Za dnia chowamy zmarłych, palimy ciała, liczymy utarg i dbamy o zadowolenie klientów. Nocą chwytamy za broń i bronimy nekropolii przed zombie. Zombie Graveyard Simulator brzmi absurdalnie, ale pod warstwą czarnego humoru kryje zaskakująco przyjemny symulator zarządzania. Czy warto po niego sięgnąć? Zapraszam do lektury!
Dzień dobry, poproszę kwaterę z nagrobkiem
Branża funeralna raczej rzadko kojarzy się z dynamicznie rozwijającym się biznesem, automatyzacją produkcji i optymalizowaniem przychodów. Zombie Graveyard Simulator nie zamierza jednak traktować śmierci ze szczególną nabożnością. Produkcja studia threeW, wydana przez PlayWay S.A., łączy symulator zarządzania cmentarzem z pierwszoosobową walką oraz elementami tower defense. Pełna wersja zadebiutowała na PC 5 czerwca 2025 roku.

Założenia są banalnie proste: za dnia prowadzimy cmentarny interes, a nocą staramy się dopilnować, żeby nasi klienci pozostali tam, gdzie ich położyliśmy.
Początki są skromne. Niewielki cmentarz, podstawowe zaplecze i krematorium zdecydowanie nie wyglądają jeszcze jak funeralne imperium. Z czasem sytuacja diametralnie się zmienia. Rozbudowujemy teren, inwestujemy w kolejne stanowiska, poprawiamy infrastrukturę, zatrudniamy pracowników i stopniowo przekształcamy zaniedbaną nekropolię w przedsiębiorstwo, w którym śmierć jest może nieunikniona, ale marża już zdecydowanie podlega negocjacji.

I właśnie ta ekonomiczna część okazała się dla mnie znacznie ciekawsza od walki z nieumarłymi.
Najpierw komputer, potem chłodnia, a na końcu sześć stóp pod ziemią
Podstawowa pętla rozgrywki jest bardzo czytelna. Z poziomu komputera przyjmujemy zlecenia, po czym oczekujemy na dostarczenie ciał. Nie możemy jednak rzucić ich pod pierwsze drzewo i obiecać rodzinie, że „jutro się tym zajmiemy”. Zwłoki mają swoją świeżość, dlatego do czasu przygotowania miejsca pochówku powinny trafić do kostnicy i chłodni. Zaniedbanie tego elementu może skończyć się mało reprezentacyjnym finałem dla przyszłego lokatora naszej nekropolii. Dopiero później zaczyna się właściwa obsługa.

Trzeba przygotować grób, zadbać o odpowiednią kwaterę, postawić nagrobek albo przeprowadzić kremację i przygotować urnę. Oficjalnie gra pozwala rozwijać między innymi obszary pochówku, krematorium, system wodny, warsztat kamieniarski oraz stację do przygotowywania urn. Z czasem możemy również zatrudnić grabarzy, ogrodników, florystów i techników, którzy przejmują część najbardziej powtarzalnych obowiązków.
I tutaj Zombie Graveyard Simulator zaczyna przypominać dobry symulator ekonomiczny: początkowo robimy wszystko sami, a później stopniowo zastanawiamy się nie nad tym, jak wykonać daną czynność, lecz jak sprawić, by została wykonana bez naszego udziału.
To ważne, bo wraz z rozwojem cmentarza pracy przybywa bardzo szybko.
Rodzina płacze, księgowy się uśmiecha
Najzabawniejszą cechą gry jest całkowicie bezwstydne podejście do monetyzowania nekropolii.
Grób? Oczywiście.
Kremacja? Proszę bardzo.
Kwiaty? Są.
Pamiątki? Też sprzedamy.
Kaplica? Skrzynka na datki już czeka. Przebij sąsiada swą hojnością!
Publiczna toaleta pobierająca opłatę? Toi Toi na BLIK? Czemu nie.

