Dragon Age to jeden ze słynniejszych tytułów stworzonych przez kultowe studio BioWare. Tak jak w przypadku Mass Effect, kolejne odsłony zaczęły przyciągać coraz większe kontrowersje i coraz bardziej dzielić fanów. Miarę goryczy przelała najnowsza odsłona – Veilguard. Na szczęście dla marki i jej fanów, uniwersum to nie tylko gry komputerowe, ale także komiksy czy książki, które doskonale rozszerzają naszą wiedzę o Thedas. Jedną z nich jest właśnie Dragon Age. Rozłam, nad którą chciałbym się dzisiaj pochylić.

Insignis lubi growe książki
W ostatnich latach Wydawnictwo Insignis wyróżnia się częstym wypuszczaniem tytułów z gatunków LitRPG, jednak co jakiś czas raczy czytelników innym typem literatury związanej z grami komputerowymi. Mam tu na myśli samodzielne książki rozszerzające uniwersum World of Warcraft, Assassin’s Creed czy Dragon Age właśnie. Dotychczas na polskim rynku pojawiło się aż sześć tomów związanych z ostatnią z wymienionych serii. Pierwsze trzy z nich, napisane przez Davida Gaidera, zostały początkowo wydane przez Fabrykę Słów, jednak z czasem prawa przejęło krakowskie wydawnictwo, które sukcesywnie wypuściło na rynek również pozostałe dzieła.
Odnowione wydanie trafiło na półki księgarń w czerwcu bieżącego roku. Za przekład odpowiadała ponownie Małgorzata Koczańska, którą wsparła Dominika Repeczko – uwielbiana przez czytelników i wydawców redaktorka, która odeszła z tego świata na początku bieżącego roku.
Rozłam zakryty metrem tynku.
Magowie (poza drobnymi wyjątkami) żyją zamknięci w wieżach, które opuszczają tylko, gdy gdzieś w okolicy potrzebne są ich zaklęcia. Nadzór i opiekę nad nimi sprawują natomiast Templariusze, którzy, jak twierdzą – bronią magów zarówno przed zagrożeniem z zewnątrz, jak i nimi samymi. Sami przyznacie, że taki obraz nie wróży niczego dobrego, zwłaszcza jeśli „strażnicy” mają do swojej dyspozycji środki do pacyfikacji całego kręgu, o czym przekonali się użytkownicy magii w Kirkwall.

W takiej sytuacji musi odnaleźć się Rhys, jeden ze starszych Zaklinaczy. Po korytarzach Białej Iglicy krąży zabójca, którego może zobaczyć tylko on, co bardzo szybko sprowadza na niego podejrzenia o wszystkie popełnione zbrodnie. Od niemal pewnej kary ratują go własne zdolności jako medium. Dołącza on do wyprawy w głąb zachodnich pustkowi Orlais. U jego boku stać będzie inna gorącokrwista Zaklinaczka, pewna Templariuszka, tajemnicza udręczona dusza oraz bohaterka Plagi, która skrywa w sobie więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. Co tu dużo mówić, już sam opis na tylnej okładce tomu sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z dość intrygującą historią.
To nie takie proste
Gaider bierze na tapet jedno z ciekawszych zagadnień świata Dragon Age. Czy magowie powinni być nieustannie kontrolowani przez Templariuszy? Spodobało mi się to, że nie ogranicza się do prostego spojrzenia na zagadnienie z obu stron. Pozwala on sobie na zgłębianie takich aspektów jak represje, obawy przed czarami, możliwości opętania czy nieodkryte gałęzie magii. Nie przedstawia tego konfliktu w czarno-białych barwach i pozwala wybrzmieć każdej stronie, aby czytelnik mógł sam zrozumieć ich obawy. Wszystko to przesuwa więc środek ciężkości z klasycznej przygodowej fantasy na problemy społeczne i polityczne, które mogą przywodzić nam na myśl spory, o których słyszymy na co dzień.

