolejnych przeszkód.

Oczywiście sterowanie potrafi być momentami chaotyczne, szczególnie gdy obaj gracze nie potrafią dojść do porozumienia. Niektóre zagadki również bywają powtarzalne, ale trudno uznać to za poważne problemy w przypadku produkcji, której największą zaletą jest właśnie beztroski charakter.

PHOGS! to doskonały przykład platformówki, która nie potrzebuje wielkiego budżetu ani skomplikowanych mechanik, aby zapewnić kilka godzin świetnej zabawy. Wystarczą dwa sympatyczne psy, mnóstwo kreatywnych przeszkód i druga osoba, która będzie gotowa współpracować. A przynajmniej spróbuje!

Kirby and the Forgotten Land (2022) – różowa kulka pokazuje, jak robi się platformówki 3D

Trudno wyobrazić sobie historię platformówek bez Kirby’ego. Sympatyczna różowa kulka od ponad trzech dekad towarzyszy kolejnym generacjom konsol Nintendo, ale dopiero w 2022 roku doczekała się swojej pierwszej pełnoprawnej trójwymiarowej przygody w głównej serii. I trzeba przyznać, że Kirby and the Forgotten Land to jeden z najlepszych przykładów tego, jak przenieść klasyczną formułę do trzech wymiarów, nie tracąc przy tym jej charakterystycznego uroku.

Tym razem nasz bohater trafia do tajemniczej, zapomnianej krainy, w której natura powoli odzyskuje tereny opuszczonej cywilizacji. Przemierzamy więc zarośnięte centra handlowe, opuszczone parki rozrywki, pustynie i inne niezwykle klimatyczne lokacje. Wszystko po to, aby uratować porwane Waddle Dee i odkryć tajemnicę nowego świata.

Największą atrakcją pozostaje oczywiście zdolność Kirby’ego do pochłaniania przeciwników i przejmowania ich umiejętności. Możemy korzystać z miecza, ognia, lodu czy innych specjalnych zdolności, które dodatkowo da się rozwijać. Prawdziwą nowością jest jednak Mouthful Mode, pozwalający bohaterowi pochłaniać ogromne przedmioty i przyjmować ich kształty. Kirby może w ten sposób zamienić się w samochód, automat z napojami, a nawet wielką żarówkę. Każda z tych przemian oferuje inne możliwości i pozwala pokonywać przeszkody w zupełnie nowy sposób.

Co jednak najważniejsze z perspektywy naszego zestawienia, całą główną przygodę możemy przemierzać w lokalnej kooperacji z drugą osobą. Wówczas jeden gracz kontroluje Kirby’ego, a drugi wciela się w Bandana Waddle Dee, uzbrojonego we włócznię. Bohaterowie dysponują różnymi umiejętnościami, dzięki czemu wspólna eksploracja i walka z przeciwnikami nabierają dodatkowego uroku. Nie jest to jednak kooperacja równie rozbudowana jak w It Takes Two, ponieważ drugi gracz pełni przede wszystkim funkcję pomocnika i nie może korzystać ze wszystkich zdolności Kirby’ego.

Sama produkcja zachwyca przede wszystkim projektami poziomów i nieustannym wprowadzaniem nowych pomysłów. Niemal każda kolejna lokacja oferuje coś interesującego, a odnajdywanie sekretów i ratowanie ukrytych Waddle Dee zachęca do ponownego odwiedzania ukończonych etapów.

Oczywiście, podobnie jak większość odsłon serii, Kirby and the Forgotten Land nie należy do szczególnie wymagających produkcji. Zwłaszcza podczas wspólnej zabawy poziom trudności może okazać się zbyt niski dla doświadczonych graczy. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna z najbardziej pomysłowych i przyjemnych platformówek 3D ostatnich lat, która pokazuje, że Nintendo nadal doskonale rozumie ten gatunek.

Sackboy: A Big Adventure (2020) – mały bohater, który zasługuje na wielką uwagę

Kiedy myślimy o platformówkach kojarzonych z PlayStation, pierwsze na myśl przychodzą oczywiście Crash Bandicoot, Spyro czy Ratchet & Clank. Jednak przez lata Sony próbowało wykreować również innych bohaterów, którzy mogliby stać się symbolami kolejnych generacji konsol. Jednym z nich był Sackboy, sympatyczna szmaciana laleczka znana z serii LittleBigPlanet. W 2020 roku bohater doczekał się własnej przygody, która pokazała, że nie potrzebuje rozbudowanego edytora poziomów, aby dostarczyć graczom naprawdę dobrą platformówkę.

Sackboy: A Big Adventure zabiera nas do kolorowego Świata Rzemiosła, który zostaje zaatakowany przez złowrogiego Vexa. Naszym zadaniem jest uratowanie mieszkańców krainy i powstrzymanie przeciwnika przed przejęciem kontroli nad światem. Historia jest oczywiście jedynie pretekstem do przemierzania kolejnych lokacji, ale trudno oczekiwać czegoś innego po produkcji, która stawia przede wszystkim na czystą przyjemność z rozgrywki.

Największą zaletą gry jest niezwykle pomysłowy projekt poziomów, który garściami czerpie z najlepszych platformówek Nintendo. Przemierzamy kolorowe lasy, ośnieżone krainy, podwodne światy czy futurystyczne lokacje, pokonując kolejne przeszkody i rozwiązując proste zagadki. Nie zabrakło również sekcji wykorzystujących rozmaite gadżety, dynamicznych pościgów czy etapów, w których przeszkody poruszają się w rytm muzyki.

