REKLAMA

Serious Sam: Shatterverse – recenzja gry. Sam wrócił, ale bez formy?

Kuba Hertel

Opublikowano: 25 października 2026

serious sam shatterverse recenzja gry
Spis treści

Czy Serious Sam odnajdzie się w formule roguelite? Shatterverse miało tchnąć nowe życie w kultową serię, ale na PS5 szybko zamienia się w walkę z celowaniem, monotonią i nużącym grindem. A szkoda, bo pomysł był naprawdę dobry.

Serious Sam to seria, od której nigdy nie oczekiwałem przesadnie skomplikowanej fabuły czy rewolucyjnych mechanik. Chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę, ogromne hordy przeciwników i satysfakcję z opróżniania magazynków w kierunku wszystkiego, co się rusza. Dlatego pomysł na połączenie tej formuły z elementami roguelite początkowo wydawał mi się całkiem rozsądny. Za Serious Sam: Shatterverse odpowiada jednak nie Croteam, lecz Behaviour Interactive, czyli studio znane przede wszystkim z Dead by Daylight. I niestety po ograniu wersji na PlayStation 5 trudno mi pozbyć się wrażenia, że twórcy zrozumieli podstawowe założenia serii, ale nie do końca potrafili odtworzyć to, co czyniło ją tak przyjemną.

Serious Sam jako roguelite? Na papierze brzmi nieźle

Tym razem Sam Stone musi zmierzyć się z zagrożeniem obejmującym wiele alternatywnych rzeczywistości. Uber Mental namieszał w strukturze multiwersum, dlatego do walki ruszają różne wersje naszego bohatera. Fabuła jest oczywiście jedynie pretekstem do kolejnych starć, ale w przypadku tej serii trudno uznać to za wadę.

REKLAMA

Największą zmianą jest sama struktura rozgrywki. Zamiast klasycznej kampanii otrzymujemy serię podejść, podczas których przemierzamy kolejne areny, eliminujemy przeciwników, zbieramy wyposażenie i rozwijamy umiejętności postaci. Śmierć oznacza konieczność rozpoczęcia kolejnej próby, choć część zdobytych zasobów pozwala na odblokowywanie dodatkowej zawartości.

Do dyspozycji oddano pięć wariantów Sama, różniących się zdolnościami specjalnymi i stylem rozgrywki. Nie wszystkie są jednak dostępne od początku. Podobnie wygląda sytuacja z uzbrojeniem, ponieważ dostęp do kolejnych narzędzi zagłady trzeba sobie najpierw wypracować.

Sam pomysł nie jest zły. Wręcz przeciwnie, klasyczny Serious Sam wydaje się idealnym kandydatem do wykorzystania mechanik roguelite. Dynamiczne potyczki, coraz groźniejsi przeciwnicy i możliwość tworzenia szalonych kombinacji uzbrojenia mogłyby zapewnić dziesiątki godzin zabawy. Problem w tym, że Shatterverse zdecydowanie zbyt rzadko wykorzystuje potencjał własnych założeń.

Strzelanie na PS5 potrafi skutecznie odebrać przyjemność

screenshot z gry serious sam shatterverse
Niestety, strzelanie na konsoli jest bardzo „kwadratowe”

To właśnie tutaj pojawia się mój największy problem z Serious Sam: Shatterverse. Celowanie na PlayStation 5 jest zwyczajnie niewygodne, a w grze, której podstawową mechaniką jest nieustanne strzelanie, trudno o bardziej dotkliwą wadę.

Seria zawsze opierała się na szybkości. Trzeba było pozostawać w ruchu, błyskawicznie reagować na zagrożenia i sprawnie przenosić celownik pomiędzy kolejnymi przeciwnikami. W Shatterverse próby odtworzenia tego stylu zabawy na kontrolerze DualSense okazują się niepotrzebnie frustrujące.

Sterowanie sprawia wrażenie ociężałego i niedostatecznie precyzyjnego. Namierzenie konkretnego przeciwnika, szczególnie gdy na ekranie robi się tłoczno, potrafi stanowić większe wyzwanie niż sama walka. Zamiast koncentrować się na unikaniu ataków i eliminowaniu kolejnych fal wrogów, zbyt często trzeba walczyć z analogiem, próbując odpowiednio ustawić celownik.

Nie pomaga fakt, że gra wymaga ciągłego przemieszczania się. Przeciwnicy atakują z różnych kierunków, a każda chwila poświęcona na poprawianie celowania może skończyć się utratą zdrowia.

Oczywiście dynamiczne FPS-y nigdy nie były tak naturalne na padzie, jak przy wykorzystaniu myszy i klawiatury. Nie oznacza to jednak, że twórcy mogą zupełnie zignorować specyfikę konsolowego sterowania. Wystarczy spojrzeć na współczesne odsłony DOOM-a, aby przekonać się, że nawet bardzo szybka i wymagająca strzelanka może zapewniać świetne wrażenia na kontrolerze.

