REKLAMA

Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe    

Alan Zygaj

Opublikowano: 28 kwietnia 2026

Spis treści

Słowem wstępu, chciałbym zaznaczyć, że jest to dla mnie bardzo ważna chwila. Jest to nie tylko pierwszy raz, kiedy recenzuję tytuł tak duży, jak najnowsza odsłona Residenta. To pierwszy raz, kiedy mam okazję napisać o jednej z niewielu marek, które darzę tak silnym uczuciem. Drodzy czytelnicy, oto Resident Evil Requiem. 

 

Porwanie  

  

*Przed tobą znajdują się ośrodek chorób przewlekłych w Rhodes Hill. Drewniane drzwi placówki zdają się skrywać za sobą coś mrocznego. Lampy znajdujące się po obu stronach ściany tylko potęgują niepokój.* 

 

Fabuła Resident Evil Requiem to pewnego rodzaju nowość dla serii. Gracz wcieli się zarówno w Grace, młodą analityczkę FBI, jak i Leona, ulubieńca fanów, pracującego dla organizacji zwanej DSO. Ich historia rozgrywa się równolegle, płynnie przeskakując co jakiś czas między protagonistami. Na dobrą sprawę jest to wzięcie konceptu scenariuszy A i B z Resident Evil 2 i połączenie ich w jedną, spójną kampanię.  

REKLAMA
Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe

Całość zaczyna się w momencie, gdy Grace zostaje przydzielona do sprawy tajemniczych zgonów ocalałych z epidemii w Raccoon City. Będzie musiała odwiedzić hotel Wrenwood, w którym na jej oczach została zamordowana jej własna matka, Alyssa Ashcroft, znana z Resident Evil: Outbreak. Nie mając zbyt dużego wyboru, udaje się na miejsce, tym samym wchodząc w pułapkę doktora Gideona. Wcześniej została ugryziona przez zarażonego policjanta, co potęguje jedynie poziom niebezpieczeństwa, w jakim się znalazła. Jej tropem rusza Leon S. Kennedy, który cierpiąc na tą samą przypadłość, co nieżyjący już ocaleńcy, stara się odnaleźć lekarstwo na nią… 

 

Mamy więc tu nową protagonistkę, powrót jednego z weteranów oraz tajemniczą chorobę, która go zabija. Co więcej, pojawia też zmodyfikowana wersja wirusa T, która sprawia, że zarażeni nie tracą w pełni swojego człowieczeństwa. Jest to świetnie pokazane podczas rozgrywki, gdzie natkniemy się chociażby na zombie starającego się zgasić światło na korytarzu, jęcząc pod nosem o „przepisach”. Moim zdaniem zabieg jest genialny, ponieważ zmusza do refleksji nad tym, ile człowieka zostało w potworze stojącym przed nami. Historia nie jest oczywiście bez wad, ale do tego przejdę w osobnym akapicie. 

 

Z koszmaru w koszmar 

 

*Po wejściu do środka, twym oczom ukazuje się pokaźny hol, przypominający bardziej dostojną posiadłość niż oddział szpitalny. Mimo zupełnej ciszy, coś złowrogiego wisi w powietrzu.* 

 

Dwóch bohaterów, dwa style gry odpowiadające pewnej epoce. Grając jako Grace, skupiamy się bardziej na zarządzaniu ekwipunkiem, skradaniu się oraz decydowaniu, co chcemy stworzyć z dostępnych surowców. Survival horror pełną parą. Jednak wcielając się w Leona, to nie my jesteśmy zamknięci z zombiakami. To one mają bać się nas. Niezależnie, którą erę wolimy – każdy znajdzie coś dla siebie. Uważam to za ogromny sukces Requiem, ponieważ nie lada wyczynem jest zamknąć oba style w jednej produkcji i jeszcze zrobić to dobrze. 

Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe

Zupełną nowością jest pobierak do krwi. Dzięki temu przyrządowi pobieramy próbki nie tylko z poległych przeciwników, ale także z plam na podłodze. Jest to główny surowiec, który pozwoli Grace na uzupełnienie zasobów poprzez tworzenie. Jednym z ciekawszych przedmiotów będzie specjalna fiolka, która użyta z zaskoczenia, od razu wyeliminuje obrany przez nas cel – w przypadku silniejszych adwersarzy, możemy potrzebować więcej niż jednej dawki. 

