Czy kooperacyjna gra może wyglądać jak zapomniane anime sprzed kilku dekad, a jednocześnie bawić jak najlepsze współczesne przygody dla dwóch graczy? Orbitals udowadnia, że jak najbardziej. I robi to z ogromnym wdziękiem.
Są gry, które potrzebują kilku godzin, żeby przekonać do siebie gracza. Orbitals wystarczyło kilkanaście minut. Design inspirowany klasycznym anime, sympatyczni bohaterowie, świetne poczucie humoru i rozgrywka zbudowana od początku do końca wokół współpracy dwóch osób sprawiły, że bardzo szybko dałem się porwać tej kosmicznej przygodzie. Nie jest to najbardziej skomplikowany co-op, w jaki kiedykolwiek grałem, ani produkcja próbująca co pięć minut wywracać gatunek do góry nogami. Zamiast tego Shapefarm stworzyło grę niezwykle spójną, lekką i po prostu cholernie przyjemną.
Orbitals – Anime, w które można zagrać
Największym wyróżnikiem Orbitals jest oczywiście oprawa i nie chodzi tylko o zastosowanie cel-shadingu czy wrzucenie kilku filtrów imitujących starszą animację. Ta gra naprawdę wygląda tak, jakby ktoś odnalazł gdzieś nieemitowany serial science fiction z przełomu lat 80. i 90., a następnie pozwolił nam wejść do jego świata.
Projekt postaci, statków, maszyn, kosmicznych stworzeń czy całych lokacji konsekwentnie trzyma się obranej stylistyki. To samo dotyczy kolorystyki, animacji, ekranów interfejsu oraz scen przerywnikowych. Szczególnie te ostatnie robią ogromne wrażenie, bo granica między oglądaniem anime a graniem momentami właściwie się zaciera.
Co najważniejsze, retro stylistyka nie jest tutaj sztuczką marketingową przyklejoną do zupełnie zwyczajnej gry. Wpływa na charakter całego świata, humor, bohaterów, muzykę i sposób przedstawiania kolejnych wydarzeń. Orbitals ma dzięki temu własną osobowość i trudno pomylić je z jakąkolwiek inną tegoroczną produkcją.
Choć zdarzało mi się przez bogactwo kolorów przez moment zastanawiać, który element otoczenia jest interaktywny, są to naprawdę drobiazgi. Przez zdecydowaną większość czasu kierunek artystyczny jest jednym z największych atutów całej gry.
Maki i Omura, czyli duet, który po prostu działa

Kosmiczną przygodę przeżywamy jako Maki i Omura, którzy opuszczają swój dom w poszukiwaniu sposobu na uratowanie kolonii uwięzionej wewnątrz potężnej kosmicznej burzy.
Nie będę szczegółowo opisywać fabuły, bo zdecydowanie lepiej odkrywać kolejne wydarzenia samodzielnie. Sama historia nie próbuje zresztą konkurować z najbardziej złożonymi opowieściami science fiction. Jest stosunkowo prosta, momentami przewidywalna, ale idealnie pasuje do lekkiego charakteru całej produkcji.
Znacznie ważniejsi są tutaj sami bohaterowie. Maki i Omura mają świetną chemię, a ich dialogi bardzo szybko sprawiły, że zacząłem ich zwyczajnie lubić. Orbitals potrafi być zabawne bez ciągłego zasypywania gracza żartami i bez wrażenia, że scenarzyści desperacko próbują stworzyć kolejny viral.
Humor wynika przede wszystkim z charakterów postaci, sytuacji oraz relacji między bohaterami. Dzięki temu nawet drobne scenki potrafią wywołać uśmiech, a kolejne przerwy między zagadkami i sekwencjami zręcznościowymi są czymś więcej niż obowiązkowym przerywnikiem. Mnóstwo tu świetnych interakcji. Naprawdę trudno nie polubić tej dwójki (oraz ich towarzyszy!).
Kooperacja jest tutaj najważniejsza
Humor w tej grze jest świetny!
Nie udało się wczytać zdjęcia. Wybierz inne lub otwórz pełny rozmiar.
Orbitals zostało stworzone wyłącznie z myślą o dwóch graczach i czuć to właściwie w każdym elemencie rozgrywki. Nie mamy tutaj sytuacji, w której drugi gracz jest jedynie dodatkiem biegającym obok głównego bohatera. Każda osoba ma coś do zrobienia, a kolejne etapy regularnie wymagają komunikacji i zsynchronizowania działań.
Raz jedna osoba otwiera drogę drugiej. Innym razem gracze znajdują się po dwóch stronach konstrukcji i muszą wspólnie rozpracować mechanizm. Chwilę później ktoś obsługuje jeden element maszyny, podczas gdy partner próbuje przeprowadzić bohaterów przez niebezpieczny fragment poziomu.
Najwięcej frajdy nie daje samo znalezienie rozwiązania zagadki, ale moment, kiedy dwie osoby wreszcie zaczynają rozumieć, co właściwie powinny zrobić. Oczywiście po kilku nieudanych próbach, przypadkowych zabójstw partnera, źle wymierzonych skokach itp. Takich momentów jest tutaj mnóstwo i właśnie one tworzą charakter tej przygody.
Kilka gadżetów, mnóstwo zastosowań