Magia aż kipi z tej opowieści!
Za największą zaletę tej książki można uznać jej bohaterów oraz łączące ich relacje, które rozwijają się na tle wspomnianego powyżej konfliktu. Na pierwszy plan oprócz Rhysa wysuwa się także Templariuszka Evangeline, początkowo odnosząca się do niego z dużym dystansem i nieufnością, co jednak zmienia się pod wpływem rozmów i przeżytych razem przygód. Nietrudno tu zauważyć wykorzystanie klasycznego motywu zakazanej miłości, mimo to, w mojej ocenie został on przez Gaidera poprowadzony w bardzo przekonujący sposób.
Na kartach książki pojawiają się także inni bohaterowie, których fani growych odsłon rozpoznają bez większych problemów. Co prawda moje dotychczasowe spotkania z uniwersum Dragon Age należały raczej do tych krótkich, jednak podczas lektury radziłem się bardziej doświadczonych fanów oraz zaglądałem na strony zbierające wiedzę o tym świecie, dzięki czemu dość szybko zacząłem uzupełniać braki. Arcymag Wynne, która na prośbę Boskiej prowadzi ekspedycję, wsławiła się wcześniej walką z Plagą u boku głównego bohatera Dragon Age: Początek.
Sam Cole, którego poznajemy tutaj jako Ducha Iglicy, pojawia się natomiast w Inkwizycji jako jeden z potencjalnych członków drużyny. Co prawda lektura książki nie jest obowiązkowa, jednak w przypadku tej postaci znacznie rozszerza jej historię i wiedzę o motywach postępowania. Wcześniej wspomniałem też o wydarzeniach z Kirkwall, nierzadko przywoływanych przez różnych bohaterów tej powieści. Myślę, że nie zdziwi was fakt, że zniszczenie siedziby Zakonu i likwidacja lokalnego kręgu były przedstawione w drugiej z growych odsłon. Warto jednak pamiętać, że wydarzenia przedstawione w książce stanowią kanon wykreowany przez deweloperów, dlatego losy niektórych postaci mogą nie zgadzać się z indywidualnymi decyzjami podjętymi podczas rozgrywki.

Sprawnie, choć bez literackich fajerwerków
Jeśli chodzi o sam język, Rozłam jest przede wszystkim książką przystępną i nastawioną na sprawne prowadzenie opowieści. Gaider nie sili się na szczególnie wyszukane metafory czy rozbudowane opisy, dzięki czemu kolejne strony pochłania się bez większego wysiłku. Narracja dobrze współgra z charakterem historii – kiedy trzeba, potrafi przyspieszyć, innym razem pozwala bohaterom zatrzymać się przy ważniejszych dylematach. Momentami da się jednak odczuć scenariuszowe korzenie autora.
Niektóre dialogi są nieco zbyt bezpośrednie, a część rozmów służy bardziej przekazaniu informacji o świecie niż naturalnej wymianie zdań. Natomiast nie odbiera to przyjemności z lektury. Rozłam nie jest powieścią, która zachwyci wyrafinowanym stylem, ale też nigdy nie próbuje udawać, że nią jest. To solidne, dynamiczne fantasy, w którym język przede wszystkim ma nie przeszkadzać historii – i tę funkcję spełnia całkiem dobrze.

Warto wrócić do Thedas
Dragon Age. Rozłam nie jest książką pozbawioną wad, ale trudno odmówić jej jednej rzeczy – bardzo dobrze rozumie, co sprawia, że świat Dragon Age jest tak interesujący. Zamiast ograniczać się do kolejnej przygodowej historii w znanym uniwersum, David Gaider rozwija jeden z jego najważniejszych konfliktów, pokazując zarówno lęki magów, jak i obawy tych, którzy próbują ich kontrolować. Do tego otrzymujemy ciekawych bohaterów, dobrze poprowadzone relacje i sporo informacji, które pozwalają spojrzeć inaczej na wydarzenia znane z gier. Szczególnie dużo zyskuje Cole, którego historia stanowi jeden z najmocniejszych punktów całej powieści. Nie jest to więc lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika fantasy, ale dla fanów Thedas stanowi znacznie więcej niż zwykły dodatek do gier. Rozłam skutecznie wypełnia lukę pomiędzy Dragon Age II a Inkwizycją i przypomina, że najlepsze historie tego uniwersum nie zawsze muszą być opowiadane przy pomocy pada.

