REKLAMA

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 27 października 2026

Spis treści

 

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Hobbici to lud skromny, acz bardzo słynny; mówi się, że kochają ciszę, żyzną uprawną ziemię i dobre jedzenie kilka razy w ciągu dnia. Oczywiście, dopóki do ich idyllicznej krainy nie wpadnie z hukiem banda krasnoludów z czarodziejem, którzy porwą ze sobą bardzo szanowanego właściciela Bag End. Myślę, że wszyscy wiedzą, do jakiego incydentu ze smokiem odnosi się ten wstęp. Opowieść ta była adaptowana już wiele razy w różnych formach, jednak spośród nich zdecydowanie wyróżnia się powieść graficzna.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten format.

Hobbit. Powieść graficzna nie jest projektem, który powstał na fali popularności filmów Petera Jacksona. To dzieło, które wyprzedza pewną część adaptacji tego dzieła Tolkiena o kilka lub kilkanaście lat. Pierwotnie tytuł ten ukazywał się w latach 1989 –1990 w Stanach Zjednoczonych w formie odcinków, by po pewnym czasie doczekać się wydania zbiorczego. Do Polski trafił podczas kilkuletniej przerwy między premierami obu filmowych trylogii. 

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Wówczas za publikację odpowiadało kultowe wydawnictwo Amber, natomiast w tym roku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka na rynek trafiła nowa wersja, wzbogacona o dodatkowe materiały. Za adaptacje treści książki do krótszej formy odpowiada Charles Dixon, natomiast malownicze ilustracje wyszły spod pędzla Davida Wenzela. W polskiej wersji skorzystano z przekładu Pauliny Braiter. Dość niestandardowy format 18,5 × 28,5 cm plasuje tę wyjątkową adaptację Hobbita między rozmiarem znanym z pozostałych tolkienowskich tytułów tego wydawnictwa a Atlasem Śródziemia. Jak pewnie się domyślacie – sprawia to, że znalezienie odpowiedniego miejsca na półce może przyprawić niejednego miłośnika dzieł Tolkiena o zgryzoty.

REKLAMA

W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Hobbit…

Myślę, że fabuły Hobbita nie trzeba szczególnie przedstawiać. W końcu chyba większość z nas spotkała się z przygodami Bagginsa już w szkole podstawowej. Szanowany hobbit pewnego ranka spotyka czarodzieja, którego znał przede wszystkim z opowieści i sztucznych ogni na przyjęciach u Starego Tuka. Nie mija jednak dzień, a potomek Bagginsów i Tuków wyrusza razem z Szarym Pielgrzymem i Kompanią Thorina na wschód, w stronę Samotnej Góry, zajętej wiele lat wcześniej przez Smauga.

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Tutaj jednak warto pochylić się nad tym, jak z zaadaptowania treści do nowego medium wywiązali się Charles Dixon oraz Sean Deming. Muszę tutaj zaznaczyć, że wierność w przypadku adaptacji polega nie tylko na odtworzeniu ciągu kolejnych wydarzeń. To także oddanie klimatu i przekazu pierwowzoru. W końcu nawet Władca Pierścieni Petera Jacksona ma swoje grzeszki i odstępstwa, a mimo to uznawany jest za jeden z najlepszych filmów powstałych na podstawie książki. Jak zatem wypada wspólna praca wspomnianego duetu?

Moim zdaniem bardzo dobrze. Przede wszystkim bezbłędnie zachowuje przebieg wydarzeń – od pamiętnej kolacji w Bag End zaczynając, a na ściganiu złodziejskich Sackville-Bagginsów kończąc. Dodatkowo na przestrzeni ponad 150 stron panowie starają się utrzymać lekko baśniowy i humorystyczny styl, z którego słynął pierwowzór. Niestety część charakterystyk postaci uległa pewnemu uproszczeniu, a niektóre sceny (jak ta z ratowaniem krasnoludów z pajęczych sieci) zostały skrócone. Jest to jednak dla mnie zrozumiałe ze względu na specyfikę tego medium.

Wśród szczytów gór, w głębinach stu…

Opowiadając o powieści graficznej, nie można także zapomnieć o artystycznym aspekcie tego dzieła. Wenzel nie boi się również groteski i przerysowania, dzięki czemu poszczególne rasy oraz stworzenia zyskują własną tożsamość. W tym przypadku ważne jest, że opowieść opiera się przede wszystkim na obrazach, a literackie opisy najczęściej ustępują miejsca ilustracjom, dialogom i pewnym narracyjnym skrótom. Oczywiście zdarzają się strony, na których tekst opisuje to, co zdążyła już nakreślić grafika, jednak w większości przypadków wzbogacają one wiedzę czytelnika o to, czego najczęściej nie posiadają tradycyjne komiksy, czyli wtrącenia narratora i spojrzenia w myśli bohaterów (zwłaszcza Bilba). Mimo tego album pozostaje interesującą wizualną interpretacją Śródziemia.