Twórcy nie próbują co chwilę wprowadzać całkowicie nowych systemów rozgrywki. Zamiast tego bohaterowie korzystają z zestawu narzędzi, których zastosowania stopniowo stają się coraz bardziej rozbudowane.
Mamy między innymi urządzenia pozwalające oddziaływać na elementy otoczenia, przemieszczać przedmioty, wykorzystywać energię czy wodę. Początkowo ich zastosowanie wydaje się bardzo oczywiste, ale wraz z postępami twórcy zaczynają coraz ciekawiej łączyć poszczególne mechaniki.
Zamiast nauczyć mnie jednej sztuczki, wykorzystać ją dwa razy i po dwudziestu minutach wyrzucić do kosza, Orbitals regularnie pyta: „Pamiętasz ten gadżet? To teraz zobacz, co jeszcze możemy z nim zrobić”. Dzięki temu rozgrywka zachowuje spójność, a jednocześnie cały czas ewoluuje.
Są tutaj klasyczne zagadki logiczne, platformowe fragmenty, sterowanie statkiem, bardziej widowiskowe sekwencje zręcznościowe czy walki. Tempo jest bardzo dobre i gra rzadko pozwala jednej mechanice pozostać na ekranie na tyle długo, żeby zdążyła się znudzić.
Proste? Tak. Nudne? Zdecydowanie nie

Trzeba jednak powiedzieć jasno: jeżeli liczycie na wyjątkowo wymagające zagadki, Orbitals raczej was nie przeczołga.
Większość rozwiązań można znaleźć stosunkowo szybko, szczególnie jeśli obaj gracze mają już doświadczenie z kooperacyjnymi grami logicznymi. Produkcja jest bardzo przystępna i zwykle dość wyraźnie sugeruje, z których elementów otoczenia należy skorzystać. Dla jednych będzie to wada. Ja nie miałem z tym większego problemu.
W Orbitals bardziej niż o mozolne siedzenie nad jednym przełącznikiem przez pół godziny chodzi o tempo, komunikację i satysfakcję ze wspólnego wykonywania kolejnych czynności. Zagadki są przede wszystkim pretekstem do współpracy.
Nie wszystkie są równie pomysłowe. Zdarzają się momenty, kiedy odpowiedź widać niemal natychmiast, a pojedyncze fragmenty platformowe mogłyby być odrobinę bardziej precyzyjne. Gra ma również trochę wolniejszy początek, zanim naprawdę pokaże pełnię swoich możliwości. Później jednak zdecydowanie nabiera rozpędu.
To nie jest kolejny It Takes Two. I bardzo dobrze

Porównania z It Takes Two czy Split Fiction są oczywiste. Wszystkie te produkcje opierają się na przygodzie stworzonej dla dwóch osób i wymagają ciągłej współpracy. Ale patrzenie na Orbitals wyłącznie przez pryzmat gier Hazelight byłoby dla niego trochę krzywdzące.
Shapefarm nie próbuje pobić konkurencji liczbą mechanik przypadających na minutę. Nie dostajemy tutaj nowego gatunku gry za każdym rogiem ani nieustannego festiwalu pomysłów, które po dziesięciu minutach znikają bezpowrotnie. Orbitals jest bardziej zwarte.
Ma swój zestaw zasad, rozwija go przez całą przygodę i buduje wokół niego kolejne sytuacje. Przez to może wydawać się mniej spektakularne pod względem czystej różnorodności gameplayu, ale jednocześnie sprawia wrażenie bardzo spójnej, przemyślanej całości. Przede wszystkim posiada własną tożsamość.
Idealna gra na kanapowy co-op

Ogromną zaletą jest również dostępność samej zabawy. Orbitals możemy przejść wspólnie lokalnie lub przez sieć, a dzięki Global Friend’s Pass druga osoba nie musi posiadać własnego egzemplarza pełnej wersji gry.
To szczególnie istotne w przypadku produkcji stworzonej wyłącznie dla dwóch osób. Kupowanie dwóch kopii gry tylko po to, żeby móc wspólnie przejść kampanię, byłoby sporą barierą. Tutaj wystarczy znaleźć odpowiednią osobę.
A to zdecydowanie warto zrobić, bo Orbitals należy do tych produkcji, przy których największą częścią zabawy staje się właśnie osoba siedząca po drugiej stronie ekranu.
Nie chodzi tylko o rozwiązywanie zagadek. Chodzi o wzajemne przekrzykiwanie się, błędne interpretowanie instrukcji, przypadkowe sabotowanie idealnego planu i tę charakterystyczną satysfakcję, kiedy po kilku nieudanych próbach wszystko wreszcie działa. To właśnie takie sytuacje pamiętałem najmocniej po napisach końcowych.
Czy warto zagrać w Orbitals? Podsumowanie
Orbitals okazało się dokładnie takim rodzajem niespodzianki, jaki najbardziej lubię. Nie jest największą produkcją roku. Nie redefiniuje kooperacji i nie próbuje udowodnić, że wszystkie wcześniejsze gry dla dwóch osób robiły coś źle.
Zamiast tego bierze bardzo solidny gameplay, fantastyczny kierunek artystyczny, sympatycznych bohaterów i mnóstwo dobrego humoru, a następnie składa je w jedną niezwykle przyjemną kosmiczną przygodę.
Największe wrażenie zrobiła na mnie spójność całego projektu. Grafika, muzyka, animacje, dialogi, mechaniki i konstrukcja świata wydają się elementami dokładnie tej samej wizji. Dzięki temu Orbitals nie jest tylko kolejnym sympatycznym co-opem. Ma charakter.
A w czasach, kiedy wiele gier potrafi być większych, dłuższych i bardziej skomplikowanych, ale po miesiącu trudno przypomnieć sobie z nich cokolwiek konkretnego, taka własna tożsamość jest dla mnie ogromną zaletą. Jeżeli macie Nintendo Switch 2 i osobę, z którą lubicie wspólnie grać, zdecydowanie warto wyruszyć poza Storm Wall.