 

Bohaterka ma dostęp jedynie do pistoletów, nie licząc potężnego rewolweru Requiem, a wszelkie noże jakie uda się nam zdobyć, nie mają większego zastosowania poza szybką ucieczką z uścisku. Tu przyda się wcześniej wspomniane skradanie – tak naprawdę większość problemów stojących na naszej drodze możemy po prostu obejść po cichu, nie wszczynając większej awantury. Warto mieć przy sobie pustą butelkę bądź dwie, żeby skierować zombie w bardziej oddalone od nas miejsce. 

Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe

Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku Leona. Jego najważniejszą bronią jest siekiera, która, co ciekawe, nie może zostać trwale zniszczona. Jeżeli zużycie nie pozwoli nam na dalsze korzystanie z niej, musimy ją po prostu naostrzyć. Poza ofensywą posłuży też do obrony – z jej pomocą możemy odbić atak przeciwnika dokładnie tak, jak w RE4R. Na tym nasze możliwości się nie kończą! Jest strzelba, karabin automatyczny, snajperka czy piła łańcuchowa. Zanim zadacie sobie pytanie „że co?!”, to już prostuję – tą ostatnią broń pozyskamy prosto od przeciwników, przynajmniej kiedy przestanie się już kręcić na ziemi po upuszczeniu. 

 

Łzy na deszczu 

 

*W jednym z korytarzy napotykasz ciało. Ofiara zginęła poprzez wykrwawienie. Lewa ręka została brutalnie oderwana przy łokciu. Liczne rany i otarcia sugerują maltretowanie nieszczęśnika przed zgonem.

 

Graficznie, Resident Evil Requiem jest grą bardzo ładną. Otoczenia są szczegółowe, modele postaci wykonane są na najwyższym poziomie, a oświetlenie wypada bardzo naturalnie, przede wszystkim z wykorzystaniem technologii ray tracing. Największym bajerem jednak zostały animacje. Capcom przerósł sam siebie pod względem uwagi do detali. Żeby w pełni je docenić, musimy zagrać w grę w trzeciej osobie.  

Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe

Grace z początku jest zupełnie przerażonym przypadkowym przechodniem. Potyka się o własne nogi podczas próby ucieczki, nerwowo się jąka (gra aktorska 10/10) i ledwo jest w stanie celować pistoletem, ponieważ ręce trzęsą się jej tak bardzo, że celownik pływa po ekranie. Strach po czasie jednak ustępuje zmęczeniu i frustracji, co jest pięknie pokazane podczas bronienia się przed dziewczynką w późniejszej fazie gry. 

 

Przed napisaniem tej recenzji, spotkałem się z komentarzami mówiącymi, że w tekstach innych portali zarzuca się nowemu Residentowi brak ścieżki dźwiękowej. Stwierdzam, że chyba graliśmy w dwie inne gry. Choć Requiem nie ma sporej ilości tracków, to te, podczas których siejemy zamęt jako Leon są cudowne. Moimi ulubieńcami szybko stały się „Baptized in Blood” grające podczas starcia w kaplicy oraz „Ravenous”, wybrzmiewające podczas potyczki ze starą, znajomą twarzą. Zawiodłem się jednak zupełnie na motywie pokoju zapisu, ponieważ brzmi on jak nieco zmodyfikowana wersja tego z Resident Evil 7. Rozumiem, co próbowano tym osiągnąć, ale uważam, że zabrakło tu oryginalności. 

 

Jak za starych czasów… 

 

*W sali operacyjnej znajdujesz skrawek papieru, na którym ktoś zostawił wiadomość. Kimkolwiek był autor, próbował się przed czymś ukryć. Reszta notatki jest nieczytelna. Dolny róg aż ocieka krwią* 

 

Produkcja nie jest oczywiście bez skaz. Problemem jest to, że im dłużej się nim przyglądamy, tym gorzej wypadają. Pierwsza połowa gry jest prawie perfekcyjna, daje nam dokładnie to, czego oczekuje się od Resident Evil. Wtedy zaczyna się druga, która przypomina bardziej kontrowersyjne filmy Paula W. S. Andersona. Wracamy w niej do Raccoon City, które teraz wygląda jak postapokaliptyczne, pustynne miasto. Wszystkie te odcienie beżu i brązu przypomniały mi czasy, kiedy w większości produkcji panowała moda na tego typu filtr. Przy okazji wygląda to łudząco podobnie do Resident Evil Apocalypse, w których Milla Jovovich również poruszała się po piaszczystym terenie. Może jest to ukłon Capcomu w stronę ekranizacji, co mimo wszystko byłoby bardzo miłym gestem. 

