REKLAMA

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 15 kwietnia 2026

Spis treści

 

W ostatnich latach na polskim rynku czytelniczym pojawiło się wiele premier tolkienowskich. Na czele tej rosnącej kolekcji stoi oczywiście nieustannie wydawana Historia Śródziemia, jednak na szczególną uwagę zasługuje książka, która ukazała się pod koniec ubiegłego roku – nowe, rozszerzone wydanie Listów Tolkiena.

Niespodzianka, lecz bardzo miła

Myślę, że wydawnictwa Zysk i S-ka nie trzeba nikomu przedstawiać, a zwłaszcza fanom fantastyki, na czele z Tolkienem. W ostatnich latach są oni zalewani premierami nowych wydań, choćby Pieśni Lodu i Ognia. Prawdziwe skarby odkrywamy jednak w tomach z nazwiskiem Profesora na okładce. Po nowym Silmarillionie wzbogaconym o ilustracje samego Mistrza oraz Łazikantym nadeszła pora na książkę, która zdradza jeszcze więcej o najlepszym pisarzu ubiegłego wieku. W grudniu ubiegłego roku do księgarń trafiło rozszerzone wydanie Listów, wzbogacone o pełne wersje opublikowanych już wcześniej listów, jak i ponad 150 nowych, które dopiero teraz zostały udostępnione szerszej publiczności.

REKLAMA

W ten sposób w nasze ręce trafia 850 stron wręcz kipiących treścią, które powstały w dużej mierze dzięki mozolnej pracy Humphreya Carpentera – jedynego autoryzowanego biografa Mistrza oraz Christophera Tolkiena – literackiego spadkobiercy Profesora. Z przedmowy okazuje się, że opracowany zbiór korespondencji, w którym możemy się zagłębić, to wersja, do której dążyli obaj panowie, a która została lata temu odłożona na półkę ze względu na ograniczenia wydawnicze. Jest to najgrubsza książka tego wydawnictwa w charakterystycznym dla dzieł Tolkiena formacie (155 × 230 mm), a już na pewno na mojej półce, która, jak mogliście zauważyć, jest pełna twórczości twórcy Śródziemia. Za przekład ponownie odpowiadała Agnieszka Sylwanowicz „Evermind”.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

Tolkien – ciekawszy niż się wydaje

Na samym wstępie zaznaczę, że wbrew tytułowi nie mamy do czynienia ze zbiorem korespondencji. Pod okładką skrywa się bowiem kilkaset stron autobiografii autora zawartej właśnie w listach – zarówno do bliskich mu osób (np. synów), jak i czytelników. Z nich właśnie wyłania się najpełniejszy obraz Tolkiena, uzupełniający to, czego można dowiedzieć się z licznych biografii, na czele z tą stworzoną przez wspomnianego już Carpentera. Listy stawiają przed czytelnikiem Profesora jako zwykłego człowieka, ojca, profesora. Nie boją się także pokazać go jako osobę zmęczoną własną pracą, która z jednej strony nie zawsze jest pewna swoich pomysłów, ale potrafi je rzetelnie i elokwentnie obronić. To właśnie ta szczerość i normalność emanująca od Profesora sprawiły, że wspomniany tytuł na dobre zyskał miejsce na mojej półce i w moim sercu. 

Warto też zwrócić uwagę na to, jak pełen troski Tolkien zwracał się do bliskich. Już w pierwszym liście, otwierającym ten ogromny zbiór, w oczy rzucają się zwroty, których używał w korespondencji ze swoją przyszłą żoną. Gdy jego „maleńka” pisała do niego wspaniałe listy, on nie bał się określenia „prosię”, gdy nie odpowiadał jej przez dłuższy czas. W listach z czasów II WŚ wyrażał on wielokrotnie troskę o zdrowie i bezpieczeństwo synów. Pokazuje to więc, że z ogromną ojcowską (i nie tylko) troską szła też pokora okraszona charakterystycznym dla niego humorem.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

Chodź, opowiem Ci, jak powstało Śródziemie

Opowieść o rodzinnych relacjach Tolkiena nie jest jedyną zawartością rozszerzonego wydania Listów. W treści tej książki znajdziemy także mnóstwo informacji o najsłynniejszych dziełach pisarza. Setki opublikowanych listów stanowią przebogatą kopalnię wiedzy, która oczekuje, aż tylko rzekniemy „przyjacielu” i zanurzymy się w jej głębiny. Moim zdaniem największą wartość stanowią autorskie komentarze autora, który w odpowiedzi na pytanie korespondenta (lub z własnej inicjatywy) wyjaśniał, co stało za poszczególnymi elementami Śródziemia. W innych fragmentach komentował ulubione fragmenty powieści i zdradzał swoją interpretację, która nierzadko potrafi zaskoczyć niejednego czytelnika. 

Warto zwrócić uwagę na listy, które zdradzają kulisy powstawania historii opublikowanych później we Władcy Pierścieni i Silmarillionie. Szczególnie jego korespondencja z synami walczącymi na frontach II WŚ, z którymi dzielił się postępami w pracy nad dziełem. W mojej pamięci zapadł mi jeszcze inny aspekt tych „światotwórczych” listów. W swoich pełnych erudycji i kipiących humorem listach nierzadko pozwalał on sobie na refleksje nad stworzonym przez siebie światem, jego mitologią i metafizyką. Lubił także zastanawiać się nad tym, jak najprawdopodobniej potoczyłaby się tworzona przez niego historia, czego koronnym przykładem jest obecność (lub jej brak) Golluma w Górze Przeznaczenia w samym finale historii Jedynego Pierścienia.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

Przy takiej treści indeksy to podstawa

Pozwolę sobie powrócić do pewnego aspektu, bez którego taka przepyszna uczta nie miałaby miejsca. Na osobną uwagę zasługuje duet: Wayne G. Hammond oraz Christina Scull znany z wieloletniej pracy naukowej związanej z twórczością Tolkiena. Opracowali oni rozległy indeks (co zapewne wymagało wielokrotnego czytania poszczególnych listów), który został umieszczony na końcu tomu. Pozwala on na poruszanie się po kilkuset stronach treści, w zależności od tematu, który pragniemy zgłębić. 