Rozbudowana kaplica może posiadać ołtarz do odprawiania nabożeństw, konfesjonał i pianistę, a odpowiednio poprowadzone ceremonie zwiększają morale odwiedzających oraz wysokość darowizn. Możemy nawet zatrudnić księdza, który przejmie prowadzenie nabożeństw, oraz pracownika dbającego o porządek i uzupełnianie towaru w sklepie z pamiątkami. Im czystszy będzie kościół, tym większa suma datków od wiernych. Publiczne toalety również nie są działalnością charytatywną – korzystający z nich goście zostawiają przeciętnie 20$ przy jednym posiedzeniu. Można? Można!
Cmentarz może posiadać też sklepik sprzedający świece, kadzidła i inne pamiątki. Co więcej, stan oraz wygląd nekropolii wpływają na zachowanie odwiedzających. Czyste, zadbane i odpowiednio udekorowane miejsce sprzyja hojniejszym datkom. A gdy samo pobieranie pieniędzy od żywych przestanie wystarczać, pozostają jeszcze martwi.
W późniejszej wersji gry dodano system antyków. Po pochówku lub kremacji przy zwłokach mogą pojawić się wartościowe przedmioty: między innymi stare dzienniki, zegarki kieszonkowe, kosztowne zegary czy pierścionki z diamentami. Następnie możemy wystawić je na aukcji za pomocą aplikacji w komputerze i czekać na oferty potencjalnych kupców.
Jeżeli więc w kieszeni nieboszczyka znajdzie się coś wartościowego, cóż… bierzemy to do kieszeni i hyc wystawiamy na licytację.
Biznes is biznes, bejbe!
Moralność zostawiamy przed bramą. Księgowość ma się zgadzać.
Zadbany nagrobek to zadowolony klient. Znaczy… jego rodzina
Zombie Graveyard Simulator nie ogranicza ekonomii wyłącznie do przyjmowania kolejnych ciał. Rodziny później wracają na cmentarz i odwiedzają swoich bliskich, dlatego groby powinny pozostawać zadbane. Świeże kwiaty, czyste otoczenie oraz odpowiednie dekoracje przekładają się na zadowolenie odwiedzających i dodatkowe korzyści finansowe.
To drobny, ale ważny system, bo wymusza myślenie o cmentarzu jako o funkcjonującym obiekcie, a nie tylko o taśmie produkcyjnej, na której zwłoki wjeżdżają jednym końcem, a pieniądze wypadają drugim.
Dochodzi do tego uprawa roślin. Możemy hodować kwiaty potrzebne w codziennym funkcjonowaniu nekropolii oraz warzywa pozwalające odzyskiwać zdrowie i energię. Z czasem dostępne stają się kolejne technologie, warsztat umożliwiający samodzielne tworzenie nagrobków czy bardziej egzotyczne sposoby wykorzystania wszystkiego, co oferuje świat opanowany przez zombie.

Na późniejszym etapie gra idzie zresztą jeszcze dalej. Laboratorium badawcze pozwala wykorzystywać pokonane zombie jako element kolejnego procesu produkcyjnego, a tryb ekspedycji wysyła gracza poza teren cmentarza na dodatkowe wyprawy.
Jak widać, kapitalizm przeżyje nawet apokalipsę.
O 22:00 zamykamy kasę i wyciągamy strzelbę
Problem polega na tym, że po zachodzie słońca do bramy przychodzą klienci, których zdecydowanie nie chcemy obsługiwać. Każdej nocy na cmentarz nacierają fale zombie. Początkowo zagrożenie jest stosunkowo łatwe do opanowania, ale wraz z postępami pojawiają się liczniejsze oraz bardziej wymagające odmiany przeciwników. Do dyspozycji mamy broń palną i narzędzia do walki wręcz, lecz równie ważne staje się przygotowanie infrastruktury obronnej.

Zaczynamy od prostych barykad, płotów i drutu kolczastego, później dochodzą znacznie skuteczniejsze konstrukcje. Możemy stawiać między innymi powierzchnie rażące prądem oraz automatyczne wieżyczki, w tym bardziej zaawansowane warianty miotające ogniem. Obrona wymaga przy tym konserwacji, napraw oraz uzupełniania amunicji.
Strzelanie samo w sobie jest całkiem satysfakcjonujące. Jest proste, bezpośrednie i stanowi przyjemną odmianę po dniu spędzonym na kopaniu grobów, noszeniu zwłok i planowaniu kolejnych inwestycji.

Mam jednak wrażenie, że wraz z kolejnymi nocami system walki zaczyna powtarzać ten sam schemat. Coraz większa liczba przeciwników nie zawsze oznacza ciekawsze starcie. W pewnym momencie bardziej martwiłam się tym, że noc ponownie odciągnie mnie od rozbudowy cmentarza, niż tym, że hordy zombie zniszczą moje nagrobki. Dlatego zrobiłam rzecz, za którą twórcom należą się ogromne brawa, czyli wyłączyłam tryb zombie.
Nie chcesz strzelać? To nie strzelaj
Zombie Graveyard Simulator bardzo dobrze rozumie, że część graczy przychodzi tu po survival, a część chce przede wszystkim prowadzić najbardziej dochodową nekropolię w okolicy.

System modyfikatorów pozwala więc dostosować grę do własnych preferencji. Dostępne są poziomy trudności fal zombie od Relaxed przez Easy i Normal aż po Hard. Możemy wydłużyć dzień, całkowicie wyłączyć system energii, a więc pozbyć się kosztu wykonywania poszczególnych czynności, oraz zmienić zasady fazy przygotowawczej.
Co najważniejsze, od aktualizacji 1.3.3 fale zombie można wyłączyć całkowicie. Gra staje się wtedy pełnoprawnym symulatorem zarządzania cmentarzem, bez konieczności prowadzenia nocnych walk. Twórcy zaznaczają przy tym, że znacząco zmienia to balans, nie tracimy grobów podczas ataków i nie musimy inwestować pieniędzy w system obronny. Minusy? Nie będą ci wpadały osiągnięcia Steam. Pomimo tej niedogodności dokładnie w taki sposób grało mi się najlepiej!

