Są gry, które po ponad dwudziestu latach powinny już siedzieć spokojnie na emeryturze, wspominać dawne czasy i nie próbować udowadniać młodszym, że kiedyś to było. Gothic II na szczęście nie dostał tej informacji wraz z kilkoma innymi tytułami (tak, o tobie mówię, Wiedźminie!). Wraca więc po raz kolejny, tym razem jako Gothic II Complete Classic na PlayStation 5.
I właściwie od razu trzeba wyjaśnić jedną rzecz – to nie jest remake, remaster ani próba poprawiania klasyka. To po prostu ten sam Gothic II, którego znamy z PC. Ze wszystkimi jego zaletami, wadami i drewnem, do którego przez lata zdążyliśmy się przyzwyczaić. Czy wióra lecą jak z oryginału? Zapraszam do lektury.
Gothic tylko na sterydach – przeterminowanych i sprowadzonych z Rosji
Jeżeli ktoś zna Gothic II na wylot, Complete Classic raczej niczym go nie zaskoczy. Nadal dostajemy Khorinis, Górniczą Dolinę, znajome twarze dosłownie, te same zadania i charakterystyczny świat, w którym właściwie każdy ma coś do powiedzenia. Integralną częścią gry jest Noc Kruka. Dla wielu jedyny właściwy sposób przejścia gry, ale dla tych mniej ortodoksyjnych jest możliwość zagrania w „golasa”.

Nie będę więc po raz kolejny rozpisywał się nad tym, dlaczego świat jest świetnie zaprojektowany, zadania potrafią zaskoczyć, a NPC żyją według własnego rytmu dnia. To wszystko działa dokładnie tak, jak działało wcześniej. Dla fana Gothica ocena tych elementów będzie zresztą trochę nieuczciwa. Znam tę grę praktycznie na pamięć, wracałem do niej wiele razy, ostatnio zaledwie kilka miesięcy temu, a mimo to ponowne wejście do Khorinis nadal działa na mnie tak samo.
I chyba właśnie to jest największą zaletą Complete Classic. Mogę odpalić Gothica II na konsoli, usiąść na kanapie, wziąć pada do ręki i po prostu grać.
Bezimienny kontra kontroler
Tylko że zanim zaczniemy wygodnie ratować świat, trzeba pokonać pierwszego prawdziwego przeciwnika tej wersji – sterowanie.
Pierwsze chwile z kontrolerem są zwyczajnie męczące. Poruszanie się nie zawsze jest intuicyjne, a kamera została chyba przywiązana do Bezimiennego gumową linką. Jest za luźna, potrafi ustawić się w najmniej odpowiednim momencie i czasami trzeba bardziej walczyć z nią niż z przeciwnikami.

W moim przypadku skończyło się to nawet lotem z klifu. Nie zabił mnie ork, bandyta ani nawet głupi młody wilk. Zabił mnie liść. Kamera ustawiła się tak, że roślinność całkowicie zasłoniła mi widok, zrobiłem kilka kroków w złym kierunku i Bezimienny rozpoczął swój krótki lot bez spadochronu.
Na szczęście po pewnym czasie można się do sterowania przyzwyczaić. Co ciekawe, sama walka wręcz na padzie mi odpowiadała. Wydaje się bardziej rytmiczna. Łatwiej złapać tempo ciosów, więc element, który początkowo wydawał mi się jednym z największych zagrożeń tego portu, ostatecznie wypadł całkiem dobrze.
Gra ma te same błędy, za to graficznie nic się nie zmieniło
Technicznie trudno mówić tutaj o wielkich niespodziankach. Nadal zdarzają się rzeczy, które każdy gracz Gothica doskonale zna. NPC potrafi się gdzieś zablokować, element otoczenia zacznie zachowywać się podejrzanie, a świat czasem przypomni nam, że został zbudowany ponad dwie dekady temu.

Tylko czy powinienem za to szczególnie karać Complete Classic? Niekoniecznie. Nikt nie obiecywał remake’u ani gruntownie odnowionej wersji. To przeniesienie starej gry na nowe platformy i dokładnie tak należy ją traktować. Oczywiście chciałbym, żeby przy okazji ktoś poprawił kilka najbardziej irytujących błędów ale tutaj z Gothica II to trochę jak zakupem Malucha i narzekanie, że nie ma kamery cofania.
Znacznie bardziej przeszkadza mi więc to, co wynika bezpośrednio z przeniesienia gry na kontroler – przede wszystkim kamera. Stare błędy znam, pamiętam i zaakceptowałem lata temu. Za to kamera to coś nowego.
Kopacze chyba nie mają tu czego szukać
I tutaj sprawa robi się ciekawa. Dla osób, które wychowały się na Gothicu, odpowiedź jest prosta. Wiecie, czego się spodziewać. Jeżeli możliwość grania na konsoli brzmi dla was atrakcyjnie, Complete Classic robi dokładnie to, czego od niego oczekujecie.
Znacznie trudniej polecić go komuś, kto nigdy wcześniej nie odwiedził Khorinis. Próg wejścia jest wysoki. Grafika jest stara, animacje sztywne, walka na początku wygląda jak taniec dwóch ludzi, którzy z tańcem nie mają nic wspólnego, a współczesne gry skutecznie przyzwyczaiły nas do wielu rozwiązań, które Gothic jeszcze nie uznawał.
Paradoksalnie wersja konsolowa może jednak pomóc w dotarciu do takich osób. Gothic przestaje być grą, którą kojarzy się wyłącznie z pecetem, a po powrocie marki za sprawą remake’u pierwszej części część graczy może zwyczajnie chcieć zobaczyć, o co przez te wszystkie lata Polakom chodziło z tym całym Khorinis.
Trzeba tylko uczciwie ich ostrzec: Gothic II nie będzie próbował zrobić dobrego pierwszego wrażenia, ale jak zamkniesz jedno oko, drugie tak mocno zmrużysz, a głowę przechylisz w prawo i zaczniesz nią mocno machać, to Gothic może być miłością od pierwszego wejrzenia.
Gdyby Gothic był butelką kaucyjną, to bym go nie oddał
Gothic II Complete Classic jest produktem trochę bezczelnym. Po raz kolejny sprzedaje nam właściwie tę samą grę. Nie próbuje jej unowocześniać, nie poprawia wszystkiego, co przez lata zdążyło się zestarzeć, a część problemów starej wersji zabiera ze sobą na nową generację konsol.
I wiecie co? W przypadku Gothica to może wystarczyć.
Po przyzwyczajeniu się do kontrolera dostałem dokładnie to, czego chciałem – Gothica II z Nocą Kruka, którego mogę uruchomić na PlayStation 5 i wygodnie grać z kanapy. Dla nowych graczy będzie to spotkanie trudne i momentami brutalne. Dla starych fanów to kolejny powód, żeby jeszcze raz udać się do Khorinis.
A skoro daliśmy sobie sprzedać Gothica już tyle razy, prawdopodobnie damy sobie sprzedać go jeszcze raz.