Resident Evil Requiem – recenzja gry – zło wiecznie żywe

Do tego jest też bardzo dużo niespójności fabularnych. Grace na początku zostaje ugryziona przez przemienionego policjanta. Buduje to pewien suspens i poczucie zagrożenia, prawda? No nie, bo tak szybko, jak to się dzieje, tak zostaje to zupełnie zapomniane, przez co fakt, że o tym mówię nie jest nawet spoilerem. Jest też pewien twist w dalszej części gry, który jednak okazuje się być fałszem. Jednakże zakomunikowane jest to niezbyt jasno, przez co ja i wielu innych graczy nie wiedziało, jak ma rozumieć przekazaną informację. 

 

Gra za bardzo też próbuje wzbudzić w nas nostalgię. Zanim przejdę dalej, to uwaga, bo będą spoilery. Zostaliście ostrzeżeni. Kiedy Leon dociera do Raccoon City, szybko zostaje zaatakowany przez wychudzone wersje zombie, które rzekomo przebywały tam od tych 30 lat, kiedy zlecono bombardowanie. Mam uwierzyć, że nie mając źródła pożywienia, umarlaki dały radę utrzymać się przy nie-życiu przez tak długi czas? Kawałek później zostajemy zaatakowani przez Mr X, który jest pod kontrolą Zeno, klona Alberta Weskera. Powrót Tyranta nie jest przypadkowy, ponieważ był on jednym z głównych przeciwników, z którym młody policjant musiał się mierzyć. Fakt faktem Requiem ma być definitywnym zamknięciem pewnego rozdziału, ale odniesienia do oryginalnej trylogii są czasem przesadne. 

 

Przez ciemność  

 

* Sprawdzając resztę obiektu, wszędzie da się zauważyć groteskowo wyglądające zwłoki, dziury po kulach oraz sceny makabry. Wygląda na to, że nikt nie pozostał przy życiu. Cokolwiek stało się w tym ośrodku, na zawsze pozostanie tajemnicą. Przynajmniej dla opinii publicznej. 

 

Resident Evil Requiem nie jest perfekcyjną grą. Nie oznacza to, że nie jest wyśmienitym doświadczeniem i wartościową pozycją w serii. Muszę przyznać, że dawno nie grałem w coś, co rzeczywiście wywołało we mnie poczucie grozy. W pełni rozumiem zachwyt środowiska gamingowego nad tym tytułem, bo w większości sprostał oczekiwaniom fanów, co dziś nie jest prostym zadaniem. Dziewiątka to ogromny sukces Capcomu, a wszystko wskazywało na to, że firma nie wypowiedziała jeszcze ostatniego słowa.  

 

W tym roku ma ukazać się jeszcze fabularne DLC, które mam nadzieję będzie jakościowo przypominać Separate Ways z czwartej odsłony. Jeżeli nadal jakimś cudem nie zdecydowaliście się, czy chcecie dać się przestraszyć u boku niedoświadczonej agentki FBI, to stwierdzę to za was. Tak, chcecie. A teraz idźcie i wydajcie swoje pieniądze! Bo po prostu warto. 

 

ZALETY +

WADY -

Alan Zygaj

Entuzjasta gier wymagających, w wolnym czasie pochłaniający masowo wszelaki kontent na temat branży.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

GENIUSZ W WERSJI BETA – RECENZJA PIERWSZEGO SEZONU SERIALU MŁODY SHERLOCK 

GENIUSZ W WERSJI BETA – RECENZJA PIERWSZEGO SEZONU SERIALU MŁODY SHERLOCK 

Batman/Superman World’s Finest. Sprawa Metamorpho. Tom 3 – recenzja komiksu – Metamorpho kradnie show

Batman/Superman World’s Finest. Sprawa Metamorpho. Tom 3 – recenzja komiksu – Metamorpho kradnie show

Drama – recenzja filmu – Cisza między słowami

Drama – recenzja filmu – Cisza między słowami

Echoes of Aincrad – nowy zwiastun prezentuje system walki i mechaniki rozgrywki

Echoes of Aincrad – nowy zwiastun prezentuje system walki i mechaniki rozgrywki

Nowy zwiastun Captain Tsubasa 2: World Fighters prezentuje widowiskową rozgrywkę

Nowy zwiastun Captain Tsubasa 2: World Fighters prezentuje widowiskową rozgrywkę

Bandai Namco zaprasza na Warsaw Game Days 2026 – przedpremierowe atrakcje dla graczy

Bandai Namco zaprasza na Warsaw Game Days 2026 – przedpremierowe atrakcje dla graczy