Nie dlatego, że walka jest zła. Po prostu warstwa ekonomiczna okazała się wystarczająco angażująca, żebym nie potrzebowała dodatkowego FPS-a doklejonego do mojego cmentarnego Excela. Ta swoboda jest jedną z największych zalet gry. Zombie Graveyard Simulator jest hybrydą survivalu i managementu, ale jeżeli chcemy, bez problemu zmienimy go w dość spokojny, momentami wręcz relaksujący symulator przedsiębiorcy funeralnego.
Im większy cmentarz, tym mniej chce się robić własnymi rękami
System progresji został skonstruowany w klasyczny dla tego typu produkcji sposób. Kolejne poziomy otwierają dostęp do wyposażenia, ulepszeń, nowych elementów infrastruktury oraz skuteczniejszej broni.
Największą satysfakcję daje nie sam wzrost liczb, lecz obserwowanie, jak początkowo pusty i biedny teren zaczyna przypominać prawdziwy kompleks. Dochodzi kaplica, sklep, lepsze krematorium, warsztat, nowe obszary pochówku, dekoracje, toalety, pracownicy i coraz bardziej zaawansowane systemy. To właśnie automatyzacja jest dla mnie prawdziwym przełomem w Zombie Graveyard Simulator.

W pewnym momencie nie chcemy już osobiście biegać z każdym ciałem ani pilnować każdej drobnostki. Chcemy zarządzać. Inwestować. Sprawdzać przychody. Obserwować, gdzie tworzą się kolejki i co generuje najwięcej pieniędzy. Gra posiada nawet aplikację zarządzania pozwalającą analizować liczbę odwiedzających, aktywność gości, strukturę przychodów oraz zarobek generowany przez poszczególne groby.
I właśnie wtedy prosta produkcja o strzelaniu do zombie zaczyna pokazywać zaskakująco solidne ekonomiczne fundamenty.
Technicznie? Umarli sprawiali mniej problemów niż żywi w innych symulatorach
Pod względem technicznym moje doświadczenia były bardzo dobre. Gra działała stabilnie, nie natrafiłam na bugi, które utrudniałyby prowadzenie cmentarza, a całość sprawiała wrażenie produkcji znacznie bardziej dopracowanej, niż można byłoby oczekiwać po dość niepozornym symulatorze.

Nie jest to oczywiście gra, która zachwyca fotorealistyczną grafiką. Oprawa jest funkcjonalna i czytelna, a jej największą zaletą pozostaje spójność. Poszczególne stanowiska łatwo rozpoznać, rozwój cmentarza wyraźnie zmienia otoczenie, a coraz większa liczba budynków i dekoracji daje satysfakcjonujące poczucie postępu.

Najważniejsze jest jednak, że warstwa techniczna nie przeszkadza w zabawie. W symulatorze opartym na wykonywaniu wielu powtarzalnych czynności płynność interakcji i stabilność są znacznie ważniejsze od widowiskowych efektów graficznych.
Tutaj jedno i drugie działało tak, jak powinno.
Śmierć to dopiero początek… dobrze prosperującego biznesu
Zombie Graveyard Simulator jest jednym z tych symulatorów, których pomysł początkowo brzmi jak żart, ale po kilku godzinach okazuje się zaskakująco dobrze przemyślany.
Sprawdź także: Lost & Found: A This Bed We Made Story – recenzja gry (PC). Sophie wraca, ale zdecydowanie zbyt krótko
Połączenie ekonomii, rozbudowy, automatyzacji i nocnej obrony daje sporo możliwości, ale dla mnie najważniejsza pozostaje swoboda. Nie chcesz martwić się energią? Wyłącz ją. Potrzebujesz spokojniejszych nocy? Zmniejsz poziom trudności. Nie interesuje cię walka? Usuń zombie całkowicie i skup się na budowaniu funeralnego imperium.
Właśnie wtedy bawiłam się najlepiej.
Kopanie grobów, obsługa krematorium, przechowywanie ciał w chłodni, inwestowanie zarobionych pieniędzy i stopniowe automatyzowanie kolejnych procesów tworzą bardzo prostą, ale niebezpiecznie wciągającą pętlę. Zawsze pozostaje jeszcze jeden nagrobek do postawienia, następny pracownik do zatrudnienia albo kolejny fragment terenu do zagospodarowania.
A później orientujemy się, że zarabiamy na kaplicy, toalecie, pamiątkach, kwiatach, antykach znalezionych przy zwłokach i całej reszcie cmentarnej infrastruktury.
Czy wypada?
Być może nie.
Czy pieniądze się zgadzają?
Biznes is biznes, bejbe!
Sonia Moćko„Zombie Graveyard Simulator to zaskakująco wciągający symulator zarządzania cmentarzem, który łączy rozbudowaną ekonomię, automatyzację i czarny humor z nocną walką z zombie, oferując przy tym dużą swobodę dostosowania rozgrywki. Choć starcia z nieumarłymi bywają powtarzalne, a część obowiązków szybko staje się rutyną, rozwijanie własnego funeralnego imperium potrafi pochłonąć na długie godziny.”