Równolegle do zamętu, który pozostał w sercu Siedmiu Królestw po Wojnie Pięciu Królów, również na obrzeżach Westeros, jak i za Wąskim Morzem trudno znaleźć spokojne miejsce. Tutaj Żelaźni Ludzie próbują utrzymać swoje zdobycze, tam sąsiedzi nie zgadzają się na władanie Smoczej Królowej, a do tego wszystkiego za Murem na dalekiej północy można dojrzeć tajemnicze lodowe postacie, niosące ze sobą zagrożenie dla wszystkich ludzi.

Jedna historia, znów dwa tomy
Oryginalne wydanie Tańca ze smokami trafiło na półki księgarń w 2011 roku, niemal sześć lat po premierze Uczty dla wron, i już w tym samym roku w Polsce pojawił się przekład pierwszej części Tańca, opatrzony obecnie podtytułem Marzenia i Pył. W lutym bieżącego roku wydawnictwo Zysk i S-ka wypuściło na rynek nowe wydanie wspominanego tomu, kontynuując trwający już kilka lat cykl wznowień . Podobnie jak w przypadku poprzednich części cyklu (oprócz Gry o Tron) wykorzystano przekład Michała Jakuszewskiego, słynącego również z przekładu dzieł Glena Cooka, Stevena Eriksona czy Iana Camerona Esselmonta.
Polityka jest jak taniec?
Porównań polityki do innych aspektów życia można by tu przytoczyć wiele, ze słynną sceną z pierwszego growego Wiedźmina na czele. Myślę, że Martin, wybierając taki, a nie inny tytuł dla swojej książki bardzo trafnie przyrównał wszelkie szlachetne zabiegi dyplomatyczne (oraz te nieco mniej szlachetne) do tańca, w którym z jednej strony korzystamy z wyuczonych kroków, jednocześnie zostawiając nieco pola na improwizację. Co w obu rzeczach jest kluczowe? To, aby nie nadepnąć drugiej osoby za mocno.

Varamyr, jeden z popleczników Króla za Murem po klęsce ataku Dzikich na Mur został uwięziony w ciele wilka, którego jeszcze niedawno kontrolował. Obserwuje on armię Innych poruszającą się na północ od legendarnej fortyfikacji obsadzonej przez Nocną Straż. Bran Stark – potomek rodu władającego niegdyś całą północą Westeros, dociera w końcu do jaskini Dzieci Lasu, gdzie spotyka Trójokiego Kruka – zmiennoskórnego, który towarzyszył mu w snach, prowadząc go właśnie do tego miejsca. Jon Snow lawiruje między wrogami – zarówno tymi za Murem, jak i tymi w czarnych płaszczach. Na wschodzie natomiast Tyrion uparcie zmierza w stronę Daenerys, by oferować jej swe skromne usługi i wesprzeć w walce o Żelazny Tron. Muszę przyznać, że podział wydarzeń na Ucztę dla wron oraz Taniec ze smokami ze względu na lokalizację był jak najbardziej trafnym posunięciem. Co prawda podczas lektury recenzowanego tytułu musiałem zerkać do notatek, które popełniłem przy poprzednich tomach, z drugiej strony moja uwaga teraz mogła skupić się przede wszystkim na opłotkach Westeros oraz wschodnich krainach. W końcu dobrze wiedziałem, co w międzyczasie działo się choćby w Królewskiej Przystani.

Taniec na paluszkach, aby nie zbudzić smoka
Pierwszy tom Tańca ze smokami to kontynuacja opowieści, w której wielka polityka nie jest już tylko tłem dla wydarzeń, ale staje się ich głównym motorem. Podobnie jak wcześniej, towarzyszymy bohaterom nie tylko w fizycznych podróżach przez rozdarte konfliktami krainy, lecz także w ich wewnętrznych rozterkach – często znacznie bardziej wyniszczających niż jakakolwiek bitwa. Zastosowanie wielu perspektyw pozwala spojrzeć na te same decyzje z różnych punktów widzenia, obnażając ich konsekwencje i pokazując, jak cienka granica dzieli rozsądek od katastrofy.
Daenerys Targaryen mierzy się z ciężarem władzy w sposób, który coraz wyraźniej oddala ją od wyobrażeń o sprawiedliwej królowej. Rządzenie okazuje się znacznie trudniejsze niż podbój – każda decyzja niesie ze sobą polityczne konsekwencje, a próba pogodzenia ideałów z rzeczywistością prowadzi do narastającego napięcia w okupowanym przez nią mieście. To już nie historia wyzwolicielki, lecz władczyni uwikłanej w sieć zależności, które powoli wymykają się spod kontroli.
Jon Snow, stojący na czele Nocnej Straży, doświadcza podobnego konfliktu między obowiązkiem a osobistymi przekonaniami. Jego decyzje, choć często racjonalne, budzą sprzeciw i niezrozumienie – szczególnie tam, gdzie tradycja i uprzedzenia są silniejsze niż rozsądek. Każdy wybór pogłębia jego izolację, pokazując, jak samotna potrafi być władza, nawet jeśli formalnie opiera się na wspólnocie. Co więcej, jego lojalność przysiędze zostaje wystawiona na próbę, gdy docierają do niego informacje o pojmaniu jego przyrodniej siostry, która ma zostać wydana za mąż.
Wątek Tyriona Lannistera to z kolei podróż człowieka pozbawionego pozycji, który musi na nowo odnaleźć się w świecie. Jego inteligencja i cynizm nadal pozostają jego największym atutem, jednak coraz częściej ustępują miejsca goryczy i poczuciu straty. To jedna z bardziej introspektywnych historii w tomie – mniej skupiona na działaniu, a bardziej na rozliczeniu z przeszłością i nadziei na wypracowanie lepszej przyszłości.

