MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

GRID Legends – recenzja gry. Ride or Die, Remember?

Gdy miałem 18 lat, zapragnąłem, żeby mieć prawo jazdy. A przede wszystkim zamarzył mój ojciec, który uznał, że nareszcie do czegoś się przydam w życiu. Zapłacił za mój kurs, a kilka dni później siedziałem za kółkiem Toyoty Yaris. Nie minęło dużo czasu, a mój instruktor wyrywał z głowy ostatnie kępki włosów. Jaki był tego efekt? Zdałem za pierwszym razem. Gdy zadzwoniłem do niego po egzaminie, przez chwilę milczał, po czym wypowiedział znamienne zdanie: „To tylko świadczy o tym, że każdy może mieć prawo jazdy, dosłownie każdy” i się rozłączył. Dobrze, że gry dają możliwość usiąść za sterami pojazdu nawet wtedy, gdy nie masz prawa jazdy.

GRID Legends – recenzja gry. Ride or Die, Remember?

Screen z gry Grid Legends

Gdy siadałem do recenzji GRID: Legend zastanawiałem się, czy jestem odpowiednią osobą, która może napisać tekst o grach wyścigowych. W myślach przywoływałem WORD i mój egzamin. Zdałem sobie jednak sprawę, że od dziecka towarzyszą mi wyścigi. I chociaż ojciec do listy osiągnięć nie może dopisać startu syna w Formule 1, prawda jest taka, że od zawsze zabijałem nudę wyścigami. Zaczynałem od Colin McRae Rally 2.0, bujałem przy utworach z Need for Speed Underground, uciekałem przed policją w Most Wanted, zaliczałem takedowny w Burnout 3, by następnie podziwiać widoki w Forza Horizon. I chociaż w ostatnich latach częściej sięgałem po Mario Kart i Sonic Teams, wierzyłem, że przygoda z GRID będzie niezapomniana. O serii słyszałem dużo dobrego. Natknąłem się na nią zupełnie przypadkiem, gdy zamarzyłem pograć na Nintendo Switch w wyścigi. Produkcja nie należała do odkrywczych, ale gwarantowała rozrywkę przy pokonywaniu kilkudziesięciu torów.

Screen z gry Grid Legends

Ride or Die, Remember?

Jak to wygląda w przypadku nowej odsłony? Największą różnicą jest bez wątpienia tryb fabularny „Driven to glory”, który pozwala graczom śledzić poczynania zespołu Seneca Racing. Jako obiecujący kierowca o numerze 22 nie tylko będziemy zmuszeni ścigać się z konkurującymi ekipami, ale przede wszystkim dbać o atmosferę wewnątrz własnego teamu. Tryb ten posiada  36 rozdziałów, które przedzielane są filmowymi wstawkami. Warto dodać, że są to sceny z prawdziwymi aktorami, a jednym z nich jest Ncuti Gatwie – aktor znany z serialu Sex Education. Fabuła zapewnia około czterech godzin rozrywki, podczas których ścigamy się na różnych torach i musimy wykonać podstawowe zadanie, którym jest zajęcie określonego miejsca. Do mankamentów tego trybu należy przede wszystkim fakt, że zajęcie wysokich miejsc (lepszych niż w zadaniu) nie zmienia niczego w warstwie fabularnej. Z tego powodu czasem dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy słyszymy o przegranym pojedynku, który w rzeczywistości udało się nam go zwyciężyć.

Screen z gry Grid Legends

Odcinek 1: Jak zostać mechanikiem?

Gdy znudzimy się rozgrywką fabularną, możemy sięgnąć po karierę i tam szlifować nasze umiejętności. Jedną z propozycji jest stworzenie własnych zawodów i dokonywanie modyfikacji w dyscyplinie, klasie, pojazdach, lokalizacji, trasie, warunkach, okrążeniach, a nawet kierowcach. Możemy poprowadzić również nasz zespół – tutaj stawiamy na sponsora, rozwój drugiego kierowcy w trzech aspektach; strategii wyścigu, współpracy zespołowej, wiedzy wyścigowej oraz ulepszeniach zespołowych. Przed startem zawodów w trybie kariery dokonywać można zmian względem przełożenia, sprężyny, amortyzatorów, stabilizatorów poprzecznych jak również podziału siły hamowania. Próby tuningowania np. Ginetty G40 GT5 kończyły się licznymi wskazówkami. Gracz ma wrażenie, że system prowadzi go po sznurku do odpowiednich ustawień. Informuje o tym, czy np. hamulce nastawione na przód nie zmniejszają zbytnio nadsterowności, a może będę wpływać na podsterowność.

