REKLAMA

Call of Duty: Modern Warfare 4 po becie. To nie rewolucja, ale krok w dobrą stronę

Kuba Hertel

Opublikowano: 30 sierpnia 2026

Spis treści

Call of Duty: Modern Warfare 4 nie próbuje wywrócić serii do góry nogami. Wręcz przeciwnie – nieco wraca do klasyki. Infinity Ward doskonale wie, co w tej formule nadal działa. Problem w tym, że nie wszystko działa jeszcze tak, jak powinno.

Do kolejnego Call of Duty można obecnie podchodzić na dwa sposoby. Albo z ekscytacją, bo to w końcu Call of Duty i mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać, albo z całkowitą obojętnością, bo… to w końcu Call of Duty i mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać.

Sam przed uruchomieniem bety Modern Warfare 4 znajdowałem się gdzieś pomiędzy, bo niestety – czy to Black Ops 7, czy Modern Warfare 3 nieco mnie zawiodły. Nie oczekiwałem żadnej wielkiej rewolucji, ale powrót do bardziej militarnego, przyziemnego klimatu Modern Warfare zdecydowanie mnie interesował. I po pierwszym weekendzie testów jestem zaskakująco dobrej myśli.

REKLAMA

To nadal ten sam cholernie szybki, arcade’owy Call of Duty, którego jedni kochają, a inni nie są w stanie znieść. Tym razem jednak mam wrażenie, że pod całym tym szaleństwem znajduje się naprawdę solidna strzelanka.

Modern Warfare znowu wygląda jak Modern Warfare

call of duty modern warfare 4 screenshot z gry
Mapy w nowym CoDzie są naprawdę w porządku

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to stylistyka. Modern Warfare 4 jest zdecydowanie bardziej stonowane od tego, do czego seria przyzwyczaiła nas w ostatnich latach. Przynajmniej na razie.

Nie oznacza to oczywiście nagłego skrętu w stronę realizmu. Nadal biegamy, ślizgamy się po podłodze, przeskakujemy przez przeszkody i w ciągu kilku sekund potrafimy wysłać pół przeciwnej drużyny na ekran odrodzenia. To wciąż CoD, a nie Hell Let Loose czy ARMA.

Mimo tego ogólna oprawa, projekty operatorów, uzbrojenie i mapy sprawiają, że ponownie czuję się, jakbym grał w militarną strzelankę, a nie reklamę kolejnego crossovera. Podoba mi się również sam interfejs. Jest czytelniej, prościej i przede wszystkim szybciej można dostać się tam, gdzie faktycznie chce się dostać. Niby detal, ale po kilku ostatnich odsłonach potrafię docenić nawet fakt, że menu nie próbuje ze mną walczyć.

Strzelanie? Tutaj Call of Duty nadal wie, co robi

call of duty modern warfare 4 screenshot z gry
Rezygnacja z omnimovementu to świetny wybór

Najważniejsza rzecz działa jednak tak, jak powinna. Strzelanie w Modern Warfare 4 daje ogromną frajdę. Bronie mają odpowiednią wagę, świetnie brzmią, odrzut jest wyczuwalny, a samo trafianie przeciwnika zapewnia dokładnie ten poziom satysfakcji, którego oczekuję od Call of Duty. Pod tym względem Infinity Ward nadal znajduje się w absolutnej czołówce.

Całość jest responsywna i agresywna. Bardzo szybko złapałem się na klasycznym „jeszcze jeden mecz” i dokładnie wtedy zdałem sobie sprawę, że podstawowa pętla rozgrywki znowu działa.

Nie jestem natomiast do końca przekonany do obecnego TTK. Przeciwnicy padają ekstremalnie szybko. Z jednej strony bardzo dobrze współgra to z charakterem Modern Warfare – jeżeli kogoś odpowiednio zajdziemy albo pierwsi rozpoczniemy ostrzał, zazwyczaj jesteśmy górą. Z drugiej zdarzały mi się sytuacje, w których praktycznie nie miałem czasu zareagować.

Dostajemy kilka pocisków i po wszystkim. Przy spokojniejszej rozgrywce byłoby to jeszcze do przełknięcia, ale w połączeniu z tempem poruszania się, niewielkimi mapami i problemami ze spawnami potrafi prowadzić do kompletnego chaosu. Infinity Ward już podczas pierwszego weekendu zaczęło zresztą korygować minimalny TTK części uzbrojenia.

