REKLAMA

Assassin’s Creed Black Flag Resynced – recenzja gry – To ten sam dobry pirat, ale w nowych szatach

Agnieszka Michalska

Opublikowano: 8 lipca 2026

Spis treści

Kiedy w 2013 roku zagrałam w Assassin’s Creed Black Flag, byłam oczarowana tą grą. Jako fanka serii (i Jacka Sparrowa) wejście w buty pirata było dla mnie jak spełnienie marzeń. Komu nigdy nie marzyło się podróżować statkiem z własną załogą, dokonywać abordaży i zwiedzać karaibskich wysp?

Do dzisiaj Assassin’s Creed Black Flag uważam za jedną z ciekawszych (pod względem historii) i ładniejszych odsłon serii, ale oczywiście pamięć mogła już nieco zniekształcić tamte wspomnienia. Dlatego po zapowiedzi remake’u pierwsze pytanie, jakie mi się nasunęło, to po co wydawać po raz kolejny grę, która po latach wciąż może się bronić. Wcześniejsze odsłony, jak trylogia Ezio, dużo bardziej zasługują na odświeżenie. Assassin’s Creed Black Flag Resynced szybko jednak udowodniło, że ma się czym bronić, chociaż nie obyło się bez większych zgrzytów.

 

Legendarny korsarz powraca

Nie będę się rozwodzić nad fabułą – kto grał w oryginał z 2013 roku, ten doskonale pamięta historię Edwarda Kenwaya. Dla pozostałych osób w skrócie: jest to walijski pirat, który z przypadku wchodzi w buty asasyna i dowiaduje się o trwającym od wieków konflikcie między asasynami a templariuszami. Akcja rozgrywa się na Karaibach w latach 1715–1722, w okresie tzw. Złotego Wieku Piractwa, podczas którego przemierzanie Oceanu Atlantyckiego było śmiertelnie niebezpieczne z różnych powodów: od grasujących banitów po ekstremalne warunki pogodowe. I to wszystko przeżywamy wraz z Kenwayem, który ma własny cel – jak najszybciej się wzbogacić i wrócić do ukochanej żony.

REKLAMA

To, co od razu rzuca się w oczy Resynced, to przede wszystkim grafika. Ja grałam na dosyć mocnym laptopie (13th Gen Intel(R) Core(TM) i9-13900HX RAM: 32.0 GB, NVIDIA GeForce RTX 4080) w rozdzielczości 2560 x 1440 i nie odczuwałam żadnych problemów z wydajnością, odpalając grę na maksymalnych ustawieniach graficznych. Duża w tym zasługa oczywiście generatora klatek oraz DLSS, ale muszę zaznaczyć, że nie ma tu żadnego szarpanego obrazu czy problemów ze skaczącymi klatkami. Klatkarz spokojnie lawirował pomiędzy 95-100 kl./s., więc wynik bardzo zadowalający. 

Co do samej oprawy graficznej, to wszystko jest tutaj ładniejsze – tekstury postaci, powierzchnie wysp, drewniane elementy statku. Największą różnicę widać jednak pod względem wody oraz światła, bo te znacząco się poprawiły od wydanego lata temu pierwowzoru. Przemierzanie nocą dżungli czy przecinanie kolejnych fal pozostawia miłe, growe wspomnienia. Resynced nie tylko działa dobrze, ale przy tym jest przepiękny. 

Assassin’s Creed Black Flag Resynced | własny zrzut ekranu

 

Coś więcej niż sam lifting

Resynced to jednak nie tylko wygładzona grafika i te same questy w nowej oprawie. Twórcy dorzucili też sporo świeżości. Doszły nowe misje poboczne związane z kompanami, m.in. Czarnobrody dostał więcej czasu, co mnie bardzo cieszy. Ponadto nurkowanie zostało znacznie rozbudowane – zamiast ograniczać się do dzwonów nurkowych znanych z oryginału, możemy teraz zanurzyć się praktycznie w dowolnym miejscu, co daje więcej powodów, by szukać skarbów i sekretów ukrytych pod wodą. Sama mapa, która widniała nam po lewej stronie na dole ekranu, została przeniesiona na górny pasek znany z poprzednich odsłon serii. 

