Gdy na rynku zaczęły pojawiać się komiksy z serii Absolute, myślałem, że to właśnie Batman idealnie pasuje do takich klimatów brutalności i przesady. Nic bardziej mylnego. To, co zaserwowała nam Kelly Thompson w Absolute Wonder Woman, okazało się dopiero wyśmienite!
Amazonka z krwi i kości
Za scenariusz Absolute Wonder Woman. Ostatnia Amazonka. Tom 1 odpowiada Kelly Thompson. Przez lata pisała komiksy dla Marvela – uwielbiam jej serie Hawkeye, Jessica Jones, wszystko związane z Rogue i Gambitem oraz West Coast Avengers, gdzie swoją drogą zadebiutował Jeff!

Uniwersum Absolute to nowa odnoga głównego uniwersum DC, która powstała po wielkiej bitwie Ligi Sprawiedliwości z Darkseidem. W tej wersji Diana, ostatnia z Amazonek, jako niemowlę trafia do piekła rządzonego przez Hadesa. Tam trafia pod opiekę Kirke, która wychowała ją jak własną córkę i szkoli na potężną, ale też sprytną wojowniczkę.
Niesamowicie podobała mi się sekwencja kadrów ustawionych jeden pod drugim, które ukazują to samo pomieszczenie, ale na przestrzeni lat, gdy Diana dorasta, wnętrze zmienia się i robi się bardziej przytulne oraz magiczne. Te trzy strony w zupełności wystarczyły, aby pokazać, jaka więź narodziła się między Kirke i Dianą. Wydawać by się mogło, że skoro Diana wychowywała się w piekle, to stanie się bezwzględna i mordercza, jak wyobrażałem sobie uniwersum Absolute, między innymi po Batmanie. Tym bardziej że ma przeogromny miecz, czerwone lasso i jeździ na martwym pegazie. Jednak, nic bardziej mylnego!
Z racji tego, gdzie się wychowała nie do końca rozumie działanie świata zewnętrznego, ale stara się zrozumieć i jest niesamowicie współczująca. Nie zawsze próbuje rozwiązywać problem siłowo, a stara się szukać innych rozwiązań, które są w stanie przechytrzyć oponentów. Zaskakujące jest to, jak blisko jest jej do Wonder Woman z głównego uniwersum – Kelly Thompson świetnie oddała jej charakter!
Wydarzenia w komiksie przeskakują między tym, co aktualnie dzieje się w Gateway City, a retrospekcjami z piekła. Dzięki temu stopniowo poznajemy Dianę i dowiadujemy się z czego wynikają jej zachowanie i decyzje. Mamy też chwilę na oddech, gdy obserwujemy spokojniejsze chwile dorastania w kontraście do akcji rozgrywającej się na Ziemi.

Bardzo ładny chaos
Z oprawą wizualną jestem rozdarty. Podobają mi się rysunki Haydena Shermana. Taka lekko stylizowana kreska naprawdę trafia w moje gusta. Monumentalne potwory i dynamiczne sceny walk wypadają naprawdę dobrze. Jednak Sherman nie do końca potrafi rysować twarze – bardzo często są lekko koślawe. Ostatnie dwa zeszyty, składające się na historię zatytułowaną Dama albo Tygrys, zostały narysowane przez Mattia de Iulisa. Jego styl różni się mocno od poprzednika – jego kreska jest dużo bardziej realistyczna. Po prostu nie jestem fanem takiego stylu, choć jest on naprawdę bardzo dopracowany. I twarze są naprawdę świetnie narysowane. Podobała mi się także zabawa formą – książka czytana małej Dianie przez Kirke przedstawiona jest za pomocą rysunków stylizowanych na klasyczne czarnofigurowe malowidła na starożytnej greckiej ceramice.
Dodatkowo co jakiś czas możemy poznać krótkie opowieści o przygodach małej, rezolutnej Dianki. To małe, urocze przerywniki, które wyglądają, jakby narysowało je dziecko. Za te rysunki odpowiada jednak Dustin Nguyen.
Sprawdź też: Nowy świat Ultimate. Inwazja – recenzja komiksu – Marvel zaczyna wszystko od nowa

Nie mogę się doczekać kolejnego tomu!
Myślałem, że to na kolejne tomy Absolute Batmana będę wyczekiwał z zapartym tchem, ale Absolute Wonder Woman wjechała na pełnej, chwytając mnie za serce! Kelly Thompson świetnie poradziła sobie z przedstawieniem Diany – jest brutalnie, dziwnie i momentami absurdalnie, ale jednocześnie nie zgubiono tego, co w Wonder Woman najważniejsze. Do tego dostajemy świetne pomysły na genezę!
Sprawdź też: Absolute Batman. Zoo. Tom 1 – recenzja komiksu – Najbardziej edgy Batman, jakiego widział świat?

