REKLAMA

Droga ważniejsza od celu – recenzja gry Finding Polka

Kamil Wandzel

Opublikowano: 16 września 2026

Spis treści

Każdy, kto utracił swojego psa, miał chociaż raz pragnienie, aby go ponownie zobaczyć, przytulić i pogłaskać, nawet jakby miało to oznaczać ruszenie w najdziwniejszą podróż swojego życia.

Finding Polka serwuje nam właśnie taką podróż. Bez skomplikowanych mechanik czy długich dialogów. Jest pies. Trzeba za nim iść. I przez sporą część gry właśnie ta prostota działa najlepiej. Co jest ważniejsze: marzenie czy droga doń prowadząca? Zapraszam do lektury.

Chodź, namaluj mi świat

Największą zaletą Finding Polka jest oprawa wizualna. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś dostał długopis, zeszyt i zdecydowanie za dużo czasu. Lokacje są pełne drobnych szczegółów, dziwnych kreatur i elementów, które skutecznie odciągają uwagę od głównego celu. Czasami nawet trochę za bardzo, bo znalezienie właściwej ścieżki pomiędzy wszystkimi obiektami potrafi sprawić problem. Nie przeszkadzało mi to jednak szczególnie. Chęć sprawdzenia, co twórcy ukryli kawałek dalej, była jednym z głównych powodów, dla których chciałem poznawać kolejne miejsca.

REKLAMA

Klimat lokacji i pojawiające się tam przeróżne postaci, jak na przykład kultyści czy obcy z innych planet, wyglądali świetnie i pokazali, jak dużo można wyciągnąć z pozornie bardzo prostego stylu graficznego. Kolejne plansze potrafią być kompletnie absurdalne i właśnie wtedy Finding Polka wypada najlepiej. Nie potrzebuje żartów opowiadanych wprost. Humor wynika z tego, co dzieje się na ekranie, wyglądu bohaterów czy samego pomysłu na kolejną lokację. Gra praktycznie nie korzysta z klasycznych dialogów, ale nigdy nie miałem problemu ze zrozumieniem, co się dzieje. Gesty, mimika i proste reakcje bohaterów w zupełności wystarczają.

To samo, tylko na innym tle

Problem pojawia się wtedy, kiedy pierwsze zauroczenie zaczyna mijać. Po pewnym czasie każda kolejna mapa zaczęła wywoływać u mnie podobną reakcję: okej, znowu zrobię mniej więcej to samo, tylko na innym tle. Eksplorujemy, oglądamy kolejne dziwactwa, wykonujemy kilka prostych czynności i ruszamy dalej. Same zadania są łatwe, niewymagające i dobrze pasują do luźnego charakteru gry. Pojawiają się również minigry, które są przyjemnym urozmaiceniem i skutecznie rozbijają monotonię. Nie zmienia to jednak faktu, że schemat i powtarzalność zaczynają być odczuwalne, szczególnie pod koniec gry.

Chodźże trochę szybciej

Nie pomaga również tempo poruszania się. Postać chodzi naprawdę wolno i początkowo nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo. Pasowało do spokojnego charakteru całości. Z czasem jednak zaczęło zwyczajnie nudzić. Kiedy wiesz już mniej więcej, czego spodziewać się po kolejnej lokacji, wolne przemieszczanie się między punktami zaczyna być bardziej przeszkodą niż elementem klimatu.

Inne zakończenie? Jasne, ale…

Finding Polka zachęca również do szukania zdjęć i innych dodatkowych rzeczy. Ja za znajdźkami nie przepadam, więc samo zbieranie wszystkiego nie było dla mnie największą atrakcją. Ostatecznie jednak zrobiłem to, bo chciałem zobaczyć drugie zakończenie.

Znacznie lepiej wypadają minigry. Nie są przesadnie trudne i dobrze pasują do lekkiej formuły całej produkcji. Nie wpływają na grę w ogóle, ale jako krótkie przerywniki spełniają swoją rolę.

