Przy dużych eventach DC często największym problemem jest zakończenie. Początek potrafi zaciekawić, środek utrzymać tempo, ale finał nie zawsze jest w stanie udźwignąć wszystkie wcześniej zbudowane wątki. Po lekturze trzeciego tomu Władzy absolutnej mogę jednak powiedzieć, że całość wypada całkiem satysfakcjonująco. Zapraszam do recenzji.
Czas na ostateczne starcie
Po dwóch tomach budowania napięcia i przewagi Amandy Waller przychodzi moment rozliczenia. Bohaterowie wreszcie mają szansę przejść do ofensywy, a wszystkie najważniejsze wątki zaczynają prowadzić do jednego punktu. Trzeci tom jest zdecydowanie bardziej nastawiony na akcję niż wcześniejsze części. Nie oznacza to jednak bezmyślnego festiwalu walk. Nadal ważne pozostają kwestie kontroli, manipulacji i odpowiedzialności za władzę. To właśnie te motywy od początku wyróżniały Władzę absolutną na tle wielu innych eventów i dobrze, że nie zostały porzucone na finiszu. Finał nie pojawia się znikąd, lecz wynika z decyzji bohaterów i przeciwników podejmowanych przez całą serię.

Bohaterowie w końcu mogą zabłysnąć
Jednym z problemów poprzednich tomów było to, że przy ogromnej obsadzie część postaci ginęła w tle. W trzecim tomie nadal nie każdy dostaje tyle miejsca, ile mógłby otrzymać, ale najważniejsi bohaterowie mają okazję pokazać się z dobrej strony. Szczególnie dobrze wypada obserwowanie, jak doświadczenia z wcześniejszych części wpływają na ich działania. Motyw odebrania mocy nie jest już głównym elementem historii, ale konsekwencje tamtych wydarzeń pozostają widoczne. Bohaterowie nie wracają po prostu do punktu wyjścia, lecz wykorzystują lekcje wyniesione z całego konfliktu.
Amanda Waller pozostaje najmocniejszym punktem historii
Od początku serii Amanda Waller była siłą napędową całego wydarzenia i trzeci tom tego nie zmienia. Nadal pozostaje jedną z najciekawszych postaci tej historii, ponieważ nie jest klasycznym złoczyńcą chcącym zniszczyć świat. Jej działania wynikają z przekonania, że to właśnie ona wie najlepiej, jak powinien wyglądać porządek. Jednocześnie wraca problem obecny od pierwszego tomu. Są momenty, w których jej wpływy i możliwości wydają się wręcz nieograniczone. Nie psuje to całej historii, ale czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że scenariusz zbyt mocno sprzyjał jej przez większą część wydarzenia.

Widowisko na najwyższym poziomie
Tak jak w poprzednich tomach, ogromne wrażenie robi warstwa graficzna. Rysownicy świetnie radzą sobie zarówno z kameralniejszymi scenami rozmów, jak i wielkimi starciami angażującymi dziesiątki postaci. Największe sceny akcji wyglądają efektownie, ale nie tracą czytelności. Widać też, że twórcy chcieli nadać zakończeniu odpowiednią skalę i pod tym względem zdecydowanie im się to udało.
Nie wszystko działa idealnie
Mimo że finał jest satysfakcjonujący, nie wszystkie elementy wypadają równie dobrze. Część pobocznych bohaterów nadal pełni głównie rolę dekoracji, a niektóre rozwiązania pojawiają się szybciej, niż można by oczekiwać po tak długo budowanym konflikcie. Momentami można odnieść wrażenie, że scenariusz musi domknąć bardzo wiele wątków w ograniczonej liczbie stron. Przez to niektóre wydarzenia mogłyby otrzymać więcej miejsca i mocniej wybrzmieć.

Czy to działa?
Trzeci tom skutecznie zamyka historię rozpoczętą w pierwszej części. Nie jest to finał pozbawiony wad. Władza absolutna okazała się lepszym eventem, niż można było przypuszczać na starcie. Ciekawie wykorzystała motyw odebrania mocy bohaterom, dobrze operowała tematami kontroli i manipulacji oraz przez większość czasu utrzymywała spójną wizję całej opowieści. To nie jest wydarzenie, które na stałe zapisze się w historii DC obok największych klasyków, ale jako współczesny event sprawdza się zaskakująco dobrze.
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Władza absolutna. Pozbawieni mocy. Tom 1 – recenzja komiksu – Gdy bohaterowie tracą wszystko
– Władza absolutna. Ruch Oporu. Tom 2 – recenzja komiksu – Wojna wkracza w decydującą fazę

