Miałem duże oczekiwania wobec najnowszego filmu DC – Clayface, ponieważ zapowiadano nam mroczny horror z elementami body horroru. Film otrzymał kategorię R, więc można było spodziewać się czegoś mocnego. Niestety produkcja zawodzi pod tym względem, choć nie oznacza to, że w ogólnym rozrachunku jest to słaby film.
Clayface, po angielsku – Gliniarz
Clayface opowiada historię Matta Hagena (Tom Rhys Harries), przystojnego hollywoodzkiego aktora, który po jednym ze swoich miłosnych podbojów zostaje oszpecony przez miejscowego szefa mafii. To wydarzenie sprawia, że traci swoje kontrakty i sypie mu się kariera. Po nieudanych operacjach plastycznych szuka alternatywnych możliwości naprawienia swojej twarzy. W ten sposób trafia na eksperymentalny projekt prowadzony przez dr Caitlin Bates (Naomi Ackie). Dzięki temu jego ciało zaczyna się regenerować. Jakie będą jednak długofalowe konsekwencje tej kuracji?

Fabularnie nie jest to nic szczególnie odkrywczego, ot standardowy motyw zemsty – oni zrobili mi krzywdę, teraz mam moce, więc mogę wyrównać rachunki.
Pod względem aktorskim jest jednak naprawdę bardzo dobrze! Tom Rhys Harries błyszczy jako Matt – dobrze potrafi żonglować emocjami, czuć jego gniew, a mimika jest naprawdę niesamowita! Trudno mi było z nim empatyzować, bo od początku przedstawiany jest jako taki pewny siebie dupek. Nie oznacza to oczywiście, że zasłużył na to, co go spotkało. Podoba mi się jednak, że twórcy uniknęli kliszy, w której główny bohater tak naprawdę jest dobrym człowiekiem, tylko społeczeństwo go zniszczyło.
Na ogromne brawa zasługują również aktorzy drugoplanowi, którzy musieli odgrywać nie tylko swoje role, ale także postacie, pod które podszywał się Matt. Świetnie odtwarzali jego gesty, sposób mówienia i inne charakterystyczne cechy.

Zabrakło odwagi
Mam jednak wrażenie, że twórcom zabrakło odwagi, żeby pójść jeszcze mocniej w stronę horroru i gore. Uważam, że nie wykorzystano w pełni potencjału. Poza scenami oszpecania twarzy głównego bohatera i operacjami plastycznymi, którym się poddaje, na próżno szukać kolejnych obrzydliwych i niepokojących momentów. Co gorsza, większośc z nich i tak wiedzieliśmy już w zwiastunach…
Zacząłem się zastanawiać, z czego to może wynikać. Czy studio uznało, że widzowie i tak będą kojarzyć film pod szyldem DC z kinem superbohaterskim, więc nie chciało za bardzo odlecieć? A może reżyser James Watkins po prostu nie udźwignął tematu?
Efekty specjalne są mocno nierówne. Same przemiany Matta wypadają dość zwyczajnie, bez większych udziwnień. A szkoda, bo aż się prosiło o scenę, w której widzimy, jak jego twarz na nowo się formuje. Tymczasem nie dostajemy ani jednej sceny tego typu! Po prostu pojawia się inna twarz, co wygląda tanio i nie współgra z jego zdolnościami. Do tego w niektórych momentach, gdy jego twarz zaczyna się rozpływać, widać lekkie niedociągnięcia CGI.

Mimo to dostajemy kilka naprawdę dobrze nakręconych scen i kreatywnych ujęć pokazujących, jak Matt wykorzystuje swoje zdolności, by wcielać się w innych. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena przed lustrem, która doskonale pokazuje zarówno zewnętrzną, jak i wewnętrzną przemianę bohatera. Do tego finałowa sekwencja w pubie świetnie buduje poczucie osaczenia.
A, no i jest w tym filmie złoczyńca. Tyle mogę o nim napisać, bo jest zupełnie nijaki – to bardziej pretekst, żeby główny bohater miał jakiś cel. Chociaż… może pojawić się pytanie – kto w tym filmie tak naprawdę jest złoczyńcą?
Sprawdź też: Batman – recenzja filmu. Mrok, noir, gacek i inne używki.

Średni horror, niezły film
Ogólnie uważam film Clayface za udaną produkcję, choć czuję spory niedosyt. Liczyłem na więcej obrzydliwych scen, mocniejszy body horror i przemiany Matt, które będą wywoływać ciarki.
Cieszę się, że DC eksperymentuje z gatunkami, ale mam nadzieję, że przy kolejnych produkcjach dadzą szansę twórcom pójść na całość i zrobić rasowy gatunkowy film osadzony w superbohaterskim świecie. Mimo mojego narzekania uważam, że warto dać Clayface’owi szansę, nawet jeśli nie przepadacie za horrorami.
Sprawdź też: Supergirl – recenzja filmu – Coś ewidentnie poszło nie tak…
Adam Aleksandrowicz„Dobry film, ale zabrakło odwagi, żeby pójść jeszcze mocniej w stronę horroru i gore.”