Pod absurdem kryje się strata

I właśnie końcówka sprawiła, że na całą tę pogoń spojrzałem trochę inaczej.

Nie powiem, że zakończenie kompletnie zmieniło moje postrzeganie historii. Nie zrobiło nagle z prostej przygodówki wielkiego dramatu. Pasowało jednak do stylu całej gry i miało w sobie coś zaskakująco melancholijnego. Przez większość czasu Finding Polka bawi absurdem, dziwnymi sytuacjami i kolejnymi coraz bardziej odjechanymi lokacjami. Gdzieś pod tym wszystkim znajduje się jednak historia straty.

Było mi zwyczajnie szkoda człowieka, który gonił za swoim przyjacielem, mimo że wcześniej go utracił. Gra nie potrzebuje do tego wielkiego monologu ani smutnej sceny trwającej dziesięć minut. Wystarczy kontekst całej podróży. Dzięki temu zakończenie pasuje do reszty i zostawia po sobie coś więcej niż tylko poczucie zaliczenia kolejnej krótkiej gry.

Droga ważniejsza od celu

Przejście całości zajęło mi kilka godzin i to moim zdaniem odpowiednia długość. Dłuższa gra prawdopodobnie jeszcze mocniej uwypukliłaby powtarzalność kolejnych map. Już tutaj pod koniec czułem, że moje zainteresowanie jest wyraźnie mniejsze niż na początku.

Finding Polka jest więc grą, którą bardzo łatwo polubić, ale trochę trudniej pokochać. Ma świetny styl graficzny, jest pełna absurdów, ma przyjemne minigry i świat, który warto dokładnie oglądać. Jednocześnie jej bardzo spokojne tempo i powtarzalna konstrukcja kolejnych lokacji sprawiają, że początkowa ciekawość stopniowo słabnie, lecz zakończenie pokaże, że osiągnięcie marzenia często daje nam pustkę, a nie spełnienie. Bo w Finding Polka najważniejsze okazuje się to wszystko, co wydarzyło się po drodze. 

ZALETY +

WADY -

Kamil Wandzel

Jako dziecko jadłem kamienie stąd moja miłość do krasnoludów, patrząc na żelazny tron, czekam na powrót króla, a wyglądając za okno, odruchowo rzucam na percepcję. To cały ja, lubię uciekać w światy pełne magii, czy to na kartach książek, czy za pomocą konsoli (mam zielone serce!) i robię to zawsze, kiedy mam wolną chwilę. A i pamiętajcie... KRASNOLUDEM SIĘ NIE RZUCA!

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Primal Hunter. Tom 1 – Recenzja książki – RPG, które wyszło z ekranu 

Primal Hunter. Tom 1 – Recenzja książki – RPG, które wyszło z ekranu 

Dragon Age. Rozłam – Recenzja książki – Historia, której nie opowiedziały gry 

Dragon Age. Rozłam – Recenzja książki – Historia, której nie opowiedziały gry 
recenzja gry captain Tsubasa 2

Captain Tsubasa 2: World Fighters – recenzja gry. Futbol na wypasie

Captain Tsubasa 2: World Fighters – recenzja gry. Futbol na wypasie

Superman. Tom 1: Superwoman – recenzja komiksu – Lois Lane w zupełnie nowej roli

Superman. Tom 1: Superwoman – recenzja komiksu – Lois Lane w zupełnie nowej roli
recenzja gry Star Wars zero company

Star Wars Zero Company – recenzja gry. Turowa moc naprawdę jest silna

Star Wars Zero Company – recenzja gry. Turowa moc naprawdę jest silna
recenzja gry sucker for love: crush landing

Sucker for Love: Crush Landing – recenzja gry. Jak poznałem waszą kometę

Sucker for Love: Crush Landing – recenzja gry. Jak poznałem waszą kometę