REKLAMA

Absolute Batman. Zoo. Tom 1 – recenzja komiksu – Najbardziej edgy Batman, jakiego widział świat?

Adam Aleksandrowicz

Opublikowano: 28 września 2026

Spis treści

Po około dwóch latach od amerykańskiej premiery Absolute Batman. Zoo. Tom 1 trafił na polskie półki sklepowe. Światowy fenomen, który pokazuje Batmana w nieco innej odsłonie. Komiks błyskawicznie się wyprzedaje (w momencie pisania tego tekstu już po raz drugi jest niedostępny w oficjalnej dystrybucji!). Czy rzeczywiście jest się o co bić?

 

Światowy fenomen

Za stworzenie Absolute Batmana odpowiada Scott Snyder, którego cenię za takie serie jak Batman: Trybunał Sów, All-Star Batman czy Dark Nights: Metal. Lubię jego odjechane pomysły, więc wydawał się idealny do tego projektu. 

Komiks zdobył masę nagród i trafił na listę bestsellerów w Stanach Zjednoczonych, a premierowy nakład wyprzedał się momentalnie. Nic więc dziwnego, że Egmont dość szybko zdecydował się go wydać w Polsce… I chyba nie spodziewali się takiego zainteresowania (a może powinni?), bo i na naszym rynku wyprzedał się już dwukrotnie i aktualnie nie można go dostać w oficjalnej dystrybucji, a poza nią ceny są absurdalne… Czy rzeczywiście jest to aż takie arcydzieło?

REKLAMA
Absolute Batman. Zoo. Tom 1 | empik.pl

 

Kolejna nowa interpretacja Batmana

Uniwersum Absolute to nowa odnoga głównego uniwersum DC, która powstała po wielkiej bitwie Ligi Sprawiedliwości z Darkseidem. W tej interpretacji Bruce Wayne mocno różni się od filantropa, którego znaliśmy do tej pory. Nie dorastał on w bogatej rodzinie w wielkiej rezydencji, a wychowała go ulica – dokładnie Crime Alley. Podoba mi się też pierwsze przedstawienie Bruce’a – widzimy go na siłowni, gdzie jest kilka razy większy od innego chłopaka, który sobie ćwiczy. Aż przypomniały mi się filmy akcji z lat 90., w których widzieliśmy mięśniaków w rolach głównych, jak np. Arnold Schwarzenegger czy Jean-Claude Van Damme. Rozprawia się z workiem treningowym jak ze szmacianą lalką.

Podobnie wygląda zresztą pierwsze pojawienie się Batmana. Powolne wprowadzenie, horrorowe motywy, gdy widzimy tylko sylwetkę. Podoba mi się absurdalnie kreatywne wykorzystywanie elementów stroju! Odczepiane uszy, które zmieniają się w zabójcze batarangi? Jasne! Logo na klacie, które można połączyć z kijkiem, tworząc niebotycznych rozmiarów topór? Pewnie! A to tylko początek! Sprawdźcie sobie, jak wygląda jeden z pojazdów Batmana! Na tym polu twórcy mnie nie zawiedli i dostarczyli masę frajdy z czytania. Tutejszy Batman też nie ma problemu z brutalnym rozprawianiem się z przestępcami – mocne okaleczanie czy odcinanie kończyn to norma. 

Sceny walk są naprawdę brutalne, dynamiczne i świetne narysowane. Nick Dragotta idealnie odnajduje się w tym klimacie. Jego wersja Batmana to jednoosobowa armia, która przebija się przez kolejne fale wrogów, wykorzystując nie tylko siłę swoich rąk, ale też całą masę gadżetów. Robi to niesamowite wrażenie. Jestem ogromnym fanem Batmana, który wykopuje dziecko w kosmos (może nie dosłownie, ale w tej wersji pewnie byłby w stanie to zrobić)!

Absolute Batman. Zoo. Tom 1 | egmont.pl

 

Miejska dżungla

Również geneza zostaje zmieniona – dostajemy przebitki z przeszłości Bruce’a, który jako dziecko odwiedza zoo razem ze swoim ojcem, gdzie między innymi trafiają na nietoperze. Różne panele pokazują więcej na temat natury i zdolności tych zwierząt, które potem Bruce wykorzystuje jako Batman. To przerobienie symboliki nietoperza nadaje jej nieco więcej emocjonalnego i tematycznego znaczenia.