Nie zabrakło też drobnych, ale uroczych dodatków w stylu interakcji ze zwierzętami – i tak, jest osobne trofeum za znalezienie ich wszystkich. Natomiast na pokładzie Kawki może nam teraz towarzyszyć kot lub małpka, którzy umilają nam żeglugę. Zdecydowanie mniej sielankowo robi się za to podczas starcia z dzikiem, które przypomina bardziej pojedynek rodem z Soulsów niż spotkanie z leśnym stworzeniem – bestia potrafi zaszarżować z taką siłą i prędkością, że własna matka by cię nie poznała po tym spotkaniu.

Poza tym wciąż możemy oddawać się ulepszaniu Kawki oraz rozbudowie własnej wyspy – to elementy znane z oryginału, ale odświeżone i dopracowane na tyle, że wciąż dają sporo frajdy, nawet jeśli ograło się to wszystko 13 lat temu. Dla tych zaś, którzy chcą dopasować rozgrywkę do swoich umiejętności, przewidziano osobne suwaki trudności – oddzielnie dla pojedynków na lądzie i osobno dla starć na wodzie, dzięki czemu każdy znajdzie balans idealny dla siebie, niezależnie od tego, czy woli szablę, czy raczej burtę armaty.

Assassin’s Creed Black Flag Resynced | własny zrzut ekranu

 

Oczywiście dużo czasu spędziłam w trybie foto (ponad 300 zrobionych zdjęć!). Ale nic dziwnego, gra potrafi zafundować nam przepiękne widoki. Od zmian pogody na lądzie, zachody słońca, po sztormy na wodzie (trąby powietrzne czy błyskawice stykące się z wodą robią wrażenie, ale też mogą wyrządzić ci ogromne szkody). Niestety tryb foto w Assassin’s Creed Black Flag Resynced jest dużo uboższy niż w Assassin’s Creed Shadows – brakuje takich funkcji jak zmiana pory dnia, czy ustawienia bohatera w jakiejś ciekawej pozie, ale może to i lepiej (inaczej nigdy bym nie zobaczyła napisów końcowych!).

Jak w każdej grze z serii Assassin’s Creed dostępna jest szybka podróż poprzez synchronizowane punkty, ale proszę was… Kto będzie używał tej dogodności, gdy możemy popłynąć tam własnym statkiem, posłuchać naszych marynarzy, gdy śpiewają szanty (a tych jest dużo, o ile wcześniej je zbierzemy) i w tym czasie powzdychać za prawdziwym morzem, a także zrobić mnóstwo zdjęć i dokonywać abordaży. 

Assassin’s Creed Black Flag Resynced | własny zrzut ekranu

 

Jest pięknie, ale nie kolorowo

Niestety nie obyło się bez zgrzytu zębami. Dwa razy gra wywaliła mnie brutalnie do pulpitu, bez żadnego ostrzeżenia (na całe szczęście działa automatyczny zapis, który faktycznie często zapisuje grę). Jednak mój notoryczny problem wynikał z tego, że skrypty odmawiały posłuszeństwa – raz postać poboczna uparcie nie chciała wejść na statek, mimo że tak miało być fabularnie, przez co musiałam wczytać zapis, licząc na to, że tym razem obejdzie się bez cudów (udało się, po prostu się tam przeteleportowała). Innym razem historia się powtórzyła przy zwykłym podnoszeniu przedmiotu potrzebnego do ukończenia zadania – mimo że stałam dokładnie tam, gdzie trzeba, nie miałam odpowiedniej interakcji, przez co nie zaliczyłam zadania (akurat było to wydarzenie, więc jedyne co straciłam, to dużo pieniędzy). 

Do tego dochodzą jeszcze co jakiś czas niedoczytujące się tekstury, które potrafią przez dłuższą chwilę straszyć rozmazanymi plamami zamiast szczegółowych detali otoczenia, przez co gra na moment traci swój malowniczy urok i przypomina, że jednak nie mamy do czynienia z produkcją bez skazy. Jednak najbardziej krew mi zawrzała, gdy bohater wszedł w skrzynkę i nie mógł z niej wyjść, a gra musiała zapisać się akurat w tym momencie. To spowodowało, że musiałam wczytać poprzedni zapis i jeszcze raz walczyć ze wszystkimi przeciwnikami. 