Możemy dokonywać również zmian względem rozgrywki. To on nas zależy, jakie będziemy mieli pole widzenia, zawieszenie kamery czy wysokość prędkości obrazu z kamery. Decydujemy również o efektach kół i zderzeń. Należy jednak te zmiany traktować jako kosmetyczne dodatki. Trochę więcej można namieszać w ustawianiach poziomu trudności. W zależności od wyboru zmienia się poziom uszkodzeń pojazdu, krańcowych uszkodzeń, poziom trudności SI, linii jazdy (ułatwiająca wybór odpowiedniego toru jazdy), ABS (zapobiega blokowaniu kół podczas hamowania), kontroli trakcji (automatycznie ogranicza poślizg kół), nadpisanie ustawień sprzęgła (gracz kontroluje sprzęgło i może zwiększać obroty przed zmianą biegów) jak również stabilizacji (regulowanie wyważeń nadwozia i ułatwienie pokonywania zakrętów).

Screen z gry Grid Legends

A kto to Panu to tak zepsuł?

GRID to typowa gra zręcznościowa. Fabuła wprowadza powiew świeżości, ale większość wirtualnych kierowców i tak sięgnie po tryb kariery, ponieważ gwarantuje większe emocje. To dopiero tutaj gracz ma poczucie, że jest za coś odpowiedzialny i jego wybory wpłyną na losy zespołu. Co jest jednak największym mankamentem w najnowszej odsłonie? Mało jest torów w GRID, które zapadają na dłużej w pamięci. Większość jest wykonana wyłącznie poprawnie. Nie jest w stanie naprawić tego nawet tor finałowy z trybu „Driven to Glory” (chociaż przywodzi na myśl odcinek z filmu Szybcy i Wściekli: Tokio Drift). Kolejna rzecz, która potrafiła wyjątkowo zirytować, to sztuczna inteligencja przeciwników. Gracz momentami ma wrażenie, że nieuczciwa rywalizacja to główna dewiza tej produkcji. Zdarzają się sytuacje, gdy wóz przeciwnika potrafi Cię doścignąć, prześcignąć i wyjątkowo napsuć krwi, nawet wtedy, gdy masz wrażenie, że jest to niemożliwe, ponieważ osiągnąłeś znaczną przewagę nad innymi zawodnikami ze stawki. W trybie kariery gracz musi usiąść za kółkiem Dumonta T36 Brawler Sport i to było dla mnie największe wyzwanie. Samochód zupełnie się mnie nie słuchał. Czasem miałem wrażenie, że na trasie wyrastają niewidzialne przeszkody, które utrudniają dotarcie do mety.

Screen z gry Grid Legends

Podsumowanie

GRID pod względem graficznym wygląda poprawnie. Największą przyjemność stanowi oglądanie samochód, które ścigają się w różnych warunkach atmosferycznych. To nie jest to jednak ta sama półka, co Gran Turismo 7 czy Forza Horizon 5. Po kilku godzinach ciągłej rozgrywki przychodzi moment znużenia i bezcelowe przerzucanie się między poszczególnymi wyzwaniami. Wyścigi od Codemasters znajdą swoich fanów, ale patrząc na cenę, warto zastanowić się nad tym, czy nie lepiej odczekać aż produkcja stanieje. Prawdą jest, że GRID: Legends to nadal ten sam produkt, który cieszył się dużą popularnością w 2019 roku. W 2022 to nadal udane zręcznościowe wyścigi, ale brakuje w nich czegoś, co pozwoli na dłużej posiedzieć przy tym tytule.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