Istnieją gry, które zostają z nami na zawsze, i seria A Plague Tale bez wątpienia do nich należy. Zarówno Innocence, jak i Requiem całkowicie skradły moje serce, a towarzysząca im ścieżka dźwiękowa do dziś gości na mojej playliście. Okazuje się, że twórcy mają jeszcze wiele historii do opowiedzenia w tym świecie, a jedną z nich jest przeszłość pewnej przemytniczki, którą już znamy.
Nowa karta starej opowieści
Najnowsza odsłona serii, a właściwie prequel zatytułowany Resonance: A Plague Tale Legacy, cofa nas o piętnaście lat przed wydarzenia z gry A Plague Tale: Requiem. Śledzimy w niej losy 22-letniej Sophii, od dziecka prześladowanej przez wizje tajemniczej greckiej wyspy. Gdy w końcu na nią trafia, wraz z towarzyszką Leni odkrywa nie tylko sekrety kultury minojskiej, ale też prawdę o swojej przeszłości i genezie Prima Macula. Jaka jest jednak w tym wszystkim rola starożytnego wojownika i Minotaura?

Nie, w tej odsłonie nie ma szczurów. To inna opowieść, ale również dotycząca choroby, która kilkanaście lat później dotknie Hugo, młodszego brata Amicii. Tym razem mamy do czynienia z zupełnie nowym rodzajem zagrożenia, sięgającym korzeniami jednej z najdawniejszych kultur. Łącznikiem z nią jest Sophia, przemytniczka i bohaterka, którą poznajemy już w A Plague Tale: Requiem.
Sophia i Leni: chemia, która działa
Resonance otwiera sielankowy krajobraz – urokliwa Wenecja, błękit Morza Śródziemnego i powiew greckiej mitologii tworzą wręcz pocztówkowy klimat. Jednak gdy wyruszamy w głąb wyspy, atmosfera staje się mroczniejsza i bardziej przytłaczająca. Ten kontrast gra tu pierwszorzędną rolę: twórcy powoli prowadzą nas od słonecznej idylli ku dusznej, wręcz klaustrofobicznej grozie. Sam tytuł nie bez powodu rezonuje na dwóch płaszczyznach (emocjonalnej oraz dźwiękowej), a jego pełne znaczenie odkrywamy w finale, gdy wszystkie elementy układanki zaczynają ze sobą współbrzmieć.

W końcu otrzymaliśmy bohaterkę z krwi i kości. Sophia nie boi się wyzwań i dążąc do odkrycia prawdy o swoich tajemniczych wizjach, idzie po trupach do celu. Jest pewna siebie i wie, czego chce – uwielbiam tak napisane postacie! Z kolei jej towarzyszka, Leni, to bohaterka równie urocza, co zadziorna – z miejsca nabrałam ochoty, by się z nią zaprzyjaźnić. Dialogi między nimi wypadają genialnie i nieraz wywołały u mnie śmiech. O ile w A Plague Tale irytowała mnie Amicia (swoim niezdecydowaniem) oraz Hugo (taki już urok dziecięcych bohaterów), o tyle z tym duetem mogłabym spędzić znacznie więcej czasu. Dawno nie widziałam tak wyrazistych postaci w grze i dotyczy to również drugiego planu, na czele z Ezrą i Faro.
Wojowniczka, nie cichy cień
W przeciwieństwie do stawiającej na skradanie Amicii, Sophia to wojowniczka idąca na żywioł, a sama walka w Resonance reprezentuje zupełnie inny poziom. Główna bohaterka jest zwinna, a jej pojedynki są widowiskowie – precyzyjne kontry, płynne kombosy i egzekucje z użyciem elementów otoczenia dają mnóstwo frajdy (widać, że ktoś tutaj czerpał inspiracje z Ghost of Tsushima). To ogromna zmiana w porównaniu z wcześniejszymi odsłonami serii, ale bez dwóch zdań trafiona – każda potyczka jest dla nas śmiertelnie niebezpieczna, bo giniemy tu tak samo szybko, jak zabijamy, co wymusza pełne skupienie. Ciekawie wypada też mechanika ryzyka i nagrody: eliminacje odnawiają nam pasek zdrowia, co oznacza, że im dotkliwiej zostaniemy poobijani, tym bardziej agresywnie musimy przeć do przodu.

Do dyspozycji dostajemy zresztą cały arsenał ekwipunku – od haka i sztyletu po rzucane butelki – co pozwala radzić sobie nawet z przeważającymi siłami wroga. W trakcie przygody bohaterka wykorzystuje również skradzioną minojską kulę, służącą do manipulacji światłem, torowania drogi i rozwiązywania skomplikowanych zagadek labiryntowych rodem z mitu o Dedalu.

Jeśli jednak nie przepadacie za zbyt dużym wyzwaniem, twórcy przygotowali aż pięć poziomów trudności. Wybrać można zarówno tryb fabularny, pozwalajacy cieszyć się historią bez zbędnej frustracji, jak i koszmarny, w którym każde uderzenie oraz precyzyjna parada będą na wagę złota. Ustawienia da się zmienić w dowolnym momencie, warto jednak pamiętać, że nie wpływa to zagadki logiczne (chociaż te mogłyby być bardziej kreatywne).
Od pocztówki do koszmaru
Jeżeli miałabym się do czegoś przyczypić, to do elementów skradankowych – te wypadają dość nierówno, a przeciwnicy potrafią zaskoczyć w niekorzystny sposób, wykrywając nas w sytuacjach, które powinny dać większe pole do manewru. To drobny zgrzyt na tle całej reszty produkcji, ale w grze, która tak mocno stawia na immersję, potrafi na chwilę wybić z klimatu. Na szczęście Sophia to wojowniczka, więc większość takich sytuacji można załatwić… szybko biorąc nogi za pas.

Podróż przez Resonance to nie tylko walka, ale też nieustanne przeplatanie się dwóch linii czasowych – w trakcie rozgrywki przełączamy się między średniowiecznymi losami Sophii a erą minojską, gdzie działania z odległej przeszłości bezpośrednio kształtują późniejsze ścieżki. To nie jest jednak przypadkowa, oderwana od reszty mechanika, lecz integralny element fabuły – każdy skok w czasie ma swój narracyjny ciężar i konsekwencje, które odczujemy podczas dalszej eksploracji świata gry.
Po raz kolejny zostałam urzeczona ścieżką dźwiękową. Za oprawę audio ponownie odpowiada Olivier Derivière – utwór „The Land”, witający nas w menu głównym, jest tak dobry, że aż chce się przy nim przystanąć na dłuższą chwilę. Nadaje grze niesamowity ton i od razu zapowiada fantastyczną przygodę, a dalsze kompozycje tylko to potwierdzają. Dla mnie to absolutny numer jeden tego roku i mam ogromną nadzieję na deszcz nagród dla kompozytora (sama z pewnością zapoluję na wydanie winylowe).
Prequel, którego nikt się nie spodziewał
Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że Resonance: A Plague Tale Legacy to najlepsza odsłona cyklu. Przejście gry zajęło mi ponad 17 godzin, wymaksowując ją niemal w stu procentach – po drodze przeoczyłam kilka znajdziek, ale dzięki opcji wyboru rozdziałów łatwo można uzupełnić kolekcję. To nie tylko wizualna i muzyczna perełka, lecz przede wszystkim niesamowita opowieść, z tych, które snuje się przy ognisku. Wciąga, momentami wręcz przeraża, a jej echo rezonuje w głowie jeszcze długo po napisach końcowych.