W Shatterverse tego komfortu niestety nie odczułem. Co gorsza, problemy ze sterowaniem wpływają na odbiór właściwie wszystkich pozostałych elementów gry. Nawet ciekawsza broń czy bardziej wymagające starcie nie sprawiają większej przyjemności, kiedy podstawowa czynność, czyli strzelanie, potrafi tak mocno irytować.

Roguelite bez satysfakcjonującej progresji

Drugim poważnym problemem Serious Sam: Shatterverse jest sposób, w jaki zrealizowano rozwój postaci i odblokowywanie dodatkowej zawartości. W dobrym roguelite każda kolejna próba powinna dawać poczucie postępu. Nawet jeżeli nie uda się dotrzeć do końca, zdobyte doświadczenie, nowe możliwości czy odkryte kombinacje umiejętności zachęcają do ponownego rozpoczęcia zabawy. Tutaj bardzo szybko pojawia się zupełnie inne uczucie – znużenie.

Zdobywanie zasobów potrzebnych do odblokowania nowych postaci i broni trwa zdecydowanie zbyt długo.Szczególnie dotkliwe jest ograniczenie dostępu do ciekawszego uzbrojenia na początkowych etapach. Serious Sam powinien przecież kojarzyć się z potężnym arsenałem, a nie mozolnym oszczędzaniem waluty na kolejną zabawkę.

Nie przekonują mnie również ulepszenia zdobywane podczas poszczególnych podejść. Zbyt często sprowadzają się do niewielkich premii do statystyk, takich jak dodatkowe obrażenia, większa ilość zdrowia czy szybsze przeładowywanie. Owszem, zdarzają się ciekawsze bonusy, ale jest ich za mało, aby regularnie zmieniały sposób prowadzenia walki.

Brakuje przede wszystkim poczucia budowania coraz potężniejszej i bardziej absurdalnej postaci. Właśnie za to cenię najlepszych przedstawicieli gatunku. Chcę, żeby kolejne ulepszenia wyraźnie wpływały na przebieg starć, zachęcały do eksperymentowania i pozwalały tworzyć kombinacje, których wcześniej nawet nie brałem pod uwagę.

Tymczasem tutaj przez długi czas wykonujemy właściwie te same czynności, otrzymując w zamian mało ekscytujące nagrody. Przez to kolejne podejścia zaczynają przypominać obowiązek, a nie okazję do dobrej zabawy.

Dużo znajomych przeciwników, za mało ciekawych starć

screenshot z gry serious sam shatter verse
System progresji zdaje się bardzo powolny

Na szczęście nie wszystko wypada źle. Twórcy zadbali o obecność rozpoznawalnych przeciwników, dzięki którym Shatterverse zachowuje przynajmniej część tożsamości serii. Powracają między innymi Kleery, Gnaary i inne paskudztwa znane fanom poprzednich odsłon.

Problem polega na tym, że sama obecność znajomych wrogów nie wystarcza, aby starcia były interesujące.

W najlepszych odsłonach Serious Sama ogromne znaczenie miało odpowiednie projektowanie potyczek. Poszczególni przeciwnicy wymuszali odmienne zachowania, a ich kombinacje potrafiły w jednej chwili zamienić pozornie łatwą walkę w prawdziwą walkę o przetrwanie. Tutaj tego przemyślanego chaosu jest zdecydowanie mniej.

Losowy dobór kolejnych wyzwań i przeciwników nie zawsze przekłada się na interesujące sytuacje. Zbyt często mamy do czynienia z podobnie przebiegającymi starciami, które różnią się przede wszystkim liczbą potworów i otrzymywanych obrażeń.

Do tego dochodzi niezbyt przekonujący balans rozgrywki. Niektóre potyczki okazują się banalne, podczas gdy inne potrafią błyskawicznie pozbawić bohatera zdrowia. System jego odzyskiwania poprzez wykonywanie wykończeń miał zachęcać do agresywnego stylu walki, ale w praktyce nie zawsze dobrze współgra z chaotycznym przebiegiem starć.

Gra bywa wymagająca, lecz nie zawsze w satysfakcjonujący sposób. A to istotna różnica, szczególnie w produkcji, w której porażka oznacza konieczność powtarzania kolejnych etapów.

Oprawa ma swój urok, a kooperacja daje grze szansę

serious sam shatterverse screenshot z gry
W CO-OPie jest nawet fun

Jeżeli miałbym wskazać element, który całkiem dobrze wpisuje się w charakter Serious Sama, byłaby to oprawa artystyczna. Shatterverse stawia na bardziej kolorową, momentami wręcz kreskówkową stylistykę, która pasuje do absurdalnego humoru i multiwersalnego zamieszania.

