Drugi tom Chronosquadu rozwija pomysł podróży w czasie, dorzucając do niego międzyepokową rewolucję, nielegalne wycieczki w przeszłość i kolejne tajemnice.
Chronosquad to komiks, który prezentuje nam wizję świata, w którym można odbywać podróże nie tylko w przeróżne zakątki świata, ale także w przeróżne zakątki… czasu. Komercyjne podróże w czasie do specjalnie przygotowanych ośrodków wypoczynkowych są tutaj normą.
W pierwszym tomie serii wraz z nowym członkiem Chronosquadu, czyli czegoś na kształt temporalnej policji – Teloniusem Blochem – udaliśmy się do starożytnego Egiptu. To właśnie tam podczas jednej z wycieczek zaginęła córka wysoko postawionego człowieka. Drugi tom stanowi bezpośrednią kontynuację tej opowieści. Odkrywamy w nim, że coś, co wydawało się zwykłym przypadkiem, może być częścią znacznie większego spisku.
Rewolucja przez wszystkie czasy
Drugi tom Chronosquadu stawia przede wszystkim na akcję. I to akcję naprawdę intensywną. Gdy autorzy odkrywają przed nami nieco więcej szczegółów na temat miejsca pobytu zaginionej dziewczyny i jej chłopaka, szybko okazuje się, że kałuża, w którą wpadli turyści, jest znacznie większa, niż początkowo się wydawało. Nie chodzi tu bowiem o chęć zdobycia okupu ani o prosty przypadek. W grę wchodzi zorganizowana akcja mająca na celu przeprowadzenie rewolucji proletariatu nie tylko z całego świata, ale i ze wszystkich czasów.
Jako że uwaga skupia się tu przede wszystkim na akcji i rozwoju fabuły, na nieco dalszy plan schodzą bardziej osobiste wątki naszych bohaterów. Telonius Bloch na pewien czas znika, co Panaccione i Albertini rekompensują nam dodatkiem prezentującym pobyt bohatera w prehistorycznej klinice. Nie było też, niestety, okazji, by posunąć naprzód wątek Penn i jej nietypowego związku. Na całe szczęście mój głód obyczajowych historii zaspokoiła nowa, rodząca się na moich oczach międzyepokowa przyjaźń.

Świat, który żyje własnym życiem
Ponownie muszę pochwalić autorów za coś, co bardzo doceniłam już w pierwszej odsłonie tej serii – stworzony przez nich świat żyje. Decydując się na opisanie rzeczywistości, w której tego rodzaju podróże są możliwe, scenarzysta pamiętał o wielu szczegółach, możliwościach oraz zagrożeniach, jakie mogą się z nimi wiązać. W drugim tomie nie jest inaczej. Pojawia się w nim zresztą bardzo istotny wątek ryzykownych podróży w czasie, organizowanych poza oficjalnym systemem. Chętnie korzystają z nich osoby spragnione ekstremalnych wrażeń bądź chcące na własne oczy doświadczyć wielkich, choć jednocześnie bardzo tragicznych momentów naszej historii.
Jednocześnie znacznie mniejszą rolę odegrał element, na który wcześniej narzekałam najbardziej, czyli humor. Z pewnością ma to związek z mniejszym udziałem Blocha w tym tomie. I chociaż może odrobinę brakowało mi jego szczerego entuzjazmu, to na bardziej subtelną dawkę żarcików psioczyć na pewno nie będę.
Sprawdź też: Ladies with Guns. Tom 1 — recenzja komiksu — Strzeż się dam ze spluwami

Jeszcze lepiej niż ostatnio?
Kreska Panaccione nadal nie jest dla mnie przyjemna w odbiorze, a mdłe kolory tym bardziej go nie poprawiają. Mimo to uważam, że drugi tom czytało mi się nawet lepiej niż pierwszy i z tym większym entuzjazmem będę czekać na trzecią odsłonę serii. Zwłaszcza że autorzy podrzucili już kilka kolejnych drobnych elementów, które ewidentnie odegrają istotną rolę w następnych tomach.
Sprawdź też poprzedni tom: Chronosquad, tom 1 — recenzja komiksu — Wielka draka w starożytnym Egipcie