„Grounded movement”, ale spokojnie – nadal biegamy jak wariaci

call of duty modern warfare 4 screenshot z gry
Całość wydaje się być bardziej przyziemna – w końcu!

Twórcy sporo mówią o bardziej „grounded” systemie poruszania i rzeczywiście jest on mniej absurdalny niż niektóre rozwiązania z Black Ops. Nie znaczy to jednak, że Modern Warfare 4 nagle stało się wolne. Wręcz przeciwnie.

Tempo nadal jest bardzo wysokie. Tactical Sprint pozwala błyskawicznie przemieszczać się po mapach, wślizgi są szybkie, a gracze oczywiście potrzebowali mniej więcej pięciu minut, żeby zacząć wykorzystywać cały system do granic możliwości.

I w sumie… mi to pasuje. Modern Warfare 4 znajduje się gdzieś pomiędzy bardziej „ciężkim” stylem starszych MW a współczesnym Call of Duty, w którym człowiek wyskakujący zza rogu porusza się czasem, jakby trenował do igrzysk olimpijskich na kofeinie.

Co ważne, nie miałem wrażenia, że muszę bez przerwy wykonywać akrobatyczne sztuczki, żeby mieć jakiekolwiek szanse. Dobre ustawienie się, znajomość mapy i trzymanie odpowiedniego kąta nadal potrafią być równie skuteczne jak agresywne bieganie z SMG.

Mapy? Tutaj mam już znacznie więcej wątpliwości

Same areny pozostawiły mnie ze znacznie bardziej mieszanymi odczuciami. Wizualnie trudno się do nich przyczepić. Silkworm wygląda świetnie, Rooftops ma fajną wertykalność, a lokacje są na tyle różnorodne, że nie zlewają się ze sobą po kilku meczach.

Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba na nich faktycznie grać. Najbardziej ekstremalnym przykładem jest Transit 213, czyli arena tak mała i intensywna, że momentami przestawałem wiedzieć, z którego kierunku właściwie powinienem spodziewać się przeciwnika. Taki „nowy” Shipment. Tutaj dochodzimy do największego problemu mojej przygody z betą.

Ktoś stoi za mną. Znowu.

call of duty modern warfare 4 screenshot z gry
TTK jest trochę za niskie, ale twórcy już w trakcie bety zaczęli nad tym pracować

Spawny są obecnie kompletnie dzikie. Zdarzało mi się odrodzić i niemal natychmiast znaleźć przeciwnika za plecami. Innym razem sam pojawiałem się w miejscu, w którym dosłownie sekundę później mogłem strzelić komuś w plecy.

Na mniejszych mapach dochodziło przez to do sytuacji, w których linia frontu właściwie nie istniała. Raz przeciwnicy byli przed nami, za chwilę za nami, następnie gra przerzucała część drużyny w zupełnie inne miejsce i całość zamieniała się w bezładną strzelaninę.

Oczywiście Call of Duty zawsze miało dość dynamiczne spawny, ale tutaj zdecydowanie wymagają one jeszcze pracy. Co ciekawe, to nie tylko moje wrażenie – Infinity Ward już podczas testów zaczęło poprawiać logikę odrodzeń i zapowiedziało dalszy tuning przed drugim weekendem bety. Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, którą najbardziej chciałbym zobaczyć poprawioną przed premierą, byłoby to właśnie to.

Serwery też potrafiły powiedzieć „nie”

Drugim znacznie mniej zabawnym problemem były kwestie techniczne. Beta potrafiła działać przez kilka spotkań absolutnie bezproblemowo, żeby nagle podczas kolejnego meczu złapać krótkiego freeza. W tak szybkiej grze nawet sekundowe przycięcie często oznaczało po prostu śmierć.

Było to tym bardziej frustrujące, że poza tym Modern Warfare 4 sprawia całkiem solidne wrażenie techniczne. Oczywiście mówimy o becie i właśnie po to takie testy istnieją. Nie będę więc udawał, że okazjonalny freeze przekreśla całą grę. Jeżeli jednak podobne problemy zostałyby z nami do premiery, cierpliwość skończyłaby mi się bardzo szybko.