Nie jest to produkcja wyznaczająca nowe standardy graficzne, ale poszczególne lokacje potrafią wyglądać przyjemnie, a różnorodność wizualna kolejnych wersji Sama stanowi sympatyczny ukłon w stronę fanów.Muzyka również dobrze współgra z charakterem zabawy, szczególnie kiedy akcja zaczyna nabierać tempa.

Szkoda tylko, że oprawa nie idzie w parze z równie dopracowaną rozgrywką.

Pewnym ratunkiem dla produkcji może okazać się kooperacja, pozwalająca na wspólną zabawę maksymalnie pięciu osobom. Sam pomysł na drużynę złożoną z alternatywnych wersji Sama jest całkiem zabawny, a wspólne eliminowanie kolejnych hord wydaje się naturalnym rozwinięciem formuły serii.

Nie zmienia to jednak faktu, że obecność znajomych nie rozwiązuje problemów z monotonią, tempem progresji czy samym systemem walki. Można dobrze bawić się w towarzystwie nawet przy przeciętnej grze, ale nie oznacza to automatycznie, że ta gra jest dobra.

Podsumowanie. Serious Sam: Shatterverse to zmarnowany potencjał

Serious Sam: Shatterverse jest dla mnie jedną z tych produkcji, które rozczarowują przede wszystkim dlatego, że sam pomysł na nie był naprawdę interesujący. Połączenie klasycznej, bezkompromisowej strzelanki z mechanikami roguelite mogło dać serii mnóstwo świeżości. Zamiast tego otrzymaliśmy grę, która zbyt szybko zaczyna powtarzać własne schematy.

Największym rozczarowaniem pozostaje dla mnie sterowanie na PlayStation 5, które potrafi skutecznie zniechęcić do dalszej zabawy. Do tego dochodzi powolna progresja, niezbyt interesujące ulepszenia i brak satysfakcji z kolejnych podejść.

Nie oznacza to, że Shatterverse jest całkowicie pozbawione zalet. Rozpoznawalni przeciwnicy, przyjemna stylistyka, kilka efektownych momentów i możliwość zabawy ze znajomymi sprawiają, że można tu znaleźć coś dla siebie. Trzeba jednak wykazać się sporą cierpliwością.

Serious Sam zawsze był dla mnie synonimem prostej, intensywnej i satysfakcjonującej rozrywki. W Shatterverseprostota pozostała, ale gdzieś po drodze zgubiono większość frajdy. I właśnie tego żałuję najbardziej.

Zdjęcie: Kuba HertelKuba Hertel

„Serious Sam: Shatterverse to zmarnowany potencjał ciekawego pomysłu, który przez niewygodne sterowanie na PS5, monotonną rozgrywkę i nużącą progresję szybko traci swój urok.”

5/ 10

ZALETY +

WADY -

logo filmy devolver
Za klucz do gry na PS5 dziękujemy Devolver Digital!
Kuba Hertel

Geek w najlepszym tego słowa znaczeniu! Miłośnik gier, komiksów, kinematografii oraz technologii - pochłania wszystko! Z zawodu logistyk, a grafik (obecnie dziergający z Netflixem!) i redaktor z wyboru. Jego serce zdaje się barwy niebieskiej, bo najbardziej oddany jest Sony i DC, jednak z chęcią także zasiada przy Xboxie, a Switch w ruchu jest cały czas! Wszakże dobrodziejstw popkulltury nigdy za wiele, prawda?

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Grafika przedstawiająca plakat filmu Street Fighter

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3
Grafika przedstawiająca okładkę komiksu Kaczor Donald. Tom 3. Kaczor pracujący

Kaczor Donald. Tom 3. Kaczor pracujący – recenzja komiksu – Donald ima się każdej pracy. Z różnym skutkiem

Kaczor Donald. Tom 3. Kaczor pracujący – recenzja komiksu – Donald ima się każdej pracy. Z różnym skutkiem

Majster Symulator (Low budget repairs) – recenzja gry (PC). Jest dobrze? Jest tanio!

Majster Symulator (Low budget repairs) – recenzja gry (PC). Jest dobrze? Jest tanio!

Zombie Graveyard Simulator –  recenzja gry (PC). Biznes po trupach. Dosłownie!

Zombie Graveyard Simulator –  recenzja gry (PC). Biznes po trupach. Dosłownie!

Lost & Found: A This Bed We Made Story – recenzja gry (PC). Sophie wraca, ale zdecydowanie zbyt krótko

Lost & Found: A This Bed We Made Story – recenzja gry (PC). Sophie wraca, ale zdecydowanie zbyt krótko
Grafika przedstawiająca okładkę gry Obakeidoro 2: Chase & Seek

Obakeidoro 2: Chase & Seek – recenzja gry – Kiedy podwórkowy berek staje się sztuką przetrwania

Obakeidoro 2: Chase & Seek – recenzja gry – Kiedy podwórkowy berek staje się sztuką przetrwania