Najbardziej jednak frustrowało mnie nieposłuszeństwo głównego bohatera, zwłaszcza przy wspinaczce, która jest bardzo nieintuicyjna – gdy chciałam, aby Kenway wspiął się wyżej na maszt, on wolał skoczyć do wody… Zależy to, jak się okazuje, od ustawienia kamery – gdy mamy ją skierowaną w górę, bohater się wspina, ale gdy już skierujemy ją w dół, skoczy nam do wody. Cóż, jest to denerwująca mechanika, zwłaszcza w ferworze walki, gdzie ułamki sekundy dzielą cię od dostania kuli. Liczę jednak, że wraz z premierą wiele błędów zostanie naprawionych.

Assassin’s Creed Black Flag Resynced | własny zrzut ekranu

 

Jestem piratem, nie będę się skradać!

Seria Assassin’s Creed oferuje nam różne podejścia do potyczek z wrogiem, jednym z nich jest skradanka. Jako poczciwy pirat nie czułam się dobrze z zabijaniem kogoś z ukrycia, więc moje działania głównie polegały na frontalnym atakowaniu wroga (co niekiedy kończyło się śmiercią w przypadku zbyt dużej ilości przeciwników). I tutaj dochodzimy do starć, które stały się bardziej dynamiczne, niż pamiętam z oryginału. Można parować, potraktować kogoś z buta (i przy tym wyrzucić go w powietrze albo za burtę statku), przyciągnąć za pomocą linki lub też po prostu zastrzelić (moja ulubiona technika). Natomiast skradanka polega na typowym chowaniu się w krzakach i dźganiu zza pleców, wieszaniu na drzewach za pomocą wspomnianej linki albo po prostu przekradaniu się bez alarmowania przeciwników.

Nieprzyjaciele, z którymi przyjdzie nam się mierzyć, nie są zwykłymi gąbkami na obrażenia. Nawet szeregowcy mogą nam sprawić wiele trudności. Potrafią parować, robić widowiskowe uniki (jak choćby przewrót po naszych plecach) czy odbijać wymierzone w nich kule, a ich pokonanie wymaga kilku porządnych zamachnięć mieczem (w zależności od tego, jaki mamy ustawiony poziom trudności). Nie brakuje też wrogów uzbrojonych w cięższe pałki, strzelców i bossów z solidnym paskiem życia. Na szczęście nasz bohater ma czym odpowiadać na to zróżnicowanie – w naszym arsenale znajdziemy miecz, asasyńskie ostrze, strzałki usypiające, bomby dymne czy pistolet, więc dla każdego stylu walki znajdzie się coś odpowiedniego.

Najprzyjemniejsze są jednak abordaże, których dokonywałam nader często, a dzięki ulepszeniom Kawki mogłam napadać na coraz trudniejsze jednostki, zdobywając przy okazji więcej zasobów do dalszej rozbudowy. Same wodne potyczki to czysta zabawa: w zależności od ustawienia kamery i pozycji przeciwnika możemy posyłać pociski z przodu, z boków czy z tylnych dział, a także razić wroga na odległość. Sam abordaż jest już prosty – wystarczy pokonać tylu przeciwników, aby spadło ich morale, a przejęcie statku odbywa się praktycznie bez oporu. Po bitwie stajemy przed wyborem: możemy naprawić Kawkę, wysłać zdobyty statek do własnej floty (by później z poziomu kajuty kapitana lub rezydencji na wyspie wysyłać go na misje), obrabować go ze skrzynek albo zmniejszyć poziom rozgłosu (bo gdy ten się wypełni, ściągnie na naszą głowę łowców piratów). Czasami pod nosem upominałam siebie samą, że nie powinnam atakować większej jednostki, mając Kawkę już solidnie poobijaną, ale… uwielbiam wyzwania, więc niech się dzieje wola Davy’ego Jonesa!

