REKLAMA

Dungeons & Dragons. Zmora umysłu. Tom 6 – recenzja komiksu – znowu coś psuje ludziom plany

Kamil Wandzel

Opublikowano: 6 czerwca 2026

Spis treści

Wróciłem do domu po ciężkim dniu, usiadłem z kakao z nadzieją, że poczytam coś lekkiego i to był „pierwszy strike” tego dnia, bo „lekkie” to to nie było. Zmora umysłu wciąga i to tak dosłownie, bo kakao wystygło, a ja do „żywych” wróciłem dopiero po ostatniej stronie.

 

Znowu oni, tak to znowu oni!

Ekipa wraca z piekła do domu, do tych doskonale znanych Wrót Baldura, licząc na jakieś ciepłe przywitanie. Zamiast tego okazuje się, że miasto zmieniło się nie do poznania. Zło zapanowało nad wszystkim, przeżarło ich bliskich i najwyższe władze, a nikomu nie można ufać. Klasyczne „wyjście na jedno piwo z kumplami”, czyli chaos i brak planu. Minsc, Boo i reszta muszą oczywiście ratować sytuację, bo kto inny, jak nie oni.

Dungeons & Dragons. Zmora umysłu. Tom 6 | egmont.pl

 

Czy te kadry mogą kłamać?

Minsc. Po prostu Minsc. Jego entuzjastyczna osobowość połączona z amnezją tworzy postać pełną dobrego serca, ale wiecznie zdezorientowaną — i to jest absolutnie najlepszy komediowy przerywnik, jaki można sobie wyobrazić. Facet rzuca się do walki z radością dziecka na urodzinach, nie pamiętając połowy swojego życia. Boo przy tym gra rolę „najmądrzejszego w drużynie” i szczerze, ta dynamika nigdy mi się nie nudzi.

REKLAMA

Rysunki Eduarda Mello są po prostu świetne. Doskonale oddają monumentalną architekturę Wrót Baldura, ale też mroczne, nawiedzone zaułki miasta. Sceny walki są pełne dynamiki. Nie jest to ten rodzaj komiksu, gdzie musisz się domyślać, co właśnie się wydarzyło i dlaczego ktoś leży na ziemi. Kolorystyka też robi robotę — ciepła, miejscami wręcz bajkowa paleta ładnie kontrastuje z ponurym nastrojem fabuły, co daje ciekawy efekt „jasna strona mrocznego miasta”.

Fabuła nie zawodzi — jest tu sporo zwrotów akcji, heroicznych momentów i poświęceń, a napięcie utrzymywane jest konsekwentnie od pierwszej do ostatniej strony. Zub wie, jak pisać zespół postaci — każda dostaje swój moment, nikt nie ginie w tle. Nie brakuje tego, za co pokochałem tę serię — humor jest i to jak zawsze w najmniej oczekiwanym momencie.

Dungeons & Dragons. Zmora umysłu. Tom 6 | egmont.pl

 

Chyba tak!

Dobra, czas na szczerość. Sto dwadzieścia stron to jest tyle, co nic. Zanim zdążyłem się zorientować, już było po wszystkim. Przy regularnych albumach innych wydawców ta objętość po prostu uwiera, szczególnie gdy historia rozkręca się naprawdę fajnie i nagle — bum — koniec. Finał jest w porządku, ale ostatnie strony mają wyraźnie przyspieszone tempo, jakby twórcy nagle sobie przypomnieli, że zeszyty mają ograniczoną liczbę stron.

Drugi zarzut dotyczy złoczyńców. Kultyczne potwory ze świata Lochów i Smoków, ale tutaj potraktowane są dość schematycznie. Przez większą część albumu stanowią raczej mglistą groźbę w tle niż pełnokrwistych antagonistów z jakąkolwiek osobowością. Jak na kogoś, kto jest w tytule, ma zaskakująco mało czasu ekranowego.

Sprawdź też: Dungeons & Dragons: Ścieżka Druida – recenzja książki. Trudne początki bohatera

Dungeons & Dragons. Zmora umysłu. Tom 6 | egmont.pl

 

To nie obowiązek, to czysta przyjemność!

Czy warto? Tak, zdecydowanie — zwłaszcza jeśli czytałeś wcześniejsze tomy. To nie jest komiks, który zmieni twoje życie, ale to solidna, wciągająca przygoda z postaciami, które naprawdę się lubi, rysunkami, które cieszą oko, i fabułą, która trzyma w napięciu. Minusy są realne, ale nie psują zabawy — po prostu warto wiedzieć, na co się decydujesz. A Boo jak zawsze kradnie każdą scenę, w której się pojawia — i to jest obiektywny fakt, nie opinia.

Sprawdź też: Dungeons & Dragons. Piekielne przypływy. Tom 5 – recenzja komiksu – Hell happens, czyli bohaterowie w piekle

egmont logo key art
Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza komiksu.
Kamil Wandzel

Jako dziecko jadłem kamienie stąd moja miłość do krasnoludów, patrząc na żelazny tron, czekam na powrót króla, a wyglądając za okno, odruchowo rzucam na percepcję. To cały ja, lubię uciekać w światy pełne magii, czy to na kartach książek, czy za pomocą konsoli (mam zielone serce!) i robię to zawsze, kiedy mam wolną chwilę. A i pamiętajcie... KRASNOLUDEM SIĘ NIE RZUCA!

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

WIEDZA MA SWOJĄ CENĘ – RECENZJA CZWARTEGO SEZONU SERIALU STAMTĄD  

WIEDZA MA SWOJĄ CENĘ – RECENZJA CZWARTEGO SEZONU SERIALU STAMTĄD  

Martwe zło: Ogień – recenzja filmu – Sekret zapisany przed śmiercią

Martwe zło: Ogień – recenzja filmu – Sekret zapisany przed śmiercią

Cyberpunk 2077 Psycho Squad – recenzja komiksu – Czy cyberpsychole to naprawdę największe zagrożenie w Night City

Cyberpunk 2077 Psycho Squad – recenzja komiksu – Czy cyberpsychole to naprawdę największe zagrożenie w Night City

Vaiana (2026) – recenzja filmu. Disney tym razem nie poprawiał klasyka. Czy to wystarczy, by znów zachwycić widzów?

Vaiana (2026) – recenzja filmu. Disney tym razem nie poprawiał klasyka. Czy to wystarczy, by znów zachwycić widzów?

Blind Box Shop Simulator – recenzja gry. Zamień Labubu na Ladudu

Blind Box Shop Simulator – recenzja gry. Zamień Labubu na Ladudu

Trzecia kamera — recenzja komiksu — Ciekawy temat, na który zabrakło pomysłu

Trzecia kamera — recenzja komiksu — Ciekawy temat, na który zabrakło pomysłu