INK to abstrakcyjna gra planszowa, w której tworzymy kolorowe obrazy za pomocą atramentu w różnych kolorach. Czy to wystarczy, aby stworzyć angażujący i regrywalny tytuł, przy którym będziemy spędzać długie godziny?
Chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko
W INK każdy z graczy otrzymuje zestaw kałamarzy w wybranym przez siebie kolorze oraz płytkę startową, od której zacznie tworzenie swojego dzieła. Kolejne kafelki dobiera ze specjalnego koła stalówek i dokłada do swojego dzieła. Celem gracza jest pozbycie się wszystkich swoich buteleczek z atramentem!

Na początku gracze wybierają jedną kartę z palety kolorów, zawierającą dwa kolory, które określają barwę dwunastu z dwudziestu czterech buteleczek w zasobach. Druga połowa odpowiada reszcie kolorów. Warto więc w pierwszej kolejności skupić się na realizowaniu celów w kolorach z palety, ponieważ trudniej się ich pozbyć.
Gra rozpoczyna się od wyłożenia sześciu losowych kafelków dookoła koła stalówek. Aktywny gracz przesuwa swój znacznik, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, na pole odpowiadające płytce, którą chce dobrać. Może przesuwać się o dowolną liczbę pól, jednak warto dobrze przemyśleć każdy ruch! Każdorazowe przejście przez pole startowe wymusza bowiem dobranie z woreczka losowego żetonu X. Tym żetonem należy zakryć część swojego obrazu, co utrudnia realizowanie celów.
Podoba mi się ten element, bo wymusza on na graczu myślenie strategicznie i kilka kroków do przodu. Czasem warto przesunąć się o mniejszą liczbę pól i wziąć kafelek, który nie do końca nam pasuje i liczyć na to, że pojawi się coś lepszego.

Po dobraniu kafelka musimy dołożyć go do naszego dzieła, łącząc go przynajmniej jednym pasującym kolorem. Następnie możemy opcjonalnie zrealizować cele, czyli kółka z liczbami w środku, które znajdują się na części płytek. Jeśli kolorowy obszar ma co najmniej tyle sąsiadujących pól, ile wynosi cyfra na płytce, gracz może go zrealizować. W takim wypadku kładzie jeden kałamarz do góry dnem na liczbie, a następnie umieszcza butelki na pozostałych pustych kropkach na danych obszarze.
Realizowanie celów, oprócz pozbywania się kałamarzy, aktywuje również akcje bonusowe. Losuje się je na początku rozgrywki, więc w każdej partii mogą być inne, co sprawia, że gra staje się nieprzewidywalna i regrywalna. Akcje bonusowe pozwalają między innymi na przestawienie płytek obrazu lub kałamarzy, odrzucenie buteleczek z atramentem z naszego dzieła oraz kilka innych akcji pomagających w grze, więc warto się nimi interesować.
Istnieje też opcja, by nie przesuwać swojego znacznika na kole stalówek, co pozwala nam na przesunięcie dwóch buteleczek z naszej palety kolorów poza nią. Po kilku rozgrywkach wciąż nie do końca rozumiem, po co miałbym to robić, bo traci się przy tym ruch, a nie zyskuje się praktycznie nic. Do tej pory nie potrzebowałem wykorzystywać tej mechaniki.

Solidne wykonanie
INK posiada grube, sztywne, dwustronne kafelki kolorów, które sprawiają wrażenie solidnych i nie rozpadną się po kilku użyciach. Podobnie wypada plansza z kołem stalówek i miejsce na bonusowe akcje.
Same kałamarze prezentują się przepięknie – małe akrylowe buteleczki wyglądają świetnie. Uważam jedynie, że można było dobrać bardziej kontrastujące kolory, bo jednak pomarańczowy i czerwony mogą się trochę ze sobą zlewać. Twórcy przewidzieli na szczęście, że ktoś może mieć problemy z rozróżnianiem kolorów i do gry dołączone są znaczniki, jednak wszystkie są okrągłe. Osobiście gdybym decydował się na taki ruch, to wykonałbym je w innych kształtach.
Niestety, z bólem serca muszę przyznać, że w moim egzemplarzu jednemu kałamarzowi brakuje srebrnej przykrywki! Nie jest to jednak wada, która wpływa na rozgrywkę, jedynie na aspekt wizualny.
Sprawdź też: Splendor Marvel – recenzja gry planszowej. Tylko dla fanów komiksów?

Czas coś zmalować
INK to naprawdę udana planszówka – łączenie kolorów, realizowanie celów i planowanie ruchów kilka tur do przodu daje mnóstwo satysfakcji. Do tego dochodzi świetna oprawa wizualna i duży potencjał na regrywalność. Mimo drobnych zastrzeżeń INK bardzo szybko wciąga. Po skończeniu pierwszej rozgrywki od razu wzięliśmy się za kolejną partię!
Sprawdź też: Azul: Mistrz czekolady – recenzja gry planszowej. Jak wygląda praca w fabryce czekolady?