Sprawdź też: Skull and Bones — recenzja gry — najgorszy twór Ubisoftu

Assassin’s Creed Black Flag Resynced | własny zrzut ekranu

 

Ahoj, przygodo!

Assassin’s Creed Black Flag Resynced nie odkrywa koła na nowo, ale pozwala przypomnieć sobie historię, która wyszła 13 lat temu. I to bardzo dobrej gry, bo jednak ta odsłona była powiewem świeżości w serii, dając nam swobodne przemierzanie ogromnej mapy na własnym statku. Oczywiście nie mamy tutaj luźnych wyborów, a nasze czyny nie wpływają na opowieść (typowy Assassin’s Creed), tak więc zakończenie niczym się nie różni od znanego już nam z oryginału. Licznik po przejściu głównej fabuły pokazał mi ponad 32 godziny, ale miejcie na uwadze to, że ja uwielbiam eksplorować i zrobiłam też niektóre zadania poboczne. Niemniej nie skończyłam jeszcze tej przygody, bo zostało mi dużo rzeczy do odkrycia, tak więc ten czas w grze jeszcze mi się wydłuży.

Zapewne waszym podstawowym pytaniem skierowanym do mnie będzie to, czy warto kupić Assassin’s Creed Black Flag Resynced na premierę? Jako osoba, która ograła tytuł w 2013 roku, odpowiedziałabym, że skoro znacie już historię, to poczekajcie na promocję – ciężko zarobione pieniądze wydałabym raczej na coś innego niż powtórkę z rozrywki. Natomiast jako fanka serii Assassin’s Creed i ogólnie motywu piratów, jestem zachwycona tym, że mogłam sobie przypomnieć ten tytuł, historię Kenwaya i po prostu popływać po Morzu Karaibskim (i dokonywać abordaży!) w jeszcze ładniejszych szatach.

A co z graczami, którzy nie znają ani serii, ani historii Kenwaya i po prostu chcą pograć w grę o piratach? Z jednej strony jest to świetna gra singleplayer, z ciekawą historią i nietuzinkowym bohaterem, ale wciąż jest to fragment całości, gdzie jednak trzeba orientować się, kim są asasyni i templariusze i dlaczego od wieków trwa między nimi konflikt. Tak więc sami musicie zdecydować, czy jesteście gotowi dać się porwać tej przygodzie.

Sprawdź też: Assassin’s Creed IV: Black Flag to najlepszy i najgorszy Assassin’s Creed jaki powstał.

ZALETY +

WADY -

Ubisoft key art logo
Za dostarczenie kodu do gry dziękujemy Ubisoft Polska
Agnieszka Michalska

Jestem Agnieszka Pierwsza Tego Imienia, Władczyni Konsoli, Mistrzyni Padów, Najwyższa Bibliotekarka oraz Baronessa Kolekcji Figurek Funko POP! Obok gier na konsole od Sony i Nintendo Switch, uwielbiam także dobre książki fantasy, które pochłaniam z zawrotną prędkością. Prywatnie jestem pasjonatką czarnej kawy i białej czekolady.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 20 – recenzja komiksu – Magiczna energia zamknięta w kolorowym komiksie

Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 20 – recenzja komiksu – Magiczna energia zamknięta w kolorowym komiksie

Legendarna muzyka z Heroesów zabrzmi na żywo. Heroes Orchestra wystąpi w Warszawie!

Legendarna muzyka z Heroesów zabrzmi na żywo. Heroes Orchestra wystąpi w Warszawie!

Gothic 1 Remake – witaj z powrotem w Kolonii, ścierwojadzie

Gothic 1 Remake – witaj z powrotem w Kolonii, ścierwojadzie

Listonosz – Recenzja książki – Atomowa zagłada i radioaktywne pustkowia przed Falloutem

Listonosz – Recenzja książki – Atomowa zagłada i radioaktywne pustkowia przed Falloutem

Supergirl – recenzja filmu – Coś ewidentnie poszło nie tak…

Supergirl – recenzja filmu – Coś ewidentnie poszło nie tak…