Jednak to właśnie kooperacja sprawia, że Sackboy: A Big Adventure nabiera zupełnie nowego charakteru. W przygodzie może uczestniczyć nawet czterech graczy, zarówno lokalnie, jak i przez internet, a całą kampanię można przejść wspólnie. Co więcej, twórcy przygotowali również specjalne poziomy zaprojektowane z myślą o współpracy, w których musimy pomagać sobie nawzajem, odpowiednio synchronizować ruchy i wykorzystywać możliwości pozostałych uczestników zabawy.

Oczywiście, wspólne przemierzanie poziomów nie zawsze przebiega zgodnie z planem. Gracze mogą sobie przeszkadzać, przypadkowo spychać się w przepaść czy utrudniać pokonywanie kolejnych przeszkód. Tyle że właśnie ten kontrolowany chaos stanowi jeden z największych uroków całej produkcji. Zwłaszcza kiedy przy jednym ekranie spotykają się osoby o zupełnie różnych umiejętnościach.

Na szczególną uwagę zasługuje także oprawa graficzna. Świat został zbudowany z materiałów przypominających tkaniny, karton, filc i inne przedmioty codziennego użytku, co nadaje mu niezwykle przytulny charakter. Do tego dochodzi ogromna liczba kostiumów pozwalających personalizować bohatera i naprawdę udana ścieżka dźwiękowa.

Nie oznacza to jednak, że gra jest pozbawiona wad. Pierwsze godziny mogą wydać się zbyt proste, a niektóre wyzwania nie dorównują kreatywnością najlepszym poziomom. Również sterowanie, choć przystępne, nie oferuje tak dużej swobody ruchu jak chociażby Super Mario Odyssey.

Mimo wszystko Sackboy: A Big Adventure to jedna z najbardziej niedocenianych platformówek Sony, która udowadnia, że klasyczne trójwymiarowe skakanie wciąż potrafi dostarczyć ogromnej frajdy. A jeśli szukacie produkcji, przy której możecie spędzić kilka wieczorów ze znajomymi lub rodziną, trudno o znacznie lepszą propozycję.

Platformówki 3D wcale nie powiedziały ostatniego słowa

Choć mogłoby się wydawać, że czasy największej popularności trójwymiarowych platformówek bezpowrotnie minęły, ostatnie lata pokazują coś zupełnie innego. Gatunek po prostu zmienił swoje miejsce na rynku. Zamiast kolejnych wielkobudżetowych produkcji otrzymujemy coraz więcej mniejszych, bardziej skoncentrowanych przygód. Jedne próbują odtworzyć atmosferę dawnych hitów, inne rozwijają zapomniane marki, a jeszcze inne starają się zaproponować zupełnie nowe sposoby poruszania się po trójwymiarowych światach.

Właśnie ta różnorodność sprawia, że jest w czym wybierać. Jeśli tęsknicie za Banjo-Kazooie, warto zainteresować się Yooka-Replaylee. Fani Jak and Daxter powinni przyjrzeć się Duskfade, a osoby szukające czegoś prostszego i bardziej nostalgicznego mogą sięgnąć po Kangurka Kao, Croca lub Pac-Mana.

Nie wszystkie wymienione produkcje są równie dopracowane. Nie każda zostanie zapamiętana jako klasyk i nie każda musi przypaść do gustu wszystkim miłośnikom gatunku. Ale każda ma coś, co może sprawić, że spędzicie przy niej kilka naprawdę przyjemnych wieczorów.

A przecież właśnie o to w platformówkach chodziło od samego początku. Nie o rozmiar świata, liczbę godzin potrzebnych do ukończenia gry czy fotorealistyczną grafikę. Tylko o zwyczajną przyjemność ze skakania, odkrywania sekretów i pokonywania kolejnych przeszkód.

Kuba Hertel

Geek w najlepszym tego słowa znaczeniu! Miłośnik gier, komiksów, kinematografii oraz technologii - pochłania wszystko! Z zawodu logistyk, a grafik (obecnie dziergający z Netflixem!) i redaktor z wyboru. Jego serce zdaje się barwy niebieskiej, bo najbardziej oddany jest Sony i DC, jednak z chęcią także zasiada przy Xboxie, a Switch w ruchu jest cały czas! Wszakże dobrodziejstw popkulltury nigdy za wiele, prawda?

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

Strefa Indie x WorkPlays na MFKiG 2026. W Łodzi zagrasz w 25 polskich gier

Strefa Indie x WorkPlays na MFKiG 2026. W Łodzi zagrasz w 25 polskich gier

Dni Fantastyki 2026 – relacja

Dni Fantastyki 2026 – relacja

Czy ta jednostka ma duszę? – rzut oka na Detroit Become Human   

Czy ta jednostka ma duszę? – rzut oka na Detroit Become Human   

Dlaczego tak wielu graczy czeka na premierę The Blood of Dawnwalker? – Felieton Pod Pada

Dlaczego tak wielu graczy czeka na premierę The Blood of Dawnwalker? – Felieton Pod Pada

Final Fantasy VII Rebirth (Xbox Series X) – recenzja gry. RPG, które pochłonie Cię bez reszty

Final Fantasy VII Rebirth (Xbox Series X) – recenzja gry. RPG, które pochłonie Cię bez reszty