Kill Block może być największą niespodzianką multiplayera

call of duty modern warfare 4 screenshot z gry
Beta pozytywnie mnie nastroiła, choć wcześniej mocno kręciłem nosem

Znacznie pozytywniej zaskoczył mnie Kill Block. Pomysł jest prosty – układ mapy może zmieniać się między spotkaniami dzięki losowaniu jej poszczególnych segmentów. Infinity Ward mówi o ponad 500 możliwych kombinacjach.Na papierze brzmi to trochę jak gimmick stworzony tylko po to, żeby można było dopisać nową funkcję do materiałów marketingowych.

W praktyce ma to jednak sens. Zmieniają się przejścia, linie ostrzału i miejsca, które chwilę wcześniej były bezpieczne. Nie da się więc po kilku meczach całkowicie przejść na autopilota i wykonywać dokładnie tych samych ruchów. Jeżeli twórcom uda się odpowiednio rozwinąć ten pomysł po premierze, chętnie zobaczę więcej podobnych eksperymentów.

To nadal Call of Duty i chyba właśnie o to chodzi

Po becie nie napiszę, że Modern Warfare 4 to rewolucja. Nie napiszę też, że Infinity Ward stworzyło nagle zupełnie nową jakość FPS-ów. To Call of Duty.

Bardzo szybkie, bardzo głośne, miejscami absurdalnie chaotyczne i zaprojektowane tak, żeby po skończonym spotkaniu człowiek bez zastanowienia kliknął „zagraj ponownie”. Tyle że tym razem ten dobrze znany kotlet smakuje mi wyjątkowo dobrze.

Gunplay jest świetny, stylistyka wróciła na tory, których oczekuję od Modern Warfare, movement zapewnia odpowiednio dużo swobody, a podstawowa rozgrywka potrafi wciągnąć na kilka godzin bez większego wysiłku.

Jednocześnie spawny wymagają solidnego remontu, TTK nadal przydałoby się dopracować, mapy są mocno nierówne, a serwery podczas testów potrafiły urządzić sobie krótką przerwę dokładnie wtedy, kiedy najmniej jej potrzebowałem.

To jednak są rzeczy, które można poprawić. Najważniejsze dla mnie jest to, że po wyłączeniu bety nie pomyślałem: „no dobra, wystarczy mi Call of Duty na kolejny rok”. Pomyślałem raczej: kurde, zagrałbym jeszcze jeden mecz. A dla Modern Warfare 4 to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić na tym etapie.

ZALETY +

WADY -

logo firmy cenega
Za dostarczenie kodu do bety na PS5 dziękujemy CENEGA !
Kuba Hertel

Geek w najlepszym tego słowa znaczeniu! Miłośnik gier, komiksów, kinematografii oraz technologii - pochłania wszystko! Z zawodu logistyk, a grafik (obecnie dziergający z Netflixem!) i redaktor z wyboru. Jego serce zdaje się barwy niebieskiej, bo najbardziej oddany jest Sony i DC, jednak z chęcią także zasiada przy Xboxie, a Switch w ruchu jest cały czas! Wszakże dobrodziejstw popkulltury nigdy za wiele, prawda?

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Wojna o Pierścień. Historia Śródziemia Tom VIII – Recenzja książki – Przeżyjmy to raz jeszcze

Wojna o Pierścień. Historia Śródziemia Tom VIII – Recenzja książki – Przeżyjmy to raz jeszcze

WWE 2K26 – recenzja gry. Wrestling dla opornych.

WWE 2K26 – recenzja gry. Wrestling dla opornych.

MotoGP 26 – recenzja gry. Pierwszy raz na dwóch kółkach.

MotoGP 26 – recenzja gry. Pierwszy raz na dwóch kółkach.

EA Sports UFC 6 – recenzja gry – Czy EA w końcu zrobiło dobre MMA?

EA Sports UFC 6 – recenzja gry – Czy EA w końcu zrobiło dobre MMA?

Ta gra zaczyna się jak bajka, a kończy jak koszmar. Resonance: A Plague Tale Legacy – recenzja gry

Ta gra zaczyna się jak bajka, a kończy jak koszmar. Resonance: A Plague Tale Legacy – recenzja gry

WROTA OTWARTE NA OŚCIEŻ – RECENZJA FILMU NAZNACZONY: WYJŚCIE Z MROCZNEGO WYMIARU 

WROTA OTWARTE NA OŚCIEŻ – RECENZJA FILMU NAZNACZONY: WYJŚCIE Z MROCZNEGO WYMIARU