Benjamin Percy w końcu napisał historię z Wolverinem, która mnie wciągnęła. Brutalna, krwawa i w ciekawy sposób skupiona na zwierzęcej naturze Logana, czyli dokładnie tego, czego mógłbym oczekiwać po komiksie o Rosomaku.
Ta zniewaga krwi wymaga!
Jeżeli czytaliście moje poprzednie recenzje komiksów o Wolverinie pisane przez Benjamina Percy’ego, to dobrze wiecie, że nie jestem fanem tego, w jaki sposób historie z rosomakiem są pisane. Okazuje się, że wystarczy oprzeć historię na czymś ciekawszym i lepiej wykorzystać fakt, że Logan jest brutalną bestią, by całość od razu działała znacznie lepiej!
Album rozpoczyna się od sceny, w której Logan siedzi z Jeffem Bannisterem w ogrodzie, popija piwo i odpoczywa po niebezpiecznych przygodach, których świadkami byliśmy w poprzednich tomach. Spokój szybko przerywa jednak Beast, a na sali treningowej dochodzi między nimi do sprzeczki. Następnie zostaje porwany przez typa wyglądającego jak Freddy Krueger (a tak naprawdę przez Kupca, który wygląda niemal identycznie jak antagonista Koszmaru z ulicy Wiązów) i wystawiony na brutalną licytację, podczas której różni ludzie mogą kupować fragmenty Wolverine’a. Na miejscu jednak dochodzi do zdrady i okazuje się, że jeden z mutantów chce wylicytować… zabicie Wolverine’a!

Maszyna do zabijania
Muszę przyznać, że był to jeden z ciekawszych zwrotów akcji. Pojawia się pytanie – czy to na pewno ta osoba, dlaczego to robi, jaki ma w tym interes? I spokojnie, na te pytania znajdziemy odpowiedzi w tym albumie.
Ciekawie wypada motyw torturowania Wolverine’a i wykorzystywania go jako mordercę na zlecenie. Dodatkowo wyzwalane są u niego pierwotne zwierzęce instynkty. Dobrze wypada kontrast z początkiem albumu, gdzie Logan chciał odpocząć, a mimo wszystko inni widzą w nim jedynie najpotężniejszą maszynkę do zabijania.
Jestem fanem tego, jak w wielu momentach rozplanowano kadry – wystarczy kilka paneli, na których widzimy scenę sprzed pojawienia się rosomaka i po. Resztę możemy dopowiedzieć sobie sami. Łatwo wyobrazić sobie, jaka masakra musiała się tam wydarzyć. Całość jest naprawdę krwawa i brutalna, idealnie oddaje zwierzęcą dzikość głównego bohatera. Mimo wszystko styl Juana Jose Rypa momentami mi nie podchodzi, szczególnie twarze, które bywają przesadnie pomarszczone i koślawe.

Beast większą bestią od Wolverine’a?
Jestem pod dużym wrażeniem, co się stało z postacią Beasta, który towarzyszy Loganowi w tym komiksie. Kiedyś porządny obywatel, jeden z mądrzejszych mutantów na Krakoi, dzisiaj – profesor, który swoimi eksperymentami zaczyna dorównywać Sinisterowi!
Szkoda tylko, że dla polskiego czytelnika ta przemiana może wydawać się nagła, ponieważ Egmont w Polsce nie zdecydował się wydać serii X-Force, w której właśnie Beastowi zaczęło odbijać. Swoją drogą X-Force też było pisane przez Percy’ego!

Czekam na kontynuację!
Przeznaczenie X. Wolverine. Tom 2 to pierwszy komiks Percy’ego z Rosomakiem, przy którym faktycznie dobrze się bawiłem. Historia w końcu wykorzystuje największe atuty Logana – jego brutalność, zwierzęce instynkty i fakt, że dla wielu ludzi jest po prostu żywą bronią. Do tego dochodzi ciekawie rozwijany Beast, kilka naprawdę mocnych scen oraz świetnie budowane napięcie wokół tajemniczego spisku.
Zapowiedź kolejnego tomu sugeruje kontynuację wątków i brutalne starcie między Wolverinem i swoim oprawcą! Czekam!
Sprawdź też poprzednie tomy:
– Przeznaczenie X. X-Men. Tom 1 – recenzja komiksu – Wszystko zaczyna się sypać?
– Przeznaczenie X. Wolverine. Tom 1 – recenzja komiksu – Wyżyny żenady
– Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu – Dwunastu gniewnych mutantów
– Przeznaczenie X. X-Men. Tom 2 – recenzja komiksu – Krakoa w ogniu problemów

