Czy po dwudziestu tomach przygody dziewczyn nadal potrafią zachwycić czytelników? Najnowsze wydanie kultowego komiksu stawia bardziej na emocje, przyjaźń i codzienne problemy niż wielkie bitwy, ale czy to wystarczy, by utrzymać magię serii? Zapraszam do lektury!
Seria W.I.T.C.H. od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek komiksowych skierowanych do młodszych czytelników, ale także do dorosłych fanów wychowanych na magazynie Czarodziejki W.I.T.C.H. Dwudziesta księga wydana przez Egmont stanowi kolejny rozdział tej niezwykle długiej i bogatej sagi o pięciu Strażniczkach Kondrakaru: Will, Irmie, Taranee, Cornelii i Hay Lin. Album liczy 280 stron i zawiera zarówno komiksy, jak i materiały dodatkowe związane z bohaterkami oraz światem Heatherfield.
Autorzy i strona artystyczna
Jak większość tomów W.I.T.C.H., także Księga 20 jest dziełem wielu scenarzystów i rysowników związanych z włoskim studiem Disney Italia. Wśród twórców wymieniani są między innymi Bruno Enna, Teresa Radice, Alessandro Ferrari, Augusto Macchetto oraz rysownicy tacy jak Giada Perissinotto czy Antonello Dalena. Za przekład na język polski odpowiada Joanna Szabunio, która jak zwykle stanęła na wysokości zadania i dała nam świetne dialogi.
Największą zaletą warstwy wizualnej pozostaje charakterystyczny styl serii. Kadry są pełne energii, a bohaterki zachowują indywidualny wygląd i osobowość. Mimo że komiksy powstawały wiele lat temu, rysunki nadal prezentują się bardzo dobrze. Kolorystyka jest żywa, projekty postaci atrakcyjne, a sceny magicznych pojedynków czy podróży między światami nadal potrafią robić wrażenie.

Zawartość tomu
Księga 20 zawiera historie pochodzące z archiwalnych, włoskich numerów magazynu Czarodziejki W.I.T.C.H. 118-124. Oprócz komiksów czytelnicy otrzymują również materiały dodatkowe, między innymi informacje o sekretnych szkolnych szafkach bohaterek oraz o szkolnym tygodniku Vanity Sheffield, który odgrywa ważną rolę w życiu uczniów Heatherfield.
To właśnie dodatki stanowią jedną z najmocniejszych stron zbiorczych wydań Egmontu. Nie są jedynie zapychaczami stron, lecz rozszerzają wiedzę o bohaterkach i pozwalają lepiej poznać ich codzienność. Dla długoletnich fanów stanowią przyjemny element nostalgiczny, a dla nowych czytelników są okazją do głębszego zanurzenia się w uniwersum. Przeglądając dodatek czułam się tak, jak wtedy gdy byłam nastolatką i z wypiekami na twarzy śledziłam kolejne wydanie gazetki.

Fabuła i komiksy
W przeciwieństwie do wcześniejszych części, które często skupiały się na wielkich konfliktach między wymiarami, tutaj większy nacisk położono na codzienne życie bohaterek. Największą siłą jest równowaga między fantastyką a problemami nastolatek. Oczywiście nie brakuje magicznych przeciwników, zagrożeń i niezwykłych wydarzeń, ale równie ważne są szkolne obowiązki, relacje rodzinne, pierwsze zauroczenia oraz pytania dotyczące przyszłości.
Szczególnie interesująco wypada historia Dziesięć lat później związane z wizjami przyszłości. Scenarzyści wykorzystują motyw dorastania i niepewności jutra, tworząc opowieści, które mogą przemówić zarówno do młodszych, jak i starszych czytelników. Nie są to moralizatorskie lekcje, lecz raczej refleksje nad wyborami, jakie każdy musi podejmować. Szczególnie rozczuliła mnie wizja przyszłości Hay-Lin, która realizowała się jako żona i matka. Rozśmieszył mnie też segment Irmy, w której jej własna uczennica stwierdza, że jest nastolatką uwięzioną w ciele dorosłego.
Nowe przeciwniczki czyli Lady Giga i Lady Crash, mają krótkie epizody, które dla mnie miały zmarnowany potencjał. Powinnam się do tego przyzwyczaić, że niektórzy antagoniści traktowani są przez twórców po łebkach. Nie poznałam ich motywacji ani przeszłości, pojawiają się znikąd, rozrabiają, znikają. Z drugiej strony dzięki nim historia nie zamienia się wyłącznie w szkolny obyczajowy komiks, lecz zachowuje przygodowy charakter, z którego seria słynie od początku.
Na uwagę zasługuje także finałowa opowieść Zwierzaki górą! związana z małym smokiem. To jeden z bardziej baśniowych elementów tomu, przypominający, że W.I.T.C.H. zawsze najlepiej funkcjonowało na styku codzienności i magii. Motyw ten wnosi do albumu sporo uroku i pozytywnej energii.

Wydanie Egmontu
Egmont od kilku lat konsekwentnie wydaje serię w eleganckiej, kolekcjonerskiej formie. Każdy tom cieszy oko, uwielbiam te tłoczone motylki z tyłu okładki. Twarda oprawa, duży format i wysoka jakość druku sprawiają, że Księga 20 prezentuje się bardzo dobrze na półce. To wydanie skierowane zarówno do kolekcjonerów, jak i nowych czytelników, którzy chcą poznać klasyczne przygody czarodziejek w wygodnej formie. To wspaniały prezent dla kogoś kto wychował się na tej serii, bądź wręcz przeciwnie, lubi magiczne opowieści i nie zna czarodziejskiego uniwersum.
Podsumowanie
Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 20 nie jest najbardziej spektakularnym tomem całej serii, ale okazuje się jednym z bardziej dojrzałych i emocjonalnych. Zamiast stawiać wyłącznie na wielkie bitwy i zagrożenia dla świata, skupia się na bohaterkach, ich relacjach oraz codziennych problemach. Dzięki temu czytelnik może jeszcze lepiej poznać Will, Irmę, Taranee, Cornelię i Hay Lin.
Album doskonale łączy nostalgię z wciąż aktualnymi tematami dorastania, przyjaźni i odpowiedzialności. Dla wieloletnich fanów będzie wartościowym uzupełnieniem kolekcji, a dla młodszych odbiorców – przyjemnym komiksem fantasy z sympatycznymi bohaterkami i ciekawą fabułą. Nie jest to tom rewolucyjny, ale zdecydowanie utrzymuje wysoki poziom, do którego seria przyzwyczaiła swoich czytelników. Ja jestem bardzo zadowolona z lektury i smutno mi, że z tego co widziałam do końca zostały tylko dwa tomy.
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 18 – recenzja komiksu – Aby coś zmienić nie potrzeba żadnej magii
– Czarodziejki W.I.T.C.H. księga 17 – recenzja komiksu – Życie, życie jest nowelą, czyli 100% W.I.T.C.H.
– Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 16 – recenzja komiksu – Najpiękniejsza oprawa, najgorsze zmarnowanie złola
– Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 19 – recenzja komiksu – Zagłębiając się w historię Sheffield Institute