Świat jako plansza
Autor przedstawia Westeros, które na pierwszy rzut oka zaczyna dochodzić do siebie po wojennej zawierusze, która niedawno przetoczyła się po jego polach i lasach. W rzeczywistości jednak mało kogo obchodzą bandy banitów siejące zamęt na prowincjach. Muszę przyznać, że Martin zdecydowanie zainteresował mnie tym, że w kreowaniu świata nie poszedł na łatwiznę – podejście do polityki znacząco różni się od części, w której aktualnie przebywają bohaterowie. Mam jednak wrażenie, że mimo tysięcy przeczytanych stron za mną Martin nie odkrył jeszcze wszystkich kart i w drugim tomie Tańca ze smokami dam się zaskoczyć nie tylko ciekawymi krainami i postaciami, ale również powalającymi zwrotami akcji, z których pisarz zasłynął w Pieśni Lodu i Ognia.
Pierwsza część Tańca ze smokami to przede wszystkim popis konsekwentnego budowania świata i pogłębiania bohaterów – George R. R. Martin ponownie udowadnia, że największe napięcie potrafi stworzyć nie na polu bitwy, lecz w ciszy podejmowanych decyzji i ich nieuniknionych konsekwencji. To opowieść bardziej intymna i refleksyjna, w której polityka, odpowiedzialność i moralne dylematy wysuwają się na pierwszy plan, a czytelnik ma okazję zajrzeć głęboko w psychikę postaci, obserwując, jak władza i samotność powoli je kształtują – lub niszczą. Jednocześnie jest to kolejna „przygotowawcza” część, skupiona na budowaniu napięcia i ustawianiu pionków na planszy, co sprawia, że momentami może sprawiać wrażenie zbyt rozwleczonej i wolniejszej niż wcześniejsze tomy, szczególnie dla tych, którzy oczekują bardziej dynamicznej akcji.

Jak pogodzić książkę i serial na okładce?
Po raz kolejny zawdzięczam Maciejowi Łaszkiewiczowi klimatyczną ilustrację na okładce, wspaniale odwzorowującą treść książki. Artysta ten współpracował z wydawnictwem przy poprzednich tomach sagi oraz Historii Śródziemia. Wcześniej jednak związany był ze studiem CD Projekt Red, dla którego tworzył m.in. grafiki do Gwinta.
W przypadku pierwszego tomu Tańca ze smokami wita nas najbardziej mroczna jak dotąd ilustracja. W jej centrum znajduje się tajemniczy, emanujący bladą poświatą jeździec dosiadający dość mrocznego konia. Za nimi natomiast można dostrzec niezliczone szeregi wojowników. Zarówno wierzchowiec, jak i widoczny w oddali olbrzym wyróżniają się święcącymi oczami. Bezsprzecznie nawiązuje to do wielokrotnie wspominanych w treści Pieśni Lodu i Ognia Białych Wędrowców, znanych również pod mianem Innych. Sama postać na koniu przywodzi jednak na myśl Nocnego króla z filmowej adaptacji od HBO. Odświeżone wydanie nie zawiera żadnej ilustracji w treści, jednak wyklejka wita nas widokiem herbów czterech najważniejszych dla fabuły rodów, a w tomie znajdziemy trzy mapy, w tym jedną skupiającą się przede wszystkim na Żelaznych Wyspach.

Panie Martinie, niech Pan skończy tę historię!
Wszyscy doskonale wiemy, jak bardzo temu pisarzowi nie wychodzi kończenie historii, a zwłaszcza tej jednej, największej, z której zasłynął na całym świecie. Solą na rany jest mała adnotacja dodana przez niego do Tańca ze smokami. Co prawda, dotyczy ona zawiłości chronologii Uczty i Tańca, jednak na końcu autor wyraża nadzieję, że wszyscy będziemy marznąć razem Wichrach Zimy. Prawdopodobnie Martin jest jednak człowiekiem uwielbiającym ciepło – stąd obiecane wichry mimo upływu 15 lat nadal nie nadeszły.
Pierwszy tom Tańca ze smokami to powieść, która zamiast widowiskowych kulminacji proponuje czytelnikowi cierpliwe zanurzenie się w świat decyzji, konsekwencji i politycznych niuansów. George R. R. Martin po raz kolejny udowadnia, że największą siłą jego opowieści nie są spektakularne wydarzenia, lecz bohaterowie zmuszeni do dokonywania wyborów w sytuacjach bez dobrego wyjścia. To książka wymagająca skupienia i zaangażowania, ale w zamian oferująca pogłębioną, wielowymiarową historię, w której każdy ruch na tej wielkiej planszy może mieć nieodwracalne skutki.
przeczytaj inne recenzje Kuby :
Steel Soul Shaper – Pierwsze Wrażenia. Cyberpunkowy skalpel zamiast spluwy
Rycerz Siedmiu Królestw – Recenzja Książki – Bo rozmiar to nie wszystko…