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

David Wenzel stworzył Śródziemie, które jest całkowicie odmienne od późniejszych ekranizacji, lecz pozostaje wierne baśniowej wyobraźni Tolkiena. Ilustracje mają malarski charakter, a wykorzystanie kolorów, światła i cienia pozwala budować atmosferę zarówno sielankowego Shire, jak i niebezpiecznych zakątków przemierzanych przez Kompanię Thorina. Nie wszystkie rozwiązania przypadną jednak każdemu do gustu. Niektóre projekty postaci potrafią zaskoczyć, a twarze Elronda czy Thranduila mają w sobie coś na tyle specyficznego, że trudno przejść obok nich obojętnie. Daleko im do wizerunków, które utrwaliły filmy Petera Jacksona, co może być zarówno zaletą, jak i wadą – zależnie od przyzwyczajeń czytelnika. 

Nie ma to, jak tolkienowska książka z dodatkiem!

Możecie się śmiać, ale dużo okołotolkienowskich pozycji, które przyszło mi czytać, na końcu tomu zaskakuje czytelnika mniejszym lub większym rozszerzeniem treści. Nie ma co się dziwić, bo w końcu sam Tolkien do Władcy Pierścieni dorzucił nie jeden, a sześć Dodatków. Tym razem trafiamy na opowieść człowieka, bez którego Hobbit. Powieść graficzna nie ujrzałby światła dziennego (lub pojawiłby się w odmiennej formie). David Wenzel na kilkunastu stronach opowiada o początkach i rozwoju swojej artystycznej podróży. 

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Przeczytamy przede wszystkim o tym, jak spod jego ołówka wychodzili kolejni bohaterowie, których szkice koncepcyjne zauważymy w tle. Uważny czytelnik dostrzeże też, że Wenzel przed stworzeniem powieści graficznej miał już na koncie dwa inne dzieła związane z twórczością Tolkiena. W to wszystko wrzuca także wspominki o ulubionych twórcach, którzy byli dla niego inspiracją podczas pracy nad adaptacją Hobbita. Nie wiem, jakie jest wasze podejście do tego typu aneksów, jednak mi ten wspomniany bardzo przypadł do gustu. Pozwala bowiem zerknąć na warsztat autora, z którego wyszło całkiem udane dzieło, a o tym, jak takie zakulisowe spojrzenie jest ważne, mogliście przekonać się w moich recenzjach książek z cyklu Historii Śródziemia.

Hobbit, którego nie zobaczycie w kinie!

Hobbit. Powieść graficzna to udana adaptacja, która mimo upływu lat potrafi zaoferować coś więcej niż tylko skróconą wersję dobrze znanej historii. Charles Dixon i Sean Deming zachowują najważniejsze wydarzenia, humor oraz baśniowy charakter powieści, a David Wenzel nadaje Śródziemiu własny, niekiedy zaskakujący wygląd. Nie wszystko działa idealnie: uproszczenia niektórych postaci, skrócone sceny i momentami nadmiar tekstu mogą przeszkadzać, szczególnie czytelnikom przyzwyczajonym do bardziej dynamicznego języka komiksu. 

Hobbit. Powieść graficzna – Recenzja książki – Elrond, co ty masz z twarzą?

Do tego dochodzą specyficzne projekty niektórych bohaterów, jak Elrond czy Thranduil, których wizerunki mogą wywołać uśmiech, zanim zdążymy w pełni docenić kunszt ilustratora. Mimo tych niedoskonałości album broni się jako samodzielna interpretacja Tolkienowskiej klasyki. Na pochwałę zasługują również materiały dodatkowe, pozwalające zajrzeć za kulisy pracy Wenzela i lepiej zrozumieć jego artystyczne decyzje. Nowe wydanie Zysk i S-ka będzie więc dobrym wyborem dla kolekcjonerów, miłośników ilustracji fantasy i osób chcących ponownie odwiedzić Śródziemie w nieco innej odsłonie. Hobbit. Powieść graficzna może być również ciekawym punktem wyjścia dla młodszych czytelników, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze Śródziemiem. Malownicze ilustracje pomagają wyobrazić sobie fantastyczny świat, a skrócona forma może zachęcić dzieci do poznania dalszych losów Bilba i sięgnięcia w przyszłości po oryginalną powieść. Ta pozycja nie zastąpi oryginału, ale może być jego wartościowym uzupełnieniem – nawet jeśli znalezienie dla niej miejsca na półce okaże się osobną przygodą.

 

ZALETY +

WADY -

Za dostarczenie egzemplarza do recenzji dziękujemy wydawnictwu Zysk!
Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Taniec ze Smokami. Tom II. Po uczcie – Recenzja Książki – Na Wichry Zimy przyjdzie nam jeszcze poczekać

Jak to jest być Leśnym Strażnikiem? Dobrze? – recenzja gry Leśna Straż

Jak to jest być Leśnym Strażnikiem? Dobrze? – recenzja gry Leśna Straż
Grafika przedstawiająca plakat filmu Clayface

Clayface – recenzja filmu – Niewykorzystany potencjał

Clayface – recenzja filmu – Niewykorzystany potencjał
serious sam shatterverse recenzja gry

Serious Sam: Shatterverse – recenzja gry. Sam wrócił, ale bez formy?

Serious Sam: Shatterverse – recenzja gry. Sam wrócił, ale bez formy?

Call of Duty: Modern Warfare 4 – recenzja. Takiego powrotu serii potrzebowaliśmy

Call of Duty: Modern Warfare 4 – recenzja. Takiego powrotu serii potrzebowaliśmy
Grafika przedstawiająca plakat filmu Street Fighter

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3

Street Fighter – recenzja filmu – Piękny pierdolnik <3