REKLAMA

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 15 kwietnia 2026

Spis treści

Wraz z premierą siódmego tomu Historii Śródziemia wkraczamy w drugą połowę wspaniałej wędrówki, na której końcu stoi kompletny cykl opowiadający o historii powstawania opowieści, dzięki którym Tolkien zasłynął na całym świecie. Na początku bieżącego roku na półki księgarń trafiła Zdrada Isengardu, kontynuująca przedstawianie procesu twórczego stojącego za Władcą Pierścieni.

 

To wydawnictwo nigdy nie zawodzi

Za wydaniem Zdrady Isengardu stoi wydawnictwo Zysk i S-ka, dostarczające czytelnikom większość tolkienowskich tytułów wydanych w ostatnich latach w naszym języku. Za przekład treści ponownie odpowiadało małżeństwo: Maria Gębicka-Frąc oraz Cezary Frąc. Niestety pan Cezary po wielu latach spędzonych na tłumaczeniu pożeglował w stronę Valinoru kilka miesięcy przed premierą Powrotu Cienia – poprzedniego tomu cyklu. Jest on jednak uznawany za współautora przekładu, gdyż wedle strategii przyjętej przez zespół tłumaczy praca nad kolejnymi tomami odbywała się równolegle. Tym razem ich wysiłki zostały wsparte przez Ryszarda „Galadhorna” Derdzińskiego, który zajął się dodatkiem o runach oraz Katarzynę „Elring” Staniewską, odpowiedzialną za wiersze z piątego rozdziału. 

REKLAMA

Ich pracę uzupełnił Maciej Łaszkiewicz, tworząc przepiękną ilustrację na okładkę. Przedstawia ona tytułowy Isengard, ze stojącą w jego centrum wieżą Orthank. Na jej szczycie rozbłyska światło rozmywające wszechobecną ciemność, z której wyłaniają się leżące w oddali góry oraz wyrastające u stóp budynku kominy. Zdecydowanie nawiązuje to do stanu, w którym znalazła się ta forteca po zdradzie Sarumana – to właśnie tak mógł ją widzieć Szary Pielgrzym podczas swoich odwiedzin.

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena | Zdjęcia własne

Ciemność widzę, widzę ciemność!

Co to oznacza? Mimo lat, które upływały Tolkienowi na pracy nad swoją wielką opowieścią, wielokrotnie wracał do fragmentów, które już stworzył. Niektóre z nich przepisywał na nowo, podczas gdy inne zmieniał tylko nieznacznie. Jednym z takich przykładów są właśnie kopalnie Morii, które ,jak zapewne pamiętają czytelnicy ostatecznej wersji, cechowały się wszechobecną ciemnością. Te rozdziały czytałem ze szczególną przyjemnością, jako że w ostatnich miesiącach sam zacząłem eksplorować te dawne krasnoludzkie królestwo – a właściwie jego adaptację w grze komputerowej Powrót do Morii, której recenzję autorstwa mojego przyjaciela odnajdziecie na łamach tego portalu. 

LINK: https://grapodpada.pl/the-lord-of-the-rings-return-to-moria-recenzja-gry/

Zdrada Isengardu nie tylko częściowo powraca do szkiców i wersji, które powstały wcześniej. Rozwija ona też opowieść  o losach Drużyny Pierścienia, prowadząc nas w stronę Lórien oraz Rohanu. Co ciekawe, na tym etapie tworzenia sam Tolkien nie sam jeszcze nie wiedział, w którą stronę zmierzają ich losy, przez co opowieść pozostaje w ciągłym ruchu, a chronologia, geografia czy poszczególne sceny ulegają częstym zmianom. Z czasem dostosowują się, by zacząć tworzyć trzon jednolitej opowieści, którą świat miał poznać kilkanaście lat później.

Siódmy tom Historii Śródziemia zaczyna się od pracy nad chronologią podróży Gandalfa po odkryciu zdrady przywódcy zakonu Istarich oraz omówienia relacji między dwójką tych potężnych postaci. Dalej śledzimy kolejne perypetie Drużyny Pierścienia, od ich krótkiej wyprawy do Rivendell, przez głębiny Khazad-dûm, lasy Lórien, w których zatrzymał się czas, aż po rozległe równiny Rohanu, zamieszkane przez lud, który później miał stać się Rohirrimami – Władcami Koni. O ile początkowe wydarzenia i krainy były już raczej mocno ugruntowane przez autora, o tyle w miarę oddalania się od Shire spod jego pióra zaczynało pojawiać się więcej alternatywnych wersji. To właśnie w tym tomie zawiązywała się historia Gondoru, jaką poznaliśmy we Władcy Pierścieni oraz pojawiły się pierwsze zalążki królestwa Rohanu. 

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena | Zdjęcia własne

Jeden tom, by wszystkimi dziełami rządzić 

Tym razem nie mamy do czynienia z podziałem na osobne fazy, jak to miało miejsce w przypadku Powrotu Cienia. Zamiast tego treść została podzielona na 26 rozdziałów opiewających poszczególne wydarzenia, jak na przykład podróż przez Morię czy wypoczynek w Lórien. Kilka z nich Christopher poświęcił na skompilowanie planów na dalszy rozwój fabuły, które co jakiś czas tworzył jego ojciec. Gdy jednak zagłębimy się w treść opracowaną przez młodszego z Tolkienów, okaże się, że Profesor nawet tworząc jakąś scenę, potrafił w lot przejść do dyskusji z samym sobą na papierze i rozmyślać nad tym, czy nie poprowadzić fabuły w innym kierunku. Czasem zdarzało mu się też przerwać wpół zdania i zacząć pisać kolejną wersję historii. 

Możecie się z tym nie zgodzić, ale uważam, że właśnie fakt nieustannych zmian i ciągłego dopracowywania dzieła świadczy o tym, jak autor niezmiennie pracował nad stworzeniem wielkiej opowieści, która nie była owocem jednorazowego olśnienia, a skutkiem długiego i zawiłego procesu. Co prawda w tym tomie nie napotkamy aż tylu nazw własnych, gdzie duet tłumaczy mógł zestawiać ze sobą różne ich tłumaczenia, jednak to, co zwróciło moją uwagę i jednocześnie zaimponowało, to sprawność, z jaką przełożyli na nasz język ogrom wiele alternatywnych słów i nazw, które pojawiały się podczas procesu twórczego.

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena | Zdjęcia własne

Zajrzyjmy do warsztatu obu Tolkienów

Nierzadko krótsze lub dłuższe fragmenty rozdziałów opatrzone są osobistymi komentarzami J.R.R. Tolkiena, w których podpowiadał sobie, co musi zmienić lub dodać, aby z pojedynczych pomysłów stworzyć komplementarny świat i historię, za które kochamy Władcę Pierścieni. 

W dialog z czytelnikiem wchodzi natomiast młodszy z Tolkienów, na którego barkach spoczęło zadanie uporządkowania spuścizny ojca. Bez cienia wątpliwości mogę przyznać, że takie dzieła jak Historia Śródziemia pomagają w lepszym rozumieniu nieustannego procesu stojącego za pisaniem powieści. Muszę jednak równolegle zaznaczyć, że jest to jednak lektura dla bardziej zagorzałych miłośników Śródziemia, a nawet zawodowych badaczy lub studentów literatury. 

Urozmaiceniem dla ponad 500 stron studium nad rozwojem historii stanowi przede wszystkim pierwsza mapa Profesora stanowiąca podstawę dla map narysowanych później przez Christophera oraz jego szkice związane z przedstawioną historią. W połączeniu z runami, które wyszły spod pióra Tolkiena, mnogimi przypisami, odnoszącymi się zarówno do tekstu zawartego w Zdradzie Isengardu, jak i innych dzieł, które wyszły spod pióra Tolkiena, tworzy to ogromną bibliotekę wiedzy, która nieustannie zaprasza czytelnika do zapoznania się z tym, co skrywa w sobie.

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena | Zdjęcia własne

Coraz bliżej do Mordoru

Zdrada Isengardu nie jest kolejnym rozdziałem opowieści o Śródziemiu. To raczej fascynujący zapis jej powstawania. Podczas lektury możemy być świadkiem chwil, w których historia znana z Władcy Pierścieni zaczynała nabierać znajomych kształtów, choć wciąż pozostawała w ruchu, pełna alternatyw i twórczych wahań. To książka wymagająca, momentami chaotyczna, ale jednocześnie niezwykle wartościowa – pokazuje bowiem, że wielkość Tolkiena nie polegała wyłącznie na wyobraźni, lecz także na nieustannej pracy, poprawkach i odwadze odrzucania własnych pomysłów i zastępowaniu ich kolejnymi. Dzięki ogromnej pracy włożonej przez Christophera Tolkiena otrzymujemy unikalną możliwość zajrzenia za kulisy jednego z najważniejszych dzieł literatury XX wieku. To lektura przede wszystkim dla najbardziej zaangażowanych czytelników, ale dla nich stanowi prawdziwą skarbnicę wiedzy i dowód na to, że nawet największe historie rodzą się powoli – z chaosu, eksperymentów i nieustannego poszukiwania właściwej formy.

Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena | Zdjęcia własne

 

Zerknij też na to : Rycerz Siedmiu Królestw – Recenzja Książki – Bo rozmiar to nie wszystko…

ZALETY +

WADY -

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Pathologic 3 – recenzja gry – Gra, w której czujesz się źle, ale chcesz więcej

Pathologic 3 – recenzja gry – Gra, w której czujesz się źle, ale chcesz więcej

Marathon – recenzja gry – Piękno ukryte w chaosie

Marathon – recenzja gry – Piękno ukryte w chaosie

Wędrowiec — recenzja komiksu — Uczta dla oczu, niedosyt dla głowy

Wędrowiec — recenzja komiksu — Uczta dla oczu, niedosyt dla głowy

Legacy of Kain: Defiance Remastered – recenzja – You are my Reaper of souls Raziel 

Legacy of Kain: Defiance Remastered – recenzja – You are my Reaper of souls Raziel 

Chaos na pokładzie – recenzja gry „One Piece w 5 minut”

Chaos na pokładzie – recenzja gry „One Piece w 5 minut”

News Tower – recenzja gry – Symulator Grapodpada

News Tower – recenzja gry – Symulator Grapodpada