Zaskoczyło mnie też, że narratorem albumu jest Alfred Pennyworth, w tej wersji nie jest lokajem rodziny Wayne’ów, a agentem specjalnym, który zostaje wysłany do Gotham, aby rozprawić się z tutejszym gangiem. Myślę, że w przyszłości może powstać ciekawa dynamika pomiędzy Alfredem i Batmanem.

Tym bardziej że Snyder cały czas bawi się naszymi oczekiwaniami i utartymi schematami. Harvey Dent, Edward Nygma czy Oswald Cobblepot nie są tutaj zwykłymi złoczyńcami, a przyjaciółmi z dzieciństwa, z którymi Bruce spędza czas. W dorosłym życiu Bruce wykorzystuje te kontakty jako źródło informacji w swoim podwójnym życiu. Bardzo mnie ciekawi, jak dalej rozwiną się ich relacje i w którą stronę pójdą. Czy nastąpi przełom i tutaj także wkroczą na przestępczą ścieżkę, czy może zostaną wspólnikami Gacka?

Myślę, że sam tytuł tomu – Zoo, można interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze jako miejsce, które ukształtowało młodego Bruce’a, a po drugie jako metaforę miasta, w którym każdy musi znaleźć swoje miejsce i walczyć o przetrwanie.

Sprawdź też: Supergirl. Kobieta jutra — recenzja komiksu — Superbohaterka też człowiek

Absolute Batman. Zoo. Tom 1 | egmont.pl

 

Zaskakujący wybór złoczyńcy

Zaskoczył mnie wybór dość przyziemnego i ludzkiego złoczyńcy na pierwszy ogień. Śledząc trochę materiały promocyjne kolejnych tomów i widząc tam odjechanego Bane’a, Zabójczego Kroko czy Jokera, Czarna Maska wydaje się przy nich taki… zwyczajny, jak na to uniwersum. Jasne, Roman i jego gang Imprezowiczów są bezwzględni i brutalni, ale mimo wszystko, gdy zestawimy ich z dwumetrowym i szerokim Batmanem, nie wyglądają na takich, którzy stanowiliby dla niego przesadne zagrożenie.

 

Czy jest aż tak dobrze?

Patrząc na to, co działo się na rynku amerykańskim i polskim oraz jak ludzie rzucili się na ten komiks, spodziewałem się rewolucji i konkretnego opadu szczeny. Tymczasem Absolute Batman. Zoo. Tom 1 to po prostu solidny komiks i ciekawa interpretacja strażnika Gotham. Ma kilka naprawdę świetnych pomysłów, przede wszystkim nowego Batmana i jego absurdalnie kreatywne gadżety, ale na tym etapie nie czuję jeszcze tego efektu wow, którego oczekiwałem.

Może to kwestia wyboru stosunkowo ludzkiego złoczyńcy, a może kolejne tomy pokażą dopiero, na co naprawdę stać to uniwersum. Na razie traktuję Zoo jako solidną podbudowę pod bardziej brutalną i ABSOLUTNĄ wersję Batmana. Jest dobrze, ale po tym całym szumie spodziewałem się czegoś więcej.

Sprawdź też: DC All In: Alfa i Omega – recenzja komiksu – Nowy początek dla uniwersum DC

ZALETY +

WADY -

Adam Aleksandrowicz

Urodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

The Guild 1 Remake Europa 1410 – Pierwsze wrażenia – Praca, praca zawsze popłaca?

The Guild 1 Remake Europa 1410 – Pierwsze wrażenia – Praca, praca zawsze popłaca?

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

MFKiG 2026 – relacja – Strefa gier niezależnych

Jak opuścić tę przeklętą wyspę! – recenzja gry Gothic II Complete Classic

Jak opuścić tę przeklętą wyspę! – recenzja gry Gothic II Complete Classic

 Północna Droga. Tom II. Pasja według Einara. Trzy Młode Pieśni – Recenzja książki – Każde pokolenie pisze własną sagę

 Północna Droga. Tom II. Pasja według Einara. Trzy Młode Pieśni – Recenzja książki – Każde pokolenie pisze własną sagę

Północna Droga. Tom I. Saga Sigrun. Ja jestem Halderd – Recenzja książki – Wikingowie, jakich jeszcze nie znacie

Północna Droga. Tom I. Saga Sigrun. Ja jestem Halderd – Recenzja książki – Wikingowie, jakich jeszcze nie znacie

The Blood of Dawnwalker, czyli jak radzimy sobie z własnymi demonami. Felieton Pod Pada

The Blood of Dawnwalker, czyli jak radzimy sobie z własnymi demonami. Felieton Pod Pada