W wydaniu, o którym piszę, ich praca została uzupełniona przez Drużynę Indeksu – grupę miłośników Tolkiena (mam przyjemność znać sporą część z nich osobiście – bardzo przemiłe osoby). Pochylili się oni nad tym, by odsyłacze stronicowe były zgodne z polskim przekładem. Nie musiałem długo czekać na możliwość przetestowania wspominanego aspektu w fabule, gdyż niedługo po otrzymaniu książki pracowałem nad esejem omawiającym aspekt duchowości w dziełach Tolkiena. To właśnie dopracowany indeks uratował mnie od przekopywania się przez dziesiątki czy setki stron w poszukiwaniu potrzebnych mi cytatów.

Oczywiście nie zabrakło też mnogich przypisów, które w większości pochodzą od samego ojca Śródziemia (chyba że wspomniano inaczej), co pokazuje kolejny ciekawy fakt. Listy Tolkiena nierzadko zajmują wiele stron – zwłaszcza jeśli opowiadał on o stworzonym przez siebie świecie. Czasem zdarzyło mu się w szczerym, choć chaotycznym rozpędzie tak zanurzać w narrację, że potem w obrębie listu musiał właśnie umieszczać odwołania, by wyjaśnić, co autor miał na myśli. Natomiast krótkie wprowadzenia redaktorów dodają nieco kontekstu dla poszczególnych listów.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

Okładka taka sama, ale jednak inna

Na pierwszy rzut oka Jędrzej Chełmiński zaserwował czytelnikom zupełnie inną grafikę na okładce. Jako że jestem szczęśliwym (i zaczytanym) posiadaczem obu wydań (pierwszego oraz rozszerzonego od wydawnictwa Zysk i S-ka) pozwoliłem sobie zestawić oba dzieła. Zdecydowanie kontrastuje ze sobą ciemna zieleń pierwszego wydania z kością słoniową zdobiącą rozszerzoną edycję. Na obu okładkach znajdziemy wieczne pióro, którego stalówkę zdobi białe drzewo z koroną Gondoru na szczycie, a jej krawędź otacza siedem gwiazd, co przepięknie uzupełnia bardzo znany w legendarium symbol. Natomiast po bokach pisarskiego atrybutu znajdziemy górskie pasma – w nowszej wersji artysta odstąpił od realistycznych gór na rzecz ich konturów wypełnionych tengwarem. Na odwrocie nowego wydania znaleźć można jeszcze jedną górską grafikę, która zdecydowanie nawiązuje do stylu ilustrowania samego Tolkiena, który, jak już wspomniałem, można poznać na łamach odświeżonego Silmarillionu.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

To nie są tylko listy

To nie są tylko listy – to wspaniały zbiór informacji o Tolkienie, jego życiu i twórczości. Oczywiście nie oczekujmy tu narracji niczym we Władcy Pierścieni, w końcu jest to tylko opracowany zbiór listów. W Listach otrzymujemy za to ogromną dawkę informacji o świecie rozwijanym przez Profesora przez większość jego życia. Nie można zatrzymywać się tylko na samym lore Śródziemia, gdy książka ta uzupełnia obraz pisarza o jego charakter, duchowość czy relacje z ludźmi. 

Rozszerzone wydanie Listów to książka, która najlepiej działa wtedy, gdy czytelnik pozwoli sobie na niespieszne obcowanie z tekstem – nie jak z powieścią, lecz jak z rozmową rozpisaną na lata. To publikacja wymagająca, momentami nierówna, ale jednocześnie niezwykle szczera i intymna. Pokazuje Tolkiena nie tylko jako architekta Śródziemia, lecz przede wszystkim jako człowieka – ojca, męża i profesora, który zmaga się z codziennością równie mocno, jak ze swoim legendarium. I właśnie dlatego, mimo swojej objętości i specyfiki, pozostaje jedną z najważniejszych książek dla każdego, kto chce zrozumieć nie tylko jego twórczość, ale i jego samego.

Listy Tolkiena. Wydanie rozszerzone – recenzja książki – To nie jest zwykła książka | Zdjęcia własne

 

Sprawdź także:  Zdrada Isengardu. Historia Śródziemia Tom VII – Recenzja książki – Wejdźmy razem do pracowni Tolkiena

ZALETY +

WADY -

Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Pathologic 3 – recenzja gry – Gra, w której czujesz się źle, ale chcesz więcej

Pathologic 3 – recenzja gry – Gra, w której czujesz się źle, ale chcesz więcej

Marathon – recenzja gry – Piękno ukryte w chaosie

Marathon – recenzja gry – Piękno ukryte w chaosie

Wędrowiec — recenzja komiksu — Uczta dla oczu, niedosyt dla głowy

Wędrowiec — recenzja komiksu — Uczta dla oczu, niedosyt dla głowy

Legacy of Kain: Defiance Remastered – recenzja – You are my Reaper of souls Raziel 

Legacy of Kain: Defiance Remastered – recenzja – You are my Reaper of souls Raziel 

Chaos na pokładzie – recenzja gry „One Piece w 5 minut”

Chaos na pokładzie – recenzja gry „One Piece w 5 minut”

News Tower – recenzja gry – Symulator Grapodpada

News Tower – recenzja gry – Symulator